Fundusz inwestycyjny „Absolute Return” – co to jest?

Zdjęcie: tarcza z rzutkami (absolute return)W Polsce działa kilkaset funduszy inwestycyjnych, dedykowanych inwestorom indywidualnym. Oferują one szeroki wachlarz możliwości inwestycyjnych – od inwestycji tak bezpiecznych jak lokaty bankowy po ryzykowne i specjalistyczne strategie inwestycyjne oparte na akcjach spółek giełdowych oraz na skomplikowanych instrumentach finansowych.

Właściwie każdy inwestor może znaleźć fundusz lub taki ich zestaw, który będzie dopasowany do jego wymagań i ograniczeń. Jednym z ciekawszych typów funduszy są fundusze absolute return, które realizują tzw. strategię absolutnej stopy zwrotu („Absolute Return”). Czym są i w jaki sposób działają?


Jakie są rodzaje funduszy inwestycyjnych?

Fundusze inwestycyjne, dedykowane inwestorowi indywidualnemu, można podzielić na wiele sposobów. Przede wszystkim różnią się one rodzajem aktywów w jakie inwestują (od najbezpieczniejszych bonów skarbowych, poprzez obligacje i akcje, aż do skomplikowanych instrumentów pochodnych). Zdarza się, że fundusze mają wyraźnie wskazaną specjalizację geograficzną lub sektorową.

Fundusze inwestycyjne mogą one funkcjonować w modelu otwartym, który pozwala na wpłatę lub wypłatę środków w dowolnym momencie, lub w modelu zamkniętym, gdzie moment wejścia i wyjścia funduszu oraz czas inwestycji może podlegać ograniczeniom.

Więcej informacji na temat funduszy inwestycyjnych można uzyskać na stronach Union Investment TFI w bazie wiedzy dotyczącej funduszy inwestycyjnych.

Jak inwestor może wykorzystać fundusze w swojej strategii inwestycyjnej?

Fundusze inwestycyjne mogą pełnić różne role, w zależności od stopnia wiedzy lub zaangażowania w prowadzenie swoich inwestycji:

  • mogą być cennym uzupełnieniem portfela dla doświadczonego inwestora, zapewniając ekspozycję np. na egzotyczne rynki lub klasy aktywów
  • mogą być podstawą portfela inwestycyjnego dla inwestora, który nie chce się angażować samodzielnie w grę na rynkach finansowych
  • mogą być również pierwszym krokiem w świat rynków finansowych dla początkującego inwestora

Główną przesłanką w decyzji, czy inwestować na rynkach finansowych samodzielnie, czy za pośrednictwem powiernika, są oczekiwania co do stopy zwrotu oraz ilość czasu jaki planujemy poświęcić na „doglądanie” swoich inwestycji. Aktywna gra na giełdzie jest zajęciem bardzo absorbującym. Nie każdy może sobie pozwolić na bieżące śledzenie rynków finansowych. Inwestorzy którzy chcą tego uniknąć, a jednocześnie chcą wykorzystywać potencjał giełdy papierów wartościowych, powinni pomyśleć o wykorzystaniu funduszy inwestycyjnych.

Jakich stóp zwrotu można oczekiwać od funduszy inwestycyjnych?

W długim terminie (np. oszczędzanie na emeryturę lub przyszłość dzieci) zdecydowanie warto inwestować w akcje spółek giełdowych. Badania, zarówno na polskim, jak i na zagranicznych rynkach, pokazują, że długoterminowe stopy zwrotu z akcji spółek są znacząco wyższe niż z lokat bankowych lub obligacji skarbowych. Te raczej zapewnią utrzymanie realnej wartości kapitału, ale może być trudno o jego znaczący wzrost. Przyjmując długoterminowy horyzont inwestycyjny należy zwrócić się w kierunku akcji spółek giełdowych, które, jak pokazują wyniki historyczne, dają duże szanse na jego pomnożenie.

Oczywiście, samodzielna inwestycja w akcje jednej lub kilku wybranych spółek może okazać się bardzo ryzykowna i wymaga sporego zaangażowania. Alternatywą dla inwestora może być wybór funduszu wyspecjalizowanego w inwestycje w akcje spółek giełdowych.

Rodzaje funduszy inwestujących w akcje spółek

Jeśli inwestor chce, aby jego oszczędności pracowały na giełdzie, ma do wyboru kilka rodzajów funduszy inwestycyjnych:

  • zwykłe fundusze akcyjne – skoncentrowane na inwestycji na wybranym obszarze rynku akcji (zwykle w akcje jest ulokowane od 66 do 100% aktywów)
  • fundusze mieszane – inwestujące część aktywów na rynku akcyjnym, a część na znacznie bezpieczniejszym rynku dłużnym. Najpopularniejsze podtypy tych funduszy to zrównoważone i mieszane. W uproszczeniu można przyjąć, że działają one w połowie jak fundusz akcyjny, a w połowie jak fundusz obligacyjny, a wypracowana stopa zwrotu jest uśrednionym wynikiem z tych 2 rynków.
  • fundusze absolutnej stopy zwrotu (absolute return) – mające największą elastyczność w zaangażowaniu się w rynek akcji (ich udział w portfelu funduszu może wahać się od 0 do 100% aktywów), mogą one inwestować również w inne klasy aktywów i wykorzystywać bardziej zaawansowane strategie inwestycyjne.

Czym fundusz absolute return różni się od funduszy akcyjnych

W przypadku funduszy akcyjnych zarządzający często ma mocno związane ręce – statut funduszu narzuca wysoką minimalną alokację w akcje (np. 66%). W sytuacji, gdy zarządzający funduszem oczekuje, że rynek będzie spadał, nie ma możliwości wycofania się i przeczekania okresu niekorzystnej koniunktury, lokując w tym czasie aktywa funduszu w bezpieczniejsze instrumenty finansowe.
Fundusze absolute return nie mają takich ograniczeń – często statut pozwala na całkowite wycofanie się z rynku akcji (alokacja np. od 0 do 100% w instrumenty udziałowe) . Daje to funduszowi spore możliwości. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że odpowiedzialność zarządzającego funduszem absolute return jest też dużo większa. Jeśli określi on błędnie sytuację rynkową to może np. wycofać się z rynku akcji w momencie, kiedy rozpoczyna się  na nim hossa.

Ryzyko w funduszu absolute return

Zmienność stóp zwrotu funduszy absolute return jest zwykle większa niż dla funduszy akcyjnych, których wyniki są mocno skorelowane z indeksami giełdowymi. Dodatkowo fundusze absolute return często wykorzystują szersze możliwości inwestycyjne – możliwość inwestowania na różnych rynkach, krótka sprzedaż, wykorzystanie instrumentów pochodnych. Wszystko to powoduje, że fundusz ma wiele różnych scenariuszy działania co może powodować wzrost ryzyka inwestycyjnego. Jest jednak szereg technik stosowanych w takich funduszach (np. tzw.  long-short), które zmierzają do ograniczenia ryzyka, przy zachowaniu potencjału wzrostu w każdych warunkach rynkowych.

Fundusze absolute return nie są grupą jednorodną i mogą się od siebie bardzo różnić pod względem posiadanych aktywów, ryzyka inwestycyjnego i stóp zwrotu – przed inwestycją warto zweryfikować w co fundusz lokuje środki, w jaki sposób chce osiągać zyski i jakie wyniki osiągał w przeszłości.

Co jest celem funduszu absolute return?

Zdjęcie: łucznik strzelający z łuku na tle zachodu słońca

Fundusze absolute return pod względem celu inwestycyjnego są podobne do inwestora indywidualnego. Ich celem zwykle jest osiąganie dodatniej stopy zwrotu niezależnie od sytuacji na rynku (czyli po prostu zarabianie pieniędzy niezależnie od okoliczności). Tym różnią się od większości funduszy inwestycyjnych, których celem (statutowym lub dla zarządzającego) może być:

  • pobicie określonego benchmarku (np. stopa zwrotu wyższa niż 90% zwrotu z indeksu WIG + 10% zwrotu ze stopy WIBOR 3M)
  • albo zajęcie odpowiedniego miejsca w grupie funduszy o zbliżonej polityce inwestycyjnej (np. stopa zwrotu dająca miejsce w 1 kwartylu funduszy inwestujących na polskim rynku).
Jeśli nie wiesz, czym jest kwartyl –  przeczytaj wpis  >>>  10 pojęć ze statystyki jakie inwestor powinien rozumieć.

W sytuacji kiedy na rynku panuje niekorzystna koniunktura (np. indeks spadł o 20%), dla inwestora, który ulokował środki w funduszu akcyjnym niewielkim pocieszeniem będą dobre wyniki zarządzania (np. spadek wartości jednostek funduszu o 15%, czyli wynik lepszy od benchmarku o 5%).

Dla funduszy absolute return celem jest określona z góry stopa zwrotu. Może ona być określona w następujący sposób:

  • uzyskanie dodatniej stopy zwrotu
  • uzyskanie stopy zwrotu wyższej niż z góry określona wartość (np. 5, 8  albo 10% rocznie)
  • uzyskanie stopy zwrotu wyższej niż instrumenty bezpieczne (np. stopa WIBOR lub stopa zwrotu z obligacji skarbowych)

Opłaty w funduszu absolute return

Benchmark daje nie tylko wyobrażenie czego można oczekiwać od funduszu. Często jest on również podstawą do naliczenia tzw. success fee, czyli dodatkowego wynagrodzenia dla zarządzającego funduszem za zrealizowanie i przekroczenie celów inwestycyjnych. Na rozwiniętych rynkach częsta jest konstrukcja 1/20%, w której fundusz pobiera 1% opłaty rocznie za zarządzanie i 20% zysków ponad zdefiniowany benchmark.
Warto również zapoznać się z pojęciem high-water-mark. Użycie takiej konstrukcji oznacza, że fundusz pobiera success fee tylko za kolejne wypracowane zyski licząc od początku działania. Przykładowo nie są pobierane opłaty za sukces w przypadku odrobienia w roku X spadków we wcześniejszych latach. Aby opłata w systemie high-water-mark mogła zostać pobrana fundusz musi przebić wszystkie historyczne wyniki. Na wykresie poniżej przedstawiono wykres wartości jednostek hipotetycznego funduszu i zaznaczono na czerwono w których momentach został osiągnięty high-water-mark.

Wykres: jak działa high-water-mark - fundusz absolute return

Elastyczność – istota strategii absolute return

Najważniejszą dla inwestora cechą funduszu absolute return jest jego elastyczność. Często fundusz tego rodzaju może mieć bardziej skonkretyzowany profil (np. rynku polskiego, Nowej Europy, strategii globalnych). Fundusz tego rodzaju ma możliwość przeczekania niekorzystnej koniunktury poza rynkiem, zadowalając się zyskami z bezpieczniejszych klas aktywów. Taki sposób działania jest zbliżony do sposobu działania inwestora indywidualnego, w przypadku którego możliwość tymczasowej wycofania się z rynku może być źródłem istotnych przewag w porównaniu do inwestorów instytucjonalnych.

Fundusz absolute return jest pomiędzy tymi dwoma modelami (inwestor indywidualny i fundusz akcyjny). Statut, określający politykę inwestycyjną, daje mu zwykle sporą elastyczność w działaniu. Trzeba jednak pamiętać, że wyniki funduszu są cały czas porównywane do innych funduszy tego typu, co może być źródłem presji na na osiąganie wyników w krótkim terminie, często kosztem podejmowania nadmiernego ryzyka.

Jest to pierwszy z cyklu artykułów przygotowanych we współpracy z Union Investment TFI, której celem jest przybliżenie inwestorom strategii absolute return. Miło mi również poinformować, że Union Investment TFI w ciągu najbliższych miesiącach będzie partnerem bloga „Z pamiętnika analityka”.

W kolejnych wpisach wspólnie z Union Investment TFI  oraz z portalem Stockwatch.pl będziemy się bliżej przyglądać w jaki sposób działają fundusze absolute return i w jaki sposób wypracowują dla uczestników korzystną stopę zwrotu.

Zapraszam do utrzymywania kontaktu z blogiem „Z pamiętnika analityka” na bieżąco.
Można to zrobić w następujący sposób:
– zapisać się na newsletter
– polubić na Facebooku fanpage bloga
– obserwować Twitterze mój profil

 

Artykuły z cyklu poświęconego strategiom absolute return:

  1. Fundusz inwestycyjny „Absolute Return” – co to jest? >>> Tu jesteś
  2. Jak zarabiać na giełdzie w każdych okolicznościach [9 strategii]
  3. Rynki finansowe – gdzie i w co można inwestować?
  4. Fundusz obligacji – jak działa i na czym zarabia?
  5. Strategia „absolute return” – jakie miała wyniki w 2018 roku?

Więcej na temat cyklu stworzonego we współpracy z Union Investment i Stockwatch >>> Tutaj

Partnerem tekstu jest Union Investment Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych S.A.

Union Investment TFI S.A. działa na podstawie zezwolenia Komisji Papierów Wartościowych (obecnie: Komisja Nadzoru Finansowego) z dnia 1 czerwca 1995 r., nr decyzji KPW-4073-1\ 95. Brak gwarancji osiągnięcia celów inwestycyjnych subfunduszy, możliwość zmniejszenia wartości, w tym utraty części zainwestowanych środków. Wynik inwestycyjny Funduszu nie jest tożsamy z wynikiem inwestycyjnym uczestnika Funduszu, z uwagi na możliwość ponoszenia dodatkowych opłat manipulacyjnych lub zapłaty podatku bezpośrednio obciążającego dochód z inwestycji w Fundusz.

Decyzje inwestycyjne dotyczące inwestowania w fundusze inwestycyjne powinny być podejmowane wyłącznie po zapoznaniu się z: Prospektami informacyjnymi, Statutami, Kluczowymi Informacjami dla Inwestorów, Informacjami dla Klientów AFI, tabelą opłat, danymi o ryzyku, informacjami podatkowymi, dostępnymi na stronie www.union-investment.pl

CDPROJEKT – wiedźmin uczy inwestowania na giełdzie

CDPROJEKT to najgorętsza w tym roku spółka na warszawskiej giełdzie. Producent komputerowej sagi o Wiedźminie dotarł jednak do pewnego punktu przełomowego. Kapitalizacja najsłynniejszego producenta gier osiągnęła ponad 12 mld zł (chwilowo) po tym jak w 2015 roku po premierze gry „Wiedźmin 3: Dziki gon” („The Witcher 3: The Wild Hunt”) spółka przebojem weszła do pierwszej ligi producentów komputerowych gier RPG. Jednocześnie CDPROJEKT zapowiedział kolejną grę klasy AAA (będącej odpowiednikiem najbardziej kasowych hollywoodzkich hitów) – Cyberpunk 2077, która w założeniu miała dotrzeć do jeszcze większego grona klientów, niż mający kilkanaście milionów fanów na świecie Wiedźmin. Patrząc z perspektywy czasu można z historii CDPROJEKT wyciągnąć kilka cennych lekcji dla inwestorów.


CD PROJEKT – największy hit giełdy w ostatnich latach

Spółka zanotowała 3 znakomite lata z rzędu:
  • 2015 – kiedy miała miejsce premiera gry Wiedźmin 3: Dziki Gon (stopa zwrotu +32,6%)
  • 2016 – premiera kolejnych dodatków do Wiedźmina 3, wprowadzenie gry karcianej Gwint, również osadzonej w świecie Wiedźmina (stopa zwrotu +135,7%)
  • 2017 – dalsze prace nad Gwintem, prace nad Cyberpunk 2077 (stopa zwrotu +104,1%)
W sumie kurs akcji CDPROJEKT wzrósł o 537,9% w okresie od początku 2016 do 24 listopada 2017, bijąc w tym okresie 94 kolejne rekordy cenowe (czerwona linia na wykresie). W tym okresie spółka właściwie nie zanotowała większej korekty (największy spadek ceny to ok. 15%). Kapitalizacja CD PROJEKT (w pewnym uproszczeniu – wartość rynkowa spółki) – wynosi 10,09 mld zł, a niedawno przekraczała nawet 12 mld zł.
CDPROJEKT jest dziś warty więcej niż wiele bardzo znanych polskich przedsiębiorstw, w tym  6 spółek wchodzących w skład indeksu WIG20. W indeksie MWIG40, grupującym kolejne 40 największych spółek na GPW, CDPROJEKT ustępuje kapitalizacją jedynie 2 bankom, które nie są notowane w indeksie WIG20 z uwagi na ograniczenia sektorowe.
Poniżej dzielę się kilka refleksjami dotyczącymi historii notowań CDPOJEKT na giełdzie i lekcji, jakie mogą z tego wyciągnąć inwestorzy.

Lekcja 1 – fundamenty są kluczowe

Niezależnie od tego, czy aktualna cena akcji CDPROJEKT jest właściwa, czy nie (o tym dalej) – jedno nie budzi moich wątpliwości. Mamy do czynienia jedną z najlepszych spółek na warszawskiej giełdzie. Wyłącznie dzięki temu była ona w stanie osiągnąć sukces na bardzo trudnym, globalnym rynku gier komputerowych. Liczba profesjonalnych studiów produkcyjnych idzie w tysiące, a liczba premier przekracza pewnie 10 tys. tytułów rocznie. W tak trudnym otoczeniu rynkowym CDPROJEKT osiągnął globalny sukces i dostał za trzecią część Wiedźmina kilkaset branżowych nagród.
Jeśli ktoś był w stanie wychwycić potencjał spółki odpowiednio wcześnie mógł osiągnąć stopy zwrotu liczone wielokrotnością zainwestowanego kapitału. Niezależnie od tego jak oceniamy aktualną cenę akcji CDPROJEKT,  trzeba pamiętać, że u podstaw aktualnej sytuacji (kapitalizacja rzędu 10 mld zł), leżą naprawdę wyjątkowe zalety fundamentalne spółki.

Lekcja 2: Trend is your friend

Nawiązując do kultowej komedii Rejs można przetłumaczyć na polski jako „nie walcz z prądem trendem”. To jedna z podstawowych zasad inwestycji giełdowych w podejściu technicznym. W uproszczeniu chodzi o to, żeby nie grać przeciw wyraźnemu ruchowi cen akcji.  Widząc trend wzrostowy lub spadkowy należy raczej się pod niego podłączać, niż starać się przewidzieć kiedy się on zakończy lub zmieni kierunek. Dokładnie tak było w przypadku CDPROJEKT – kurs akcji rośnie przez prawie 2 lata, a największe korekty jakie wystąpiły po drodze to około 15% (jesień 2016)  i 10% (wiosna 2017). Aktualne korekta to 16,8% od rekordu z 8 listopada 2017. Jest to rekordowy spadek cen akcji spółki w ciągu ostatnich 2 lat i może zwiastować zakończenie trendu wzrostowego lub wręcz jego zmianę.

Lekcja 3: Inwestuj w to na czym się znasz.

Jest takie giełdowe powiedzenie, żeby inwestować w to na czym się znamy i mamy eksperckie kwalifikacje dotyczące danej branży. Jej propagatorem był znany inwestor Peter Lynch, który jest autorem popularnej książki „Pokonać giełdę”. Zasada inwestowania w warta rozważenia, ale w przypadku gier komputerowych przybiera ona wręcz karykaturalną postać. Wielu inwestorów traktuje swoje niewątpliwie ogromne doświadczenie w grach komputerowych jako znajomość realiów i kulis branży gier video. Skutki tego dobrze widać na forach giełdowych, gdzie wątki dotyczące spółek produkujących gry komputerowe są najbardziej popularne a inwestorzy nie tylko dzielą każdy włos na czworo, ale wręcz robią jego analizę spektrograficzną. Przykładem mogą być tu wątki spółek CDPROJEKT i 11BIT STUDIOS na portalu Stockwatch.pl, które mają rekordowe ilośi wpisów inwestorów. Jest to niewątpliwie kopalnia wiedzy o tych spółkach i branży, ale warto jednak poszukiwać okazji inwestycyjnych w branżach, które nie są aż tak popularne.

Lekcja 4: Bańka cenowa i wskaźnik okładkowy

W lutym chyba najstarsze i wciąż opiniotwórcze źródło informacji dotyczących giełdy, dziennik Parkiet, na pierwszej stronie miał artykuł pod tytułem „Hossa producentów gier się szybko nie skończy„.  Faktycznie – w tamtym momencie stopy zwrotu dla większości z nich wyglądały imponująco. Sporo nowych spółek, widząc coraz wyższe wyceny konkurentów, próbowało wejść na giełdę. Są to jednak typowe oznaki przegrzania koniunktury giełdowej i od tego momentu większość spółek „growych” wyraźnie spadła. Skutecznie bronią się nieliczne z nich, w tym największa, czyli właśnie CDPROJEKT.
„Gazetowa” czy wręcz „okładkowa” popularność jakiejś branży lub nawet całego rynku jest jednym ze wskaźników narastającej bańki cenowej i przegrzania koniunktury. Dodatkowo świadczy o tym mocno rosnące zainteresowanie zainteresowanie takimi akcjami mało doświadczonych inwestorów, którzy zwykle dołączają do ostatniej fazy wzrostu, blisko szczytów notowań lub tuż przed mniejszą lub większą korektą cen.

Lekcja 5: Nowa ekonomia vs klasyczne metody wyceny

W przypadku CDPROJEKT-u można stwierdzić, że w pewnym momencie ceny akcji oderwały się wyraźnie od jakichkolwiek fundamentów. Owszem – spółka zarobiła od 2015 roku  imponującą kwotę 1 mld zł na Wiedźminie 3 (przychody, nie zyski), ale jest to gra wydana 3 lata temu. Kolejnej premiery można się spodziewać najwcześniej w 2019, choć według aktualnie panujących opinii wśród giełdowych ekspertów będzie to raczej 2020 lub nawet 2021. Jest jeszcze gra karciana Gwint, która okazała się dość niespodziewanym sukcesem po premierze Wiedźmina 3, ale czy to uzasadnia wartość spółki rzędy 10 cz 12 mld zł?
Według klasycznych metod wyceny, wymagając 10% zwrotu z kapitału na giełdzie (dość sporo przy dzisiejszych stopach procentowych) za jedną złotówkę zysku możemy zapłacić cenę 10 razy więszą. Można ten wskaźnik zwiększyć dla spółek, w stosunku do których oczekujemy rosnących zysków np. do 20-25. Producenci gier komputerowych nie są jednak  branżą pozwalającą na osiąganie regularnych, powtarzalnych zysków. Rozważając inwestycje warto zweryfikować czego po stronie przychodów i zysków oczekują od spółek analitycy formułujący wyceny dla spółek z branży gier komputerowych.
W przypadku baniek cenowych często pojawiają się głosy, że potrzebne jest nowe podejście i zmiana paradygmatu (Bitcoin!). Na dłuższą metę prawa ekonomii jednak zwyciężają i każda bańka prędzej czy później pęka.

Lekcja 6: Wyniki finansowe – liczy się percepcja, nie faktyczny poziom

Warto również zerknąć na zachowanie akcji CDPROJEKT po ogłoszeniu wyników za 3 kwartał 2017. Cena akcji spółki spadała nawet o 14,6%, ostatecznie kończąc dzień spadkiem o 5,7%. CDPROJEKT miał bardzo dobre wyniki za ten okres (prawie 36 mln zysków ponad 2 lata od premiery ostatniej gry), ale po raz pierwszy były one niższe od oczekiwań analityków giełdowych ankietowanych przez agencję PAP (tzw. konsensus)
Warto pamiętać, że w krótkim terminie na giełdzie liczą się nie bezpośrednie wyniki, ale ich odbiór przez inwestorów.

Lekcja 7: trend wpływa na ocenę faktów

W trendzie wzrostowym prawie każda informacja jest interpretowana na korzyść spółki. Tak było w sytuacji kiedy kurs akcji CD PROJEKT rósł. Premiera gry Gwint, jej pozytywny odbiór, rozpoczęcie testów, kolejne pozytywne rekomendacje domów maklerskich były impulsami do kolejnych wzrostów cen akcji. Spółka złapała wiatr w żagle i ceny jej akcji rosły przez prawie 3 lata, zaliczając po drodze stosunkowo niewielkie korekty.
Wydaje się, że ta sytuacja zmieniła się w ostatnich tygodniach. Informacje dotyczące CDPROJEKT z ostatnich tygodni potrafiły spowodować spadek kursu nawet o 10% podczas jednej sesji. A obiektywnie patrząc były to niezbyt znaczące informacje – wynik dobry, ale gorszy od konsensusu, plotki dotyczące problemów w produkcji gry Cyberpunk 2077 na jednym z kanałów na Youtube albo analiza ogłoszeń o pracę na stronie studia CDPROJEKT. Zwłaszcza ten ostatni news wyglądał dość kuriozalnie, ale również spowodował chwilowy spadek ceny o 10%.

Co dalej z CDPROJEKT-em?

Warto zerknąć na wykres przedstawiający maksymalny spadek ceny akcji CD PROJEKT w stosunku do ostatniego maksimum cenowego. 24 listopada 2017 osiągnął on maksymalną wartość w ostatnich 2 latach – od rekordowych 126,45 zł osiągniętych 8 listopada 2017 cena akcji spadła już 16,8%, licząc według cen zamknięcia na giełdzie.

Co dalej z kursem akcji CDPROJEKT?

Ja osobiście wysiadłem z tego pociągu dawno temu, czego z perspektywy czasu należałoby tego żałować (analiza wsteczna, zawsze skuteczna). W tym momencie nie jestem w stanie uzasadnić sobie aktualnej wartości cen akcji spólki, podobne jak nie byłem w stanie tego zrobić przy kapitalizacji dwukrotnie mniejszej. Oczywiście nie odmawiam innym posiadania odmiennego zdania na ten temat. Różnice w ocenie spółek i branż to motor napędowy rynku kapitałowego. Niewiele by się działo na giełdzie, gdyby wszyscy mieli taką samą ocenę sytuacji.
Patrząc technicznie, wygląda na to, że trend na spółce się zmienia. Jeśli spółka miałaby dalej rosnąć rocznie o  kilkadziesiąt procent rocznie, to jej wartość zbliżałaby się już np. do wartości największych polskich banków, które prowadzą stabilny biznes, przynoszący zyski rzędu 1 czy 2 mld zł rocznie (np. ING BSK, warte dziś 26 mld zł). Dalszy wzrost cen akcji CDPROJEKT może mieć wyłącznie uzasadnienie psychologiczne. Jednak jest wiele oznak, że trend wzrostowy się już zakończył. Ceny akcji mocno reagują na każdą negatywną lub niejasną informację, a do czasu najbliższych premier może się wiele zdarzyć w odniesieniu do samej spółki, sektora gier na świecie czy całego rynku kapitałowego.
Odchodząc od samego CDPROJEKT-u – zachęcam do przemyślenia powyższych obserwacji, bo mogą one pozwolić na zmniejszenie strat albo zwiększenie zysków również z innych inwestycji. Jeśli chciałbyś się podzielić opinią dotyczącą CDPROJEKT-u albo swoich doświadczeń inwestycyjnych – zapraszam do komentarzy.
Zapraszam do utrzymywania kontaktu z blogiem „Z pamiętnika analityka” na bieżąco.
Można to zrobić w następujący sposób:
– zapisać się na newsletter
– polubić na Facebooku fanpage bloga
– obserwować Twitterze mój profil

NANOGROUP – czy warto kupić akcje w ofercie publicznej?

Po kilku miesiącach posuchy na warszawska giełdę zmierza kolejny debiutant. Tym razem jest to spółka NANOGROUP, kórej specjalnością są badania biotechnologiczne związane z nanotechnologią. Brzmi to bez wątpienia efektownie i intrygujaco, ale czy inwestorzy mają szansę zarobić na tej inwestycji?
Przy okazji oferty publicznej NANOGROUP w roli członka zarządu może pojawić  się na giełdzie Marek Borzestowski, którego doświadczenie w startupach i nowych technologiach przekracza 20 lat.
Czy NANOGROUP daje szansę na powtórzenie sukcesów na miarę SELVITY albo MEDICALGORITHMICS?

Jak powstała spółka NANOGROUP?

Twarzą spółki NANOGROUP jest prezes Marek Borzestowski, znany nieco starszym czytelnikom jak twórca pierwszego polskiego portalu internetowego – Wirtualnej Polski (powstanie – 1994), który po wielu przejściach trafił na warszawską giełdę i jest notowany jako WIRTUALNA POLSKA HOLDING S.A..  Marek Borzestowski po 10 latach działalności w ramach WP sprzedał swoje udziały w 2004 roku a po kolejnych kilku latach pojawił się jako inwestor działający w modelu venture capital.

Drugą kluczową osobą jest profesor Politechniki Warszawskiej Tomasz Ciach (naukowiec, wynalazca i przedsiębiorca – warto przeczytać artykuł na jego temat z Pulsu Biznesu z 2015 roku), który w 2013 założył spółkę biotechnologiczną NanoVelos przy wsparciu funduszu GPV (Giza Polish Ventures), którego partnerem generalnym jest właśnie Marek Borzestowski. Pod koniec 2016 roku NanoVelos i 2 kolejne spółki (NanoSanguis i NanoThea) zostały wniesione do nowego podmiotu, którym jest właśnie nasz debiutant, czyli spółka NANOGROUP. Po niecałym roku spółka zamierza zadebiutować na giełdzie pozyskując jednocześnie kapitał rzędu kilkudziesięciu milionów złotych.

Czym się zajmuje NANOGROUP?

NANOGROUP w ramach 3 spółek zależnych prowadzi 5 projektów badawczych z dziedziny nanotechnologii i medycyny, z wyraźnym ukierunkowaniem na onkologię. Po uzyskaniu środków z IPO planuje zainwestować w kolejne projekty (ako udziałowiec mniejszościowy), a także dofinansować dotychczasowe projekty.

 Więcej na temat samej spółki i jej zamierzeń można przeczytać w poniższych opracowaniach:
Dla naprawdę wytrwałych jest oczywiście prospekt emisyjny NANOGROUP – skromne 484 strony.
Według prezentacji spółki nakłady rozwojowe poniesione do 2019/2020 roku mają przekroczyć 100 mln zł, na co składają się:
  • środki zainwestowane przez dotychczasowych właścicieli – 12 mln
  • dotacje (przyznane i te o które spółka dopiero wnioskowała) – w sumie 59 mln zł
  • środki pozyskane w ramach oferty publicznej – 45 mln zł
Zdecydowana większość środków z oferty publicznej trafi do spółki i zostanie wydana na wsparcie projektów badawczych. Ale jednak trzeba zwrócić uwagę, że akcje sprzedają również dotychczasowi właściciele – profesor Ciach 120 tys. szt (0,66 mln zł wg ceny maksymalnej) oraz fundusz 1,05 mln akcji (5,875 mln zł).
Jak można wywnioskować z analizy akcjonariatu i nakładów na badania – dotychczasowi akcjonariusze wnieśli 12 mln zł i mają zamiar po IPO kontrolować prawie 60% kapitału, odzyskując jednocześnie połowę z zainwestowane wcześniej kwoty. Nabywcy akcji w ofercie publicznej będą mieli 40% udziałów i pokryją prawie 80% nakładów finansowych.
Może się to wydawać „niesprawiedliwe”, ale dotychczasowi inwestorzy wnoszą know-how, które tak właśnie zostało wycenione. Niemniej jednak pozyskanie dotacji na kwotę prawie 30 mln zł (już przyznane) ten bilans wyraźnie poprawia. Do inwestorów należy decyzja, czy taka inwestycja jest dla nich korzystna i czy nabędą akcje NANOGROUP w ofercie publicznej.

Analiza finansowa i biznesowa spółki

W przypadku tej spółki właściwie nie ma czego analizować po stronie finansów. NANOGROUP nie ma przychodów z działalności operacyjnej i w pełni koncentruje się na na działalności badawczej. Wiadomo, że przez najbliższe lata spółka będzie ponosić straty. Jeżeli przez ten czas NANOGROUP osiągnie sukces badawczy to nakłady powinny się zwrócić w całości, w części lub nawet wielokrotnie. Jaki będzie efekt działań spółki – tego w tej chwili nie wiadomo.
Spółka w prospekcie przedstawia sprawozdanie skonsolidowane za okres od października 2015 do grudnia 2016, ale trzeba zwrócić uwagę, że koszty 3 spółek zależnych były w nim ujmowane tylko dla okresu po ich przejęciu. Widoczna w tym sprawozdaniu kwota strat i kosztów oddaje jedynie 2 miesiące działania NANOGROUP w takiej postaci jak teraz.

Czego można oczekiwać po debiucie na GPW?

NANOGROUP można porównywać do już notowanych już na giełdzie spółek o profilu biotechnologicznym – SELVITY czy MABION-u. Jakimś punktem odniesienia mogą być też BRASTER czy MEDICALALGORTIHMICS, które prowadzą również działalność na styku technologii i medycyny.
Patrząc na te doświadczenia można wyróżnić kilka cech wspólnych zachowania się akcji tych spółek:
  • wahania cen potrafią być bardzo mocne, zarówno w górę jak i w dół
  • w przypadku działalności badawczej trudno przeprowadzić analizę fundamentalną – przeciętny inwestor może nawet nie rozumieć słów używanych do opisu działań spółki
  • porażki mogą mocno wpływać na notowania spółek (jak niedawno SELVITA)
  • kluczowe dla osiągnięcia sukcesu jest pozyskanie partnerów zewnętrznych (tzw. big pharma)
  • poziom cen akcji jest dużym stopniu determinowany zaufaniem inwestorów –  bardzo dużo zależy od polityki komunikacyjnej i wiarygodności spółki
 Jeśli oferta publiczna NANOGROUP zakończy się sukcesem, notowania cen jej akcji będą zapewne podlegały podobnym czynnikom. Kluczowe będzie to, czy spółka zakończy sukcesem któryś z projektów i będzie miała do przekazania inwestorom dobre i prawdziwe informacje.

Harmonogram oferty publicznej NANOGROUP

  • od 17.10.2017 r. do 25.10.2017 r. – przyjmowanie zapisów i wpłat w Transzy Inwestorów Indywidualnych
  • od 17.10.2017 r. do 26.10.2017 r. – proces budowy księgi popytu
  • do 27.10.2017 r. – podanie do publicznej wiadomości ceny ostatecznej, ostatecznej liczby Akcji Oferowanych ogółem oraz ostatecznej liczby Akcji Oferowanych w poszczególnych transzach
  • od 30.10.2017 r. do 31.10.2017 r. – przyjmowanie zapisów i wpłat w Transzy Inwestorów Instytucjonalnych
  • do 3.11.2017 r. – planowany Przydział Akcji w Transzy Inwestorów Indywidualnych za pośrednictwem GPW
  • do 3.11.2017 r. – przydział Akcji w Transzy Inwestorów Instytucjonalnych

Plusy i minusy oferty publicznej NANOGROUP

Plusy oferty publicznej NANOGROUP:

  • zespół badawczy na czele z prof. Ciachem ma już na swoim koncie pewne osiągnięcia, co pozwala uznać, że spółka ma odpowiednie kompetencje badawcze
  • działalność w bardzo innowacyjnej branży z potencjalnie bardzo wysokim stopami zwrotu – w razie sukcesu projektów badawczych potencjał zysków jest bardzo duży
  • potencjalny rynek na produkty spółki ma charakter globalny
  • rynek medyczny rośnie i powinien dalej rosnąć w przyszłości w tempie w szybszym niż nominalny wzrost PKB (czynniki demograficzne i cywilizacyjne)
  • pozytywne succes-story dla notowanych na giełdzie podobnych spółek
  • długi lockup dla dotychczasowych akcjonariuszy (18 miesięcy GPV i 36 miesięcy prof. Ciach)

Minusy oferty publicznej NANOGROUP:

  • bardzo duże ryzyko inwestycyjne związane z sukcesem lub porażką projektów badawczych firmy
  • sprzedaż części akcji przez dotychczasowych właścicieli
  • biznes w zasadzie niemożliwy do analizy dla przeciętnego inwestora
  • spółka konkuruje z laboratoriami z całego świata
  • komercjalizacja efektów badań wymaga wejścia we współpracę z silniejszym partnerem, co ogranicza potencjał zysków
  • w długim terminie możliwe jest rozwodnienie kapitału (kolejne emisje akcji), jeśli będzie konieczne pozyskanie dodatkowych środków na badania/inwestycje
  • główna wartość spółki to w dużej części zgromadzony zespół, z czym wiąże się ryzyko ewentualnych odejść
  • nie ma co liczyć na dywidendę w dającej się przewidzieć przyszłości (mimo zapowiedzi spółki, ale uznałbym to za element PR związanego z ofertą publiczną)

Podsumowanie

Oferta publiczna akcji NANOGROUP należy z pewnością do inwestycji wysokiego ryzyka. Strategia kupna w IPO i sprzedaży podczas debiutu  (więcej na jej temat we wpisie dotyczącym IPO MAXCOM) może być ryzykowna ze względu na negatywny sentyment na rynku w momencie finalizowania oferty publicznej.
Po ewentualnym sukcesie IPO spółka będzie warta 115 mln zł, z czego 45 mln zł to gotówka zebrana od nowych akcjonariuszy. Wartość spółki po odjęciu gotówki to około 70 mln zł. Czy dotychczasowe know-how spółki jest tyle warte? Bardzo trudno to ocenić. W tej kwocie nie mieści się jednak jakakolwiek znacząca zdolność do bieżącego wypracowywania zysków już teraz, co może odstraszać bardziej konserwatywnie nastawionych inwestorów. Kluczowe dla sukcesu oferty publicznej NANOGROUP jest przekonanie do spółki inwestorów instytucjonalnych, którzy określą ostateczną cenę akcji.
Zapraszam do podzielenia się opinią na temat spółki w komentarzach pod wpisem.
Zapraszam do utrzymywania kontaktu z blogiem „Z pamiętnika analityka” na bieżąco.
Można to zrobić w następujący sposób:
– zapisane się do newsletter (zero spamu) – formularz zapisu jest w bocznej belce
– polubienie na Facebooku – fanpage bloga
– obserwowanie na Twitterze – mojego profilu

 

Fundusze inwestycyjne i hossa w 2017 roku

2017 okazuje się najlepszym od wielu lat rokiem na warszawskiej giełdzie. Indeks WIG przez pierwsze 3 kwartały zyskał 24,2%, zaskakując nawet największych optymistów. Jeszcze lepiej radził sobie indeks dużych spółek WIG20, który wzrósł o prawie 26%.

Jak z tej pomyślnej koniunktury na giełdzie korzystają fundusze inwestycyjne? Czy udaje im się dotrzymać kroku giełdowej koniunkturze? We wpisie również o tym, jakie akcje kupują  fundusze inwestycyjne z najlepszymi wynikami?


Wyniki funduszy akcyjnych po 3 kwartale 2017

W czerwcu pisałem na temat wyników funduszy inwestycyjnych w 2017 roku i główny wniosek był taki, że mimo hossy, która już wtedy trwała na rynku akcji wyniki funduszy inwestycyjnych były wyraźnie gorsze. Przez kolejne miesiące sytuacja właściwie nie uległa zmianie – WIG zyskał 5,4% w 3 kwartale 2017 i w sumie już ponad 24% od początku roku. Jak na tym tle wyglądają fundusze akcyjne?

Na 60 funduszy jedynie 2 okazały się lepsze niż WIG w 9 miesięcy tego roku, z czego tylko jeden jest wyraźnie lepszy (+14% w porównaniu do WIG). 25% funduszy osiągnęło wynik lepszy niż 18,7% (stopa zwrotu z WIG – 5,5%).

Mediana wyników to 16,3% – oznacza to, że 50% funduszy osiągnęło wynik gorszy niż WIG o 8% lub więcej.

Wśród liderów rynku wskazanych po wynikach za maj 2017 widać jedynie niewielkie przetasowania. Pierwsza dwójka (Novo Akcji, Credit Agricole Akcyjny)  jest taka sama jak wcześniej, a Skarbiec Akcja przesunął się o jedno miejsce w górę i wskoczył na „podium”. W dalszej części wpisu przyjrzymy się w co konkretnie inwestowały 3 najlepsze fundusze i dla kontrastu zweryfikujemy również portfel najsłabszego funduszu na rynku (Copernicus Akcji), który jako jedyny osiągnął ujemną stopę zwrotu w tym roku.

Koniunktura na giełdzie w 2017

Warto zerknąć jak w 2017 roku kształtowała się koniunktura giełdowa. Na wykresie widać stopę zwrotu z poszczególnych indeksów od początku roku. Główny indeks warszawskiej giełdy – WIG wypracował do końca września 24,2% zysku. 2017 może się okazać najlepszym od dawna okresem (historyczne stopy – we wpisie poświęconym temu ile można zaronić na WIG).

Najlepiej radziły sobie największe spółki – WIG20 zyskał aż 26,0%. Indeksy małych i średnich spółek radziły sobie już wyraźnie gorzej (MWIG40 +18,3%% i SWIG80 +6,1%) i od marca/kwietnia ich wartości spadają. Jeszcze gorzej wygląda indeks cenowy, w którym każda ze spółek notowanych na GPW ma identyczną wagę. Jest on dużo mniej znany niż główne indeksy, ale odpowiada całkiem dobrze percepcji drobnego inwestora, który zazwyczaj mając niewielki portfel ma możliwość zainwestowania w każdą z ponad 400 notowanych spółek.

W ujęciu indeksu cenowego ceny na giełdzie w ciągu 3 pierwszych kwartałów 2017 spadły (-1,6%). Zestawienie tych wyników oznacza, że wzrost wartości WIG został wygenerowany głównie przez spółki z WIG20, a mniejsze spółki (zwłaszcza te spoza indeksów WIG20, MWIG40, SWIG80) w tym roku w ogólnym ujęciu straciły na wartości. Patrząc przez pryzmat indeksu cenowego trudno w ogóle mówić o hossie w przypadku mniejszych spółek.

Analiza składu portfeli funduszy akcyjnych

Dane o składzie portfeli pochodzą ze sprawozdań rocznych i półrocznych funduszy, które zgodnie z przepisami fundusze muszą udostępniać publicznie. Fundusze nie eksponują specjalnie takich sprawozdań, ale są one dostępne na ich stronach www, choć ich odnalezienie czasami jest dość kłopotliwe.

O czym trzeba pamiętać, analizując te portfele:

  • mamy wgląd jedynie w portfele na koniec każdego półrocza (w tabelkach poniżej na 30 grudnia 2016 i 30 czerwca 2017)
  • nawet jeśli dana pozycja jest widoczna na początek i połowę 2017 teoretycznie fundusz mógł ją np. sprzedać w styczniu i odkupić w czerwcu
  • jeśli fundusz kupił i sprzedał jakieś akcje w trakcie półrocza – nie będziemy widzieli tego w portfelu

Mimo wszystko warto zajrzeć jak inwestowali najlepsi zarządzający. Może to jakąś wskazówką dla indywidualnego inwestora, który chce poszerzyć swoją wiedzę o to jak w praktyce inwestują profesjonaliści.

Jak ograniczenia mają fundusze akcyjne?

Fundusze podlegają dużym rygorom wynikającym z ustawy o funduszach i statutu konkretnego funduszu, które mają na celu zapewnić bezpieczeństwo inwestycji:

  • maksymalna inwestycja w 1 walor to 5% (lub 10%, jeśli statut na to pozwala)
  • fundusz z kategorii „akcji polskich uniwersalne” ma określony minimalny udział akcji w portfelu (np. co najmniej 50% musi być zawsze ulokowane na giełdzie), niezależnie od koniunktury na rynku
  • aktywa funduszy to kwoty liczone w milionach, więc dla naprawdę dużych funduszy liczba akcji, które mogą być obiektem inwestycji jest mocno ograniczona ze względu na płynność obrotu na GPW
  • aktywa funduszu zmieniają się codziennie, w zależności wpłat/wypłat klientów, więc nawet bez zmiany składu portfela (w procentach aktywów) fundusz może zawierać transakcje na giełdzie
  • dodatkowo w praktyce fundusz otwarty musi również utrzymywać jakąś rezerwę gotówki, co jest związane z bieżącą obsługą sprzedaży jednostek przez klientów

Warto jednak mieć na uwadze główne różnice pomiędzy inwestycjami funduszy a samodzielnym inwestowaniem. W odróżnieniu od funduszu inwestor indywidualny nie jest związany takimi rygorami i może swobodnie kształtować swój portfel – może np zainwestować jedynie w kilka walorów lub nawet całkowicie wycofać środki z giełdy na rzecz bezpieczniejszych instrumentów.

Fundusz Novo Akcji – miejsce 1/60

Najlepszy w tym roku fundusz osiągnął wynik o 14,4% lepszy niż WIG, wypracowany głównie w 1 półroczu. 5 największych pozycji to około 30% aktywów, co jest wysoką koncentracją inwestycji jak na fundusz inwestycyjny. W portfelu raczej brak niespodzianek – dominują głównie akcje z indeksu WIG20, który radził sobie w tym roku najlepiej. Hitem inwestycyjnym okazał się notowany na Newconnect LUG (wzrost 234% w 2017).

Warto zwrócić uwagę, że wszystkie inwestycje funduszu ujęte w zestawieniu (co najmniej 2% aktywów funduszu na koniec 2016 lub połowę 2017) mają dodatnią stopę zwrotu.

Fundusz Credit Agricole Akcyjny – miejsce 2/60

Fundusz minimalnie (+0,8%) przebił indeks WIG, osiągając do września 2017 stopę zwrotu 25%. Przewaga nad indeksem została wypracowana w 1 i 2 kwartale roku a 3 kwartał był już słabszy (-2,0% gorzej niż WIG).

Najlepszą inwestycją funduszu okazał się CD PROJEKT, co nie jest dużą niespodzianką. W portfelu dla części największych pozycji widać ujemne stopy zwrotu, ale są to głównie pozycje z SWIG80, dla których fundusz w 1 połowie 2017 redukował zaangażowanie. „Przesiadka” ze spółek mniejszych na większe pozwoliła na uzyskanie dobrych wyników inwestycyjnych.

Widać również dużo mniejsze zaangażowanie w akcje w połowie 2017 (spadek o 10%), co zaowocowało niższymi wynikami inwestycyjnymi w 3 kwartale 2017 (2% gorzej od WIG).

Fundusz Skarbiec Akcja – miejsce 3/60

Portfel tego subfunduszu jest mocno skoncentrowany – 5 największych pozycji w połowie 2017 przekraczało 30% aktywów. Najlepszymi inwestycjami w 2017 są CDPROJEKT i SELVITA. Ten drugi papier już w październiku okazał się mocno problematyczny, co zapewne wpłynie na wyniki funduszu za 4 kwartał 2017. Poza tym w portfelu dominują spółki z WIG20, ale dobór „maluchów” jest wyraźnie inny niż w poprzednich funduszach.

Czy dobre wyniki przekładają się na napływ klientów?

Tak wyglądają portfele 3 najlepszych funduszy w tym roku. Wpływ dobrych wyników inwestycyjnych wpływa pozytywnie na aktywa funduszy, również poprzez związane z tym wpłaty klientów. Zdecydowanie najlepszy w tym roku Novo Akcji zwiększył aktywa o 105% (od grudnia 2016 do września 2017) a trzeci pod względem wyników inwestycyjnych Skarbiec Akcja o 48%.. To wyraźne wzrosty w segmencie w którym nie ma napływu aktywów, ale tylko Skarbiec Akcja ma udział ponad 1% w aktywach ulokowanych w funduszach akcyjnych.

Drugi pod względem stopy zwrotu w 2017  Credit Agricole Akcyjny zwiększył aktywa w 2017 tylko o 14%, co oznacza że więcej klientów wypłacało środki niż wpłacało (słabiej niż wynik inwestycyjny po 3 kwartałach +25%). Zobaczymy jak te inwestycyjne sukcesy pierwszej trójki będą się przekładać na zainteresowanie klientów w kolejnych miesiącach.

Fundusz Copernicus Akcji – miejsce 60/60

Dla kontrastu możemy również zajrzeć w portfel funduszu, który osiągnął najgorszy wynik inwestycyjny w tym roku i sprawdzić czy widać jakieś różnice w podejściu inwestycyjnym w porównaniu do pierwszej trójki.

Copernicus Akcji na koniec 3 kwartału 2017 jako jedyny ze wszystkich osiągnął ujemny wynik inwestycyjny (-0,1% w porównaniu do +24,2 dla indeksu WIG). W sprawozdaniu z lokat zwraca uwagę przed wszystkim ich ilość – fundusz na akcje ponad 100 różnych spółek, czym wyraźnie różni się od omawianej wcześniej pierwszej trójki. Największa pozycja w portfelu Copernicus Akcji to tylko nieco ponad 2% aktywów. 5 największych pozycji w portfelu funduszu to jedynie 9-10% całości aktywów netto.

Przy takim rozdrobnieniu inwestycji pojedyncze decyzje inwestycyjne mają ograniczony wpływ na wynik, ale mogą wiązać się dużymi kosztami dla funduszu. Trzeba zwrócić uwagę, że fundusz zarządza bardzo skromną kwotą – około 2 mln zł (przypomnijmy – rozdzielonych na ponad 100 (!) inwestycji). Poważnym problemem dla funduszu tej wielkości są koszty stałe jego funkcjonowania, które również obciążają wycenę jednostek. Było to już wskazywane we wpisie dotyczącym funduszu Eurogeddon, który na koniec swego funkcjonowania miał bardzo niską wartość aktywów, co mocno obciążało wycenę certyfikatów.

Podsumowanie

Jak widać – dla liderów rynku funduszy recepta na sukces okazała się stosunkowo prosta (kupuj WIG20 + CDPROJEKT). Taki układ wygranych i przegranych 2017 roku utrzyma się prawdopodobnie do końca roku.

Zapraszam do utrzymywania kontaktu z blogiem „Z pamiętnika analityka” na bieżąco.
Można to zrobić w następujący sposób:
– zapisane się do newsletter (zero spamu) – formularz zapisu jest w bocznej belce
– polubienie na Facebooku – fanpage bloga
– obserwowanie na Twitterze – mojego profilu

Jeśli masz jakieś spostrzeżenia dotyczące wyników funduszy inwestycyjnych lub ich portfeli inwestycyjnych – zapraszam do podzielenia się nimi w komentarzach. A może chcesz się podzielić swoimi wynikami inwestycyjnymi i odnieść je do wyników funduszy inwestycyjnych?

Jak zdać 1 etap egzaminu na doradcę inwestycyjnego – 9 strategii

Zostać doradcą inwestycyjnym – to nie jest łatwe zadanie. Otrzymanie licencji i wpis na listę prowadzoną przez KNF wymaga zdania 3 egzaminów, więc ścieżka prowadząca do uzyskania tego prestiżowego tytułu jest trudna. Można sobie jednak tą drogę ułatwić, korzystając z doświadczeń osób które już ją pokonały. 1 etap egzaminu na doradcę inwestycyjnego może przerażać ogromnym zakresem materiału, ale odpowiednia strategia może wyraźnie zwiększyć szanse na sukces w postaci zdania egzaminu.

Poniżej zebrałem kilka porad, które mogą ułatwić przygotowanie się do egzaminu. Zdecydowanie warto je przeanalizować, bo wynikają z doświadczeń osób, które przeszły z sukcesem ścieżkę egzaminacyjną.


Zaplanuj czas nauki

Skuteczne przygotowanie do egzaminu na doradcę wymaga bardzo dużo czasu. Jest to czynnik, którego nie da się obejść. Bez żadnej przesady można założyć, że na przygotowanie się do 1 etapu egzaminu trzeba przeznaczyć kilkaset godzin. Zastanów się dobrze, kiedy i gdzie chcesz ten czas znaleźć. Kluczowa kwestia to szczera ocena, na ile przygotowanie do egzaminu będzie z  innymi Twoim obowiązkami, takimi jak praca zawodowa, rodzina, studia czy hobby. Jest kilka podstawowych sposób na wygospodarowanie czasu potrzebnego na naukę:

  • nauka popołudniami/wieczorami – na naukę w dni powszednie jesteś w stanie wygospodarować zwykle 2-4 godzin dziennie. Trzeba się liczyć z tym, że nauka w tym trybie może wymagać dobrych kilku miesięcy (np 4 miesiące x 25 dni miesięcznie x  3 godziny nauki – w sumie da to około 300 godzin nauki).

Sama nauka wieczorami to może być za mało. Warto rozważyć poniższe sposoby aby zwiększyć czas nauki i skrócić czas przygotowań:

  • nauka w weekendy – można przeznaczyć sobotę, niedzielę albo nawet obydwa te dni na naukę – to powinno dać dodatkowe 8-10 godzin nauki dziennie
  • urlop przeznaczony na naukę – podobnie jak weekendy, możesz wziąć urlop i wolne dni przeznaczyć na naukę. Podobnie jak weekendy da to 8-10 godzin nauki na każdy dzień i nawet 40-50 godzin nauki, jeśli przeznaczysz na to cały tydzień. Zdecydowanie warto rozważyć taki wariant przed samym egzaminem.

Kurs przygotowujący do egzaminu

Uczestnictwo w takim kursie to ponad 100 godzin nauki czystej nauki, dodatkowo z pomocą wykładowców będących specjalistami w danym obszarze, a także w towarzystwie innych osób planujących zdobycie licencji doradcy inwestycyjnego. Zajęcia odbywają się zazwyczaj w weekendy, więc połączenie ich z wieczorną/popołudniową nauką i w dni robocze powinno okazać się bardzo skuteczne.

Ja mogę polecić kurs przygotowujący do egzaminu prowadzony przez PERK. Powód dla którego polecam akurat ten kurs jest prosty – od kilku lat mam przyjemność prowadzić zajęcia w ramach tego kursu. Jeśli masz możliwość sfinansowania udziału w takim kursie oraz możliwość poświęcenia kilku weekendów na udział w zajęciach – nie wahaj się.

Pomoc pracodawcy

Jeżeli Twojemu pracodawcy zależy na tym, żebyś został doradcą inwestycyjnym – nie wahaj się poprosić o pomoc. Może ona polegać np. na dofinansowaniu opłaty za egzamin, kursu przygotowującego, zakupu literatury lub przyznaniu czasu na naukę do egzaminu. Samo poinformowanie o przygotowywaniu się do egzaminu może Ci pomóc, poprawiając Twój wizerunek w oczach pracodawcy.

Poznaj zakres egzaminu

Na pierwszym etapie egzaminu pojawiają się zadania z 10 tematów. Łącznie jest 110 pytań, dla których zarządzenie KNF określa orientacyjną ilość pytań dotyczących poszczególnych tematów.

Przeprowadzone do tej pory egzaminy pokazują, że generalnie ten rozkład ma zastosowanie, chociaż zwykle są od niego pewne odstępstwa. Zdarzają się też pytania poruszające jednocześnie zagadnienia z 2 zakresów tematycznych. Komisja egzaminacyjna lubi również wyszukiwać nowe zagadnienia i typy zadań, które wcześniej nie pojawiały, co może być pewnym zaskoczeniem na samym egzaminie.

Każdy z obszarów tematycznych to co najmniej jedna pozycja w literaturze. Zapoznaj się z najważniejszymi książkami, tak żeby mieć podstawowe pojęcie o zakresie egzaminu. Nie warto na tym etapie uczyć się bardzo szczegółowo poszczególnych tematów i zadań z książek. Zapoznanie się z literaturą powinno być wstępnym etap przygotowań do nauki. Umiejętności potrzebne do zdania 1 etapu egzaminu łatwiej wypracować w inny sposób, o czym za chwilę.

Zobacz co znasz i lubisz

Warto określić na które z obszarów chcemy położyć naciski, tak aby efekt nauki był jak najlepszy. Do zdania egzaminu potrzebujemy 135 punktów, czyli poprawnej odpowiedzi na 68 pytań ze 110. Daje to teoretyczną możliwość pominięcia niektórych obszarów tematycznych.

Warto wziąć pod uwagę następujące czynniki:

  • które tematy lubimy – tu będzie najłatwiej znaleźć motywację do nauki
  • w których tematach posiadamy już odpowiednią wiedzę
  • które obszary wiedzy wykorzystujemy praktycznie
  • które obszary tematyczne będą się pojawiać na drugim i trzecim etapie egzaminów

Określ priorytety

Na pierwszym etapie warto zastanowić się, na których obszarach tematycznych się skupić. Poniżej krótkie podsumowanie obszarów tematycznych oraz krótka charakterystyka zakresu wiedzy, który jest wymagany na egzaminie:

  • instrumenty udziałowe i finanse przedsiębiorstw – wg KNF w sumie ten obszar to 22 pytania ze 110. Faktycznie wychodzi ich nieco mniej, ale rzeczywiście pytań z tego obszaru jest zdecydowanie najwięcej. Zakres zadań jest dość szeroki, ale większość typów zadań powtarza się z egzaminu na egzamin.
  • instrumenty  dłużne – na 1 etapie jest stosunkowo ograniczony zakres zadań, które często można szybko rozwiązać przy użyciu kalkulatora.
  • instrumenty pochodne – tu zakres materiału jest dość szeroki – opcje, kontrakty terminowe, różne modele wyceny. Dodatkowo dobrze mieć wiedzę dotyczącą instrumentów bazowych i zapoznać się z najczęściej występującymi typami zadań.
  • zarządzanie portfelem – kolejny z kluczowych etapów egzaminu. Na 1 etapie zakres materiału jest stosunkowo ograniczony, zadania często się powtarzają ale wymagają dużej biegłości w przekształcaniu wzorów i obliczeniach.
  • matematyka finansowa – trudno ją pominąć, bo jest podstawą do zrozumienia wskazanych wyżej tematów dotyczących poszczególnych kategorii instrumentów finansowych. Pytań z samej matematyki finansowej jest zwykle kilka i często wymagają bardzo dużej znajomości niuansów posługiwania się kalkulatorem.
  • etyka – to wprawdzie tylko 5 pytań, ale zakres materiału do opanowania jest naprawdę niewielki. W tym obszarze stosunek nakładów do efektów jest prawdopodobnie największy. Warto się dobrze przygotować z zakresu zasad etyki.

Powyższe tematy to moim zdaniem pozycje obowiązkowe, odpowiedzialne za 75-80 pytań na egzaminie (ze 110). Poniżej krótkie omówienie innych obszarów tematycznych. Na pewno trzeba na niektóre z nich postawić, żeby osiągnąć dobry wynik na egzaminie. Ale warto wziąć pod uwagę, że niektóre z nich można pominąć albo zminimalizować zakres przygotowań:

  • ekonomia – temat niezwiązany bezpośrednio z pozostałymi. Do Twojej decyzji ile czasu chcesz na te tematy poświęcić. Zawsze jest koło 8-10 pytań z tego obszaru.
  • statystyka – z pojęć statystycznych i rachunku prawdopodobieństwa jest zwykle kilka pytań.
  • analiza techniczna – zwykle są 2-4 pytania z tego obszaru.
  • prawo – w zakresie egzaminu jest ponad 30 aktów prawnych (licząc na strony pewnie więcej niż cała reszta zakresu), a pytań z tego obszaru jest tylko kilkanaście. Trudno tu wskazać efektywny sposób przygotowania z całości materiału. Na pewno warto się zapoznać z zadaniami z poprzednich lat.
  • rachunkowość – tu zakres egzaminu jest również bardzo szeroki – ustawa o rachunkowości, MSR (Międzynarodowe Standardy Rachunkowości) oraz różne szczegółowe rozporządzenia. Warto się zapoznać przynajmniej z ustawą o rachunkowości i zadaniami z poprzednich lat. Pytania dotyczą raczej definicji i zapisów z aktów prawnych – nie występują zadania z samej rachunkowości.

Zaprzyjaźnij się z kalkulatorem

Podczas egzaminu na doradcę są dopuszczone 2 typy kalkulatorów finansowych: Texas Instruments Ba 2 Plus Professional  i Hewlett Packard 12C wraz z edycją Platinum. Ten pierwszy cieszy się zdecydowanie większą popularnością – ma go 80-90% zdających egzamin. Kalkulator to Twój największy sojusznik. Korzystaj z niego jak najwięcej podczas przygotowań, tak żeby podczas egzaminu posługiwać się nim w sposób płynny i bezproblemowy. Znajomość funkcjonalności kalkulatora i sztuczek związanych z jego obsługą będą ważne podczas pracy pod presją czasu na egzaminie.

Ćwicz, ćwicz, ćwicz

Nic nie przygotuje  Ciebie lepiej do 1 etapu egzaminu niż rozwiązywanie zadań egzaminacyjnych z poprzednich lat. To zdecydowanie najszybszy sposób na przyswojenie wiedzy i poznanie sposobu formułowania zadań przez komisję egzaminacyjną.

Na początku warto skupić się na poszczególnych tematów egzaminacyjnych i dobrze opanować poszczególne partie materiału. w miarę zbliżania się terminu egzaminu warto robić całościowe egzaminy, co będzie najlepszą formą powtórki.
Praktykę ułatwi dostęp do szczegółowych rozwiązań dla poszczególnych zadań na kursie w wersji on-line. W celu ułatwienia nauki są one pogrupowane zarówno tematycznie, jak i poszczególne egzaminy.

Warto również robić egzaminy całościowo, nawet jeśli podjęliśmy decyzję o odpuszczeniu któregoś z obszarów egzaminacyjnych. Mimo ogromnego zakresu materiału pytania często się powtarzają, więc warto znać dobrze przynajmniej kilka ostatnich egzaminów.

Próba generalna

Na kilka tygodni przed egzaminem spróbuj zasymulować warunki w jakich będziesz go zdawał. Tylko Ty, 5 godzin czasu, zestaw egzaminacyjny, czyste kartki papieru, długopis, zegarek i kalkulator. Tyle wystarczy – nie korzystamy z książek, notatek i wiedzy dostępnej w internecie. Najlepiej taki test przeprowadzić w miejscu, gdzie nikt Tobie nie będzie przeszkadzał (biblioteka, miejsce pracy w weekend).

W ciągu 5 godzin przekonasz się jak zniesiesz pracę pod presją czasu, długi wysiłek intelektualny i ile zadań jesteś w stanie faktycznie rozwiązać w tym czasie. Przekonasz się również jak dobrze opanowałeś wzory, a także czy potrafisz je sobie przypomnieć lub wyprowadzać na podstawie innych wzorów.

Warto również zobaczyć jak radzisz sobie z płynnym przechodzeniem z jednego tematu na inny w trakcie egzaminu. Po takiej próbie dobrze podsumować wyniki w poszczególnych obszarach tematycznych – to nam pokaże, gdzie należy jeszcze pogłębić wiedzę.

Zapisz się na egzamin

I jeszcze ostatnia rada – nie bój się podchodzić do egzaminu. Niemożliwe jest przygotowanie się do niego w taki sposób, aby czuć się w 100% pewnie. Zakres materiału jest tak duży, że zawsze pozostaną słabsze obszary. Nie jest to jednak przeszkodą w zdaniu egzaminu. Warto na egzamin się zapisać i zapłacić opłatę egzaminacyjną jak najwcześniej. Powinno to zwiększyć motywację do nauki w trudnych chwilach, a takie się na pewno zdarzą podczas nauki.

Powodzenia…

Mam nadzieję, że tych kilka rad przedstawionych powyżej pozwoli Ci na obranie właściwej strategii nauki na 1 etap egzaminu.

Osobom marzącym o zdobyciu licencji doradcy inwestycyjnego życzę owocnej nauki, połamania pióra i sukcesu w postaci zdanego egzaminu.

Jeśli któryś z czytelników przygotowuje się lu jest już posiadaczem licencji doradcy, tytułu CFA lub maklera – zapraszam do podzielenia się w komentarzach doświadczeniami z przygotowań do egzaminów.


WPIS JEST EFEKTEM MOJEJ WSPÓŁPRACY Z PLATFORMĄ EDUKACYJNĄ PERKMYLIFE – dostawcą kursów on-line przygotowujących do egzaminów licencyjnych na rynku finansowym – doradca, makler, aktuariusz, biegły rewident. Dodatkowo PERK prowadzi kursy o charakterze stacjonarnym przygotowujące do egzaminów na doradcę inwestycyjnego i maklera.

Fundusz Eurogeddon – 8 lekcji dla inwestorów

W zeszłym tygodniu zakończył działalność Eurogeddon. Autorski fundusz profesora Krzysztofa Rybińskiego powstał w 2012 i miał zarobić na krachu strefy EURO.

po 5 latach, w 2017 roku, strefa EURO ma się dobrze, a fundusz jest likwidowany.

Przez ponad 5 latach funkcjonowania (od lutego 2012) jednostki Eurogeddonu straciły na wartości ponad 60% i OPERA TFI podjęła decyzję o zamknięciu produktu i zmianie polityki inwestycyjnej.

Zamknięcie tego funduszu to dobra okazja na przypomnienie kilku prawidłowości dotyczących inwestowania. W końcu najlepiej uczyć się na błędach. Wiadomo, że najskuteczniejsza jest nauka na własnych błędach, ale najtaniej jest się jednak uczyć na cudzych


Eurogeddon –  jak i dlaczego powstał?

Na początek kilka słów o historii funduszu. Eurogeddon to autorski fundusz Krzysztofa Rybińskiego, ekonomisty o imponującym CV. Profesor „Ryba”, bo tak był nazywany w światku finansowym, był głównym ekonomistą jednego z największych polskich banków, wiceprezesem NBP, profesorem ekonomii oraz właścicielem i rektorem uczelni wyższej. Do tego trzeba dodać dużą aktywność publicystyczną, niezłe pióro i spore obycie w mediach.

Profesor utworzył fundusz Eurogeddon oraz postawił własne pieniądze na skrajnie negatywny scenariusz makroekonomiczny, który intensywnie propagował w latach 2010-2012. Miało wówczas miejsce apogeum kryzysu krajów Europy Południowej oraz Irlandii, zwanych pieszczotliwie PIIGS. Ideą funduszu było zarobienie na krachu systemu finansowego strefy EURO  i uchronienie inwestorów przed utratą majątku zgromadzonego w innych aktywach finansowych.

Sam fundusz odniósł spory sukces medialny i dość umiarkowany sukces biznesowy. Liczba wpłaconych przez inwestorów aktywów to łącznie 26 mln zł. Mimo początkowych sukcesów inwestycyjnych Eurogeddonu wkrótce sytuacja na rynkach się uspokoiła i wyniki były coraz gorsze. Aktywa funduszu stopniały do kwoty 0,5-0,6 mln zł, która w kontekście funduszy inwestycyjnych jest kwotą śmiesznie małą.

Jest to jednak okazja, żeby wyciągnąć dla inwestorów kilka lekcji na przyszłość.

Lekcja 1 – Profesorowie rzadko wygrywają na rynku

Po 5 latach funkcjonowania funduszu okazało się, że profesor Rybiński nie okazał się zwycięzcą w starciu z rynkiem. Oczywiście nie należy z tego wyciągać wniosków, że nauka i edukacja nie są potrzebne aby skutecznie inwestować. Jak najbardziej – zawsze należy się rozwijać swoje umiejętności i pogłębiać wiedzę związaną z inwestowaniem. Drugą, nawet ważniejszą od książkowej wiedzy, cechą skutecznego inwestora jest jednak doświadczenie i pokora wobec rynku. Tych cech można nabrać dopiero z czasem i zwłaszcza profesorom skaczącym na głęboką wodę może ich brakować.

Lekcja 2 – rzeczywistość to nie modele finansowe

W kontekście poprzedniej „lekcji” warto przypomnieć to historię funduszu LTCM, założonego w 1993 przez dwójkę noblistów z ekonomii (Robert C. Merton i Myron Scholes). Byli to twórcy wiodącego do dziś modelu wyceny opcji (model Blacka-Scholesa-Mertona), którzy postanowili wykorzystać swoje osiągnięcia teoretyczne w praktyce. Założony prze nich fundusz Long Term Capital Managament (LTCM) do pewnego momentu był ogromnym sukcesem (w odróżnieniu od Eurogeddonu). Wszystko popsuło się w 1998 roku, kiedy krach na rynkach azjatyckich spowodował upadek funduszu. LTCM prowadził intensywną działalność na rynku instrumentów pochodnych wykorzystując dużą dźwignię finansową. Jego upadek o mało nie spowodował krachu całego systemu finansowego.

Płynie z tego nauka, że nawet najlepsze modele finansowe opierają się na założeniach, które w pewnym momencie mogą przestać być prawdziwe.

Lekcja 3 – na rynku koniec jest zawsze blisko

Czytając opinie profesora Rybińskiego w czasach startu jego funduszu można było odnieść wrażenie, że świat stoi na skraju katastrofy gospodarczej, a właściwie to już spada w przepaść. Warto pamiętać, że zawsze można znaleźć ekonomistów i publicystów głoszących podobne prognozy.

Scenariusze katastrofalne są mocno eksponowane. Zawsze znajdą się osoby propagujące takie poglądy, często w połączeniu z rozmaitymi teoriami spiskowymi. Często utrzymują oni taką narrację przez wiele lat i znajdują swoje grono wyznawców. Drugą przyczyną są media, z natury rzeczy bardziej ceniące skandale i ostre, kategoryczne sądy. Tymczasem rzeczywistość rynkowa często okazuje banalna. Nie dochodzi do zapowiadanej katastrofy czy wielkiego resetu  – globalny krach trzeba przesunąć na kolejny termin.

Lekcja 4 – rynki mogą pozostać irracjonalne dłużej, niż ty będziesz wypłacalny

Jedno z rynkowym powiedzeń, mówi że „rynki mogą pozostać irracjonalne dłużej, niż ty będziesz wypłacalny”. Wcale nie jest powiedziane, że strategia inwestycyjna Eurogeddonu nie okaże się skuteczna w przyszłości. Całkiem możliwe również, że zmiana strategii na inwestycje w akcje rynków rozwiniętych wprowadzona po kilkuletniej hossie okaże się równie chybionym pomysłem co Eurogeddon. Warto o tym pamiętać i zachowywać elastyczność w podejmowaniu decyzji, jeśli scenariusz wydarzeń jaki zakładaliśmy się nie potwierdza.

Lekcja 5 – słowa niepoparte czynami to tylko słowa

Jest też kilka rzeczy, za które należy docenić fundusz Eurogeddon i jego twórcę, Krzysztofa Rybińskiego. Pierwsza z nich to fakt, że profesor zainwestował w fundusz własne środki, co jest znaczącym sygnałem dla inwestorów. Jest to niewątpliwie dobry sposób na uwiarygodnienie autorskiej strategii inwestycyjnej.

Lekcja 6 – inwestowanie w fundusze kosztuje

Eurogeddon miał bardzo korzystną dla inwestora strukturę opłat:

  • opłata za wyniki („success fee”) na poziomie 25% wypracowanych zysków
  • opłata stała na poziomie 0,00%.

Było to niewątpliwie ewenement na polskim rynku, gdzie fundusze o agresywnej strategii inwestycyjnej pobierają opłaty na poziomie 3-4% rocznie, niezależnie od wyników inwestycji.  Twórca Eurogeddonu zarobiłby na swoim funduszu tylko jeśli faktycznie przyniósłby on inwestorom spore zyski. Choć tak się nie stało, to warto docenić tak uczciwe podejście do inwestorów.

Lekcja 7 – ukryte koszty inwestowania mogą być bardzo wysokie

Mimo korzystnej struktury opłat za zarządzanie warto zwrócić uwagę, że po spadku aktywów poniżej 1 mln zł certyfikaty funduszu były obciążone wręcz horrendalnymi kosztami. W 2016 wskaźnik kosztów całkowitych wyniósł 10,63%. Przykładowo w 2016 koszty funduszu wyniosły 51 tys. zł – w ciągu roku taka kwota obciążyła aktywa, które wynosiły około 500 tys. zł. Żeby uczestnik wyszedł na zero, fundusz musiałby uzyskać stopę zwrotu brutto na poziomie co najmniej 10%. Przy funduszach o tak niskich kwotach aktywów i tak wysokich kosztach zarabianie na dłuższą metę jest praktycznie niemożliwe.

Lekcja 8 – dywersyfikacja to klucz do uniknięcia strat

Mam nadzieję, że profesor i inni inwestorzy nie postawili wszystkich swoich oszczędności na globalną katastrofę i sukces Eurogeddonu. Teoretycznie na biednego nie trafiło – minimalna wpłata do funduszu wynosiła równowartość 40 tys. EUR. Warto pamiętać o unikaniu nadmiernej koncentracji inwestycji. Dywersyfikacja ogranicza potencjalne zyski, ale jeszcze bardziej ogranicza ryzyka dużych strat. Postawienie na kilka koni zdecydowanie zmniejsza szanse poniesienia drastycznych strat, stanowiących kilkadziesiąt procent całego portfela inwestycyjnego.

BGK – oryginalna recepta na koniec świata

Na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Strategia inwestycyjna Euogeddonu zawierała logiczną sprzeczność. Jeśli zawala się cały świat finansowy, to kto wypłaci zyski wynikające z zawartych transakcji? Nawet pytanie o to, gdzie te środki mają być ulokowane jest uzasadnione. Jest to fajnie pokazane w filmie „Big Short”, gdzie po zawaleniu się rynku hipotecznego w USA w 2008 bohaterowie mają spory problemy z wyegzekwowaniem zarobionych pieniędzy.  Problemem była wypłacalność banków inwestycyjnych, które wcześniej sprzedały im instrumenty finansowe, na których bohaterowie filmu zarobili.

Otóż profesor Rybiński znalazł na to oryginalne rozwiązanie – środki funduszu powinny być trzymane w polskim Banku Gospodarstwa Krajowego, który zdaniem twórcy Eurogeddonu był najsolidniejszą instytucja finansową na naszej planecie. Musze przyznać, że zawsze mnie to bawiło.

Eurogeddon jak wskaźnik nastrojów rynkowych

Drugą ciekawostką jest fakt, że krótkoterminowo Eurogeddon potrafił mieć niezłe wyniki. Tak było na przykład w czerwcu 2016, kiedy miało miejsce referendum dotyczące wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Dla mnie był to taki prywatny wskaźnik nastrojów na rynku. Jeśli Eurogeddon miał najlepsze wyniki ze wszystkich funduszy inwestycyjnych oznaczało to, że nastroje na rynku są już bardzo złe.

Mam nadzieję, że te kilka „lekcji inwestowania” spisanych przy okazji likwidacji Eurogeddonu okaże się przydatne i być może pozwoli komuś na uniknięcie inwestycyjnego, prywatnego Armageddonu. Jeśli masz jakąś ciekawę opinię w kwestii funduszu Eurogeddon lub innego scenariusza finansowej zagłady – zapraszam do podzielenia się w komentarzach.


Zapraszam do utrzymywania kontaktu z blogiem „Z pamiętnika analityka” na bieżąco.

Można to zrobić poprzez:
  • zapisane się do newsletter (zero spamu, adresy nie będą nikomu udostępniane) – formularz zapisu jest w bocznej belce
  • polubienie na Facebooku fanpage bloga
  • obserwowanie na Twitterze mojego profilu

Zapisz się naNewsletter

Witam. Mam nadzieję, że artykuł Ci się podoba.

Jeśli tak - to pozostańmy ze sobą w kontakcie.

Zapraszam do zapisania się na newsletter.

Udało się!