Jak zdać 1 etapu egzaminu na doradcę inwestycyjnego – 9 strategii

Zostać doradcą inwestycyjnym – to nie jest łatwe zadanie. Otrzymanie licencji i wpis na listę prowadzoną przez KNF wymaga zdania 3 egzaminów, więc ścieżka prowadząca do uzyskania tego prestiżowego tytułu jest trudna. Można sobie jednak tą drogę ułatwić, korzystając z doświadczeń osób które już ją pokonały. 1 etap egzaminu na doradcę inwestycyjnego może przerażać ogromnym zakresem materiału, ale odpowiednia strategia może wyraźnie zwiększyć szanse na sukces w postaci zdania egzaminu.

Poniżej zebrałem kilka porad, które mogą ułatwić przygotowanie się do egzaminu. Zdecydowanie warto je przeanalizować, bo wynikają z doświadczeń osób, które przeszły z sukcesem ścieżkę egzaminacyjną.


Zaplanuj czas nauki

Skuteczne przygotowanie do egzaminu na doradcę wymaga bardzo dużo czasu. Jest to czynnik, którego nie da się obejść. Bez żadnej przesady można założyć, że na przygotowanie się do 1 etapu egzaminu trzeba przeznaczyć kilkaset godzin. Zastanów się dobrze, kiedy i gdzie chcesz ten czas znaleźć. Kluczowa kwestia to szczera ocena, na ile przygotowanie do egzaminu będzie z  innymi Twoim obowiązkami, takimi jak praca zawodowa, rodzina, studia czy hobby. Jest kilka podstawowych sposób na wygospodarowanie czasu potrzebnego na naukę:

  • nauka popołudniami/wieczorami – na naukę w dni powszednie jesteś w stanie wygospodarować zwykle 2-4 godzin dziennie. Trzeba się liczyć z tym, że nauka w tym trybie może wymagać dobrych kilku miesięcy (np 4 miesiące x 25 dni miesięcznie x  3 godziny nauki – w sumie da to około 300 godzin nauki).

Sama nauka wieczorami to może być za mało. Warto rozważyć poniższe sposoby aby zwiększyć czas nauki i skrócić czas przygotowań:

  • nauka w weekendy – można przeznaczyć sobotę, niedzielę albo nawet obydwa te dni na naukę – to powinno dać dodatkowe 8-10 godzin nauki dziennie
  • urlop przeznaczony na naukę – podobnie jak weekendy, możesz wziąć urlop i wolne dni przeznaczyć na naukę. Podobnie jak weekendy da to 8-10 godzin nauki na każdy dzień i nawet 40-50 godzin nauki, jeśli przeznaczysz na to cały tydzień. Zdecydowanie warto rozważyć taki wariant przed samym egzaminem.

Kurs przygotowujący do egzaminu

Uczestnictwo w takim kursie to ponad 100 godzin nauki czystej nauki, dodatkowo z pomocą wykładowców będących specjalistami w danym obszarze, a także w towarzystwie innych osób planujących zdobycie licencji doradcy inwestycyjnego. Zajęcia odbywają się zazwyczaj w weekendy, więc połączenie ich z wieczorną/popołudniową nauką i w dni robocze powinno okazać się bardzo skuteczne.

Ja mogę polecić kurs przygotowujący do egzaminu prowadzony przez PERK. Powód dla którego polecam akurat ten kurs jest prosty – od kilku lat mam przyjemność prowadzić zajęcia w ramach tego kursu. Jeśli masz możliwość sfinansowania udziału w takim kursie oraz możliwość poświęcenia kilku weekendów na udział w zajęciach – nie wahaj się.

Pomoc pracodawcy

Jeżeli Twojemu pracodawcy zależy na tym, żebyś został doradcą inwestycyjnym – nie wahaj się poprosić o pomoc. Może ona polegać np. na dofinansowaniu opłaty za egzamin, kursu przygotowującego, zakupu literatury lub przyznaniu czasu na naukę do egzaminu. Samo poinformowanie o przygotowywaniu się do egzaminu może Ci pomóc, poprawiając Twój wizerunek w oczach pracodawcy.

Poznaj zakres egzaminu

Na pierwszym etapie egzaminu pojawiają się zadania z 10 tematów. Łącznie jest 110 pytań, dla których zarządzenie KNF określa orientacyjną ilość pytań dotyczących poszczególnych tematów.

Przeprowadzone do tej pory egzaminy pokazują, że generalnie ten rozkład ma zastosowanie, chociaż zwykle są od niego pewne odstępstwa. Zdarzają się też pytania poruszające jednocześnie zagadnienia z 2 zakresów tematycznych. Komisja egzaminacyjna lubi również wyszukiwać nowe zagadnienia i typy zadań, które wcześniej nie pojawiały, co może być pewnym zaskoczeniem na samym egzaminie.

Każdy z obszarów tematycznych to co najmniej jedna pozycja w literaturze. Zapoznaj się z najważniejszymi książkami, tak żeby mieć podstawowe pojęcie o zakresie egzaminu. Nie warto na tym etapie uczyć się bardzo szczegółowo poszczególnych tematów i zadań z książek. Zapoznanie się z literaturą powinno być wstępnym etap przygotowań do nauki. Umiejętności potrzebne do zdania 1 etapu egzaminu łatwiej wypracować w inny sposób, o czym za chwilę.

Zobacz co znasz i lubisz

Warto określić na które z obszarów chcemy położyć naciski, tak aby efekt nauki był jak najlepszy. Do zdania egzaminu potrzebujemy 135 punktów, czyli poprawnej odpowiedzi na 68 pytań ze 110. Daje to teoretyczną możliwość pominięcia niektórych obszarów tematycznych.

Warto wziąć pod uwagę następujące czynniki:

  • które tematy lubimy – tu będzie najłatwiej znaleźć motywację do nauki
  • w których tematach posiadamy już odpowiednią wiedzę
  • które obszary wiedzy wykorzystujemy praktycznie
  • które obszary tematyczne będą się pojawiać na drugim i trzecim etapie egzaminów

Określ priorytety

Na pierwszym etapie warto zastanowić się, na których obszarach tematycznych się skupić. Poniżej krótkie podsumowanie obszarów tematycznych oraz krótka charakterystyka zakresu wiedzy, który jest wymagany na egzaminie:

  • instrumenty udziałowe i finanse przedsiębiorstw – wg KNF w sumie ten obszar to 22 pytania ze 110. Faktycznie wychodzi ich nieco mniej, ale rzeczywiście pytań z tego obszaru jest zdecydowanie najwięcej. Zakres zadań jest dość szeroki, ale większość typów zadań powtarza się z egzaminu na egzamin.
  • instrumenty  dłużne – na 1 etapie jest stosunkowo ograniczony zakres zadań, które często można szybko rozwiązać przy użyciu kalkulatora.
  • instrumenty pochodne – tu zakres materiału jest dość szeroki – opcje, kontrakty terminowe, różne modele wyceny. Dodatkowo dobrze mieć wiedzę dotyczącą instrumentów bazowych i zapoznać się z najczęściej występującymi typami zadań.
  • zarządzanie portfelem – kolejny z kluczowych etapów egzaminu. Na 1 etapie zakres materiału jest stosunkowo ograniczony, zadania często się powtarzają ale wymagają dużej biegłości w przekształcaniu wzorów i obliczeniach.
  • matematyka finansowa – trudno ją pominąć, bo jest podstawą do zrozumienia wskazanych wyżej tematów dotyczących poszczególnych kategorii instrumentów finansowych. Pytań z samej matematyki finansowej jest zwykle kilka i często wymagają bardzo dużej znajomości niuansów posługiwania się kalkulatorem.
  • etyka – to wprawdzie tylko 5 pytań, ale zakres materiału do opanowania jest naprawdę niewielki. W tym obszarze stosunek nakładów do efektów jest prawdopodobnie największy. Warto się dobrze przygotować z zakresu zasad etyki.

Powyższe tematy to moim zdaniem pozycje obowiązkowe, odpowiedzialne za 75-80 pytań na egzaminie (ze 110). Poniżej krótkie omówienie innych obszarów tematycznych. Na pewno trzeba na niektóre z nich postawić, żeby osiągnąć dobry wynik na egzaminie. Ale warto wziąć pod uwagę, że niektóre z nich można pominąć albo zminimalizować zakres przygotowań:

  • ekonomia – temat niezwiązany bezpośrednio z pozostałymi. Do Twojej decyzji ile czasu chcesz na te tematy poświęcić. Zawsze jest koło 8-10 pytań z tego obszaru.
  • statystyka – z pojęć statystycznych i rachunku prawdopodobieństwa jest zwykle kilka pytań.
  • analiza techniczna – zwykle są 2-4 pytania z tego obszaru.
  • prawo – w zakresie egzaminu jest ponad 30 aktów prawnych (licząc na strony pewnie więcej niż cała reszta zakresu), a pytań z tego obszaru jest tylko kilkanaście. Trudno tu wskazać efektywny sposób przygotowania z całości materiału. Na pewno warto się zapoznać z zadaniami z poprzednich lat.
  • rachunkowość – tu zakres egzaminu jest również bardzo szeroki – ustawa o rachunkowości, MSR (Międzynarodowe Standardy Rachunkowości) oraz różne szczegółowe rozporządzenia. Warto się zapoznać przynajmniej z ustawą o rachunkowości i zadaniami z poprzednich lat. Pytania dotyczą raczej definicji i zapisów z aktów prawnych – nie występują zadania z samej rachunkowości.

Zaprzyjaźnij się z kalkulatorem

Podczas egzaminu na doradcę są dopuszczone 2 typy kalkulatorów finansowych: Texas Instruments Ba 2 Plus Professional  i Hewlett Packard 12C wraz z edycją Platinum. Ten pierwszy cieszy się zdecydowanie większą popularnością – ma go 80-90% zdających egzamin. Kalkulator to Twój największy sojusznik. Korzystaj z niego jak najwięcej podczas przygotowań, tak żeby podczas egzaminu posługiwać się nim w sposób płynny i bezproblemowy. Znajomość funkcjonalności kalkulatora i sztuczek związanych z jego obsługą będą ważne podczas pracy pod presją czasu na egzaminie.

Ćwicz, ćwicz, ćwicz

Nic nie przygotuje  Ciebie lepiej do 1 etapu egzaminu niż rozwiązywanie zadań egzaminacyjnych z poprzednich lat. To zdecydowanie najszybszy sposób na przyswojenie wiedzy i poznanie sposobu formułowania zadań przez komisję egzaminacyjną.

Na początku warto skupić się na poszczególnych tematów egzaminacyjnych i dobrze opanować poszczególne partie materiału. w miarę zbliżania się terminu egzaminu warto robić całościowe egzaminy, co będzie najlepszą formą powtórki.
Praktykę ułatwi dostęp do szczegółowych rozwiązań dla poszczególnych zadań na kursie w wersji on-line. W celu ułatwienia nauki są one pogrupowane zarówno tematycznie, jak i poszczególne egzaminy.

Warto również robić egzaminy całościowo, nawet jeśli podjęliśmy decyzję o odpuszczeniu któregoś z obszarów egzaminacyjnych. Mimo ogromnego zakresu materiału pytania często się powtarzają, więc warto znać dobrze przynajmniej kilka ostatnich egzaminów.

Próba generalna

Na kilka tygodni przed egzaminem spróbuj zasymulować warunki w jakich będziesz go zdawał. Tylko Ty, 5 godzin czasu, zestaw egzaminacyjny, czyste kartki papieru, długopis, zegarek i kalkulator. Tyle wystarczy – nie korzystamy z książek, notatek i wiedzy dostępnej w internecie. Najlepiej taki test przeprowadzić w miejscu, gdzie nikt Tobie nie będzie przeszkadzał (biblioteka, miejsce pracy w weekend).

W ciągu 5 godzin przekonasz się jak zniesiesz pracę pod presją czasu, długi wysiłek intelektualny i ile zadań jesteś w stanie faktycznie rozwiązać w tym czasie. Przekonasz się również jak dobrze opanowałeś wzory, a także czy potrafisz je sobie przypomnieć lub wyprowadzać na podstawie innych wzorów.

Warto również zobaczyć jak radzisz sobie z płynnym przechodzeniem z jednego tematu na inny w trakcie egzaminu. Po takiej próbie dobrze podsumować wyniki w poszczególnych obszarach tematycznych – to nam pokaże, gdzie należy jeszcze pogłębić wiedzę.

Zapisz się na egzamin

I jeszcze ostatnia rada – nie bój się podchodzić do egzaminu. Niemożliwe jest przygotowanie się do niego w taki sposób, aby czuć się w 100% pewnie. Zakres materiału jest tak duży, że zawsze pozostaną słabsze obszary. Nie jest to jednak przeszkodą w zdaniu egzaminu. Warto na egzamin się zapisać i zapłacić opłatę egzaminacyjną jak najwcześniej. Powinno to zwiększyć motywację do nauki w trudnych chwilach, a takie się na pewno zdarzą podczas nauki.

Powodzenia…

Mam nadzieję, że tych kilka rad przedstawionych powyżej pozwoli Ci na obranie właściwej strategii nauki na 1 etap egzaminu.

Osobom marzącym o zdobyciu licencji doradcy inwestycyjnego życzę owocnej nauki, połamania pióra i sukcesu w postaci zdanego egzaminu.

Jeśli któryś z czytelników przygotowuje się lu jest już posiadaczem licencji doradcy, tytułu CFA lub maklera – zapraszam do podzielenia się w komentarzach doświadczeniami z przygotowań do egzaminów.


WPIS JEST EFEKTEM MOJEJ WSPÓŁPRACY Z PLATFORMĄ EDUKACYJNĄ PERKMYLIFE – dostawcą kursów on-line przygotowujących do egzaminów licencyjnych na rynku finansowym – doradca, makler, aktuariusz, biegły rewident. Dodatkowo PERK prowadzi kursy o charakterze stacjonarnym przygotowujące do egzaminów na doradcę inwestycyjnego i maklera.

PLAY – czy warto kupić akcje w ofercie publicznej?

Spółki nikomu przedstawiać nie trzeba. PLAY jest drugim co do wielkości operatorem GSM w Polsce i czwartą najbardziej rozpoznawalną marką w Polsce. W tej chwili spółka prowadzi ofertę publiczną, która jest największa od czasu zakończenie dużych prywatyzacji przez Skarb Państwa. Skala sukcesu spółki, która działa zaledwie od 2007 roku jest ogromna. PLAY wchodził na rynek jako 4 gracz, ponad 10 lat  po uruchomieniu sieci GSM przez 3 pierwszych operatorów (Plus GSM, Centertel-Idea i Era GSM) i w tej chwili zajmuje druga pozycję na tym rynku.

W osiągnięciu tego poziomu pomogły spółce preferencje ze strony regulatora, ale i bez nich (od 2014) spółka pokazuje, że radzi sobie bardzo dobrze. Wystarczy spojrzeć na poniższy wykres pokazujący tempo zwiększanie się liczby klientów i wzrost udziału rynkowego przez ostatnie 10 lat.

 
PLAY niewątpliwie rozwijał się niezwykle szybko, zdobywając bardzo mocną pozycję na rynku. Przy kupnie akcji najważniejsze jest jednak jakie perspektywy stoją przed spółką w przyszłości.
Tradycyjnie kilka linków do szerszych opracowań na temat spółki.
Stockwatch.pl:
analiza prospektu informacyjnego spółki (analiza dostępna dla płatnych abonentów serwisu)
Warto również zerknąć do artykułu Pulsu Biznesu, który zebrał kilka ciekawostek na temat Play.
Dodatkowa sama spółka uruchomiła dedykowany serwis dla inwestorów zainteresowanych wzięciem udziału w ofercie publicznej.

Dlaczego PLAY wchodzi na giełdę?

 PLAY nie emituje nowych akcji (z wyjątkiem relatywnie niewielkiej puli akcji z programów motywacyjnych) i sama emisja nie zmieni sytuacji finansowej spółki. Sprzedającym jest dotychczasowy właściciel spółki, który po kilku latach poszukiwania inwestora branżowego zdecydował się na wyjście z inwestycji poprzez giełdę. Z założenia jest to mniej korzystne dla sprzedającego, ponieważ w ten sposób nie jest w  stanie uzyskać premii za oddanie kontroli nad spółką.
Ciekawą teorię przedstawił analityk AXA TFI w wypowiedzi dla Parkietu, wskazując, że cała oferta publiczna jest jedynie grą pod sprzedaż PLAY-a czołowemu polskiemu operatorowi kablowej telewizji UPC. W efekcie mógłby powstać podmiot podobny do Cyfrowego Polsatu, oferujący jednocześnie usługi telekomunikacyjne oraz content (TV). Jest to dość karkołomna teoria, zważywszy na koszty oferty publicznej (ponad kilkadziesit mln złotych), ale być może przy sprzedaży biznesu za kilkanaście miliardów złotych warto ponieść nawet takie koszty.

Perspektywy PLAY na przyszłość

 PLAY, podobnie jak inne telekomy, pozycjonuje się na spółkę, która będzie przynosić akcjonariuszom regularne zyski z wypłacanych dywidend. W ramach emisji zostały przedstawione założenia dotyczące  wypłacania dywidend (co zresztą robi prawie każda spółka w ofercie publicznej), ale jest to obwarowane wieloma zastrzeżeniami i w mojej opinii trudno PLAY-a traktować jako typowa „dojną krowę”.
Walka o zwiększenie udziału w rynku do tej pory wychodziła PLAY bardzo dobrze, ale w dalszej perspektywie może się okazać kosztowna. Zresztą trudno sobie wyobrazić dalszy wzrost z aktualnych 26,2% do udziału w rynku wyraźnie przekraczającego 30%.
Rynek telekomunikacyjny charakteryzuje się ciągłym spadkiem cen, czemu operatorzy starają się zaradzić oferując coraz szerszy zakres usług. To z kolei wymaga ciągłych inwestycji w infrastrukturę techniczną i zakup kolejnych częstotliwości radiowych. Wysokie inwestycje wymagają wsparcia kredytem, co później odbija się na rachunku wyników w postaci kosztów odsetek. Dodatkowo pojawiają się ograniczenia związane z możliwością dysponowania wypracowanym zyskiem.
Połączenie tych czynników daje model biznesowy, w którym regularne generowanie nadwyżek gotówkowych może okazać się trudne.
Do tego cały czas występuje presja ze strony regulatorów na zwiększanie konkurencji i obniżkę cen usług.
Pośrednio widać to w materiałach dotyczących PLAY, gdzie eksponowane są „podrasowane” wskaźniki finansowe w rodzaju „zmodyfikowanej EBITDA”, obwarowanej licznymi zastrzeżeniami zamiast zwyczajnego zysku netto.
PLAY jest spółką przynoszącą zyski, ale zdolność do regularnej wypłaty dywidendy nie jest pewna.
Wskaźnik cena/zysk za ostatnie 12 miesięcy to 18,5, co jest stosunkowo wysoką wartością. Oczywiście spółka wskazuje na jednorazowość niektórych pozycji kosztowych, ale w wielu miejscach jest to dyskusyjne.

PLAY i jego konkurenci z GPW

Naturalną bazą do oceny PLAY są jego konkurenci notowani na giełdzie.
 
ORANGE jest wyceniane wyraźnie niżej. Pozycja rynkowa obydwu spółek jest zupełnie inna. PLAY to lider rynku a ORANGE jest jego maruderem i przeżywa problemy. Akcjonariusze ORANGE w kilkuletniej perspektywie nie maja powodów do zadowolenia, doświadczając długoterminowego trendu spadkowego cen akcji i coraz skromniejszych dywidend.
CYFROWY POLSAT z kolei jest konglomeratem łączącym sprzedaż usług telekomunikacyjnych, telewizji oraz energii, próbując stworzyć z tego połączenia model biznesowy dający możliwość osiągania dodatkowych zysków wynikających z oferowania pakietów usług. Ten model daje szanse na dużo większe przychody i marże, ale jak na razie po cenie akcji nie widać efektów.

Plusy i minusy oferty publicznej PLAY

Plusy oferty publicznej PLAY:

  • najszybciej rosnący podmiot na polskim rynku telekomunikacyjnym
  • plany wypłaty dywidendy
  • mocna i rozpoznawalna marka
  • bardzo duża baza klientów, co w dłuższej perspektywie może otwierać nowe możliwości strategiczne
  • oferta jest bardzo duża, co może przyciągnąć inwestorów z zagranicy

 Minusy oferty publicznej PLAY:

  • branża, w której działa PLAY jest bardzo konkurencyjna
  • branża w której działa PLAY wymaga dużych nakładów inwestycyjnych
  • zadłużenie spółki jest wysokie
  • środki z emisji nie zasilą bezpośrednio spółki
  • ryzyko związane z ze stabilnością zespołu zarządzającego spółką po zrealizowaniu programów motywacyjnych (emisja menedżerska na kwotę ponad 200 mln złotych)
  • skomplikowana struktura oferty i zapisów dla inwestorów indywidualnych oraz dla pracowników
  • sektor telekomunikacyjny podlega działaniom deregulacyjnym ze strony UKE i KE, wpływającym negatywnie na przychody
  • PLAY nie jest zarejestrowany w Polsce, a w Luksemburgu, co jest dodatkowym czynnikiem ryzyka dla polskiego inwestora
  • prospekt emisyjny jest po angielsku, a po polsku jest dostępny jedynie skrót mający 23 strony
  • w perspektywie dłuższej niż rok duża podaż akcji pracowniczych i menedżerskich
  • oferta jest bardzo duża, co może powodować problem z zebraniem odpowiedniej ilości kapitału
  • wskaźnikowo spółka wypada drogo – wskaźnik cena/zysk na poziomie 18,4 przy cenie maksymalnej
  • wakacje to nie najlepszy okres na tak dużą ofertę

 Podsumowanie

Jak widać – minusów jest sporo. Patrząc na samą ich liczbę, widać że jest ich wyraźnie więcej niż plusów. Nie można zapominać o jednym i być może najważniejszym aspekcie – PLAY to spółka bardzo duża, efektywnie zarządzana i bardzo dobrze sobie radząca na trudnym rynku. Tego typu podmioty cieszą się zwykle uznaniem inwestorów, którzy są skłonni zapłacić premię za systematyczną poprawę wyników.
Czy tak będzie również w przypadku oferty publicznej PLAY i zakończy się ona sukcesem? W niedługim czasie wszystko się wyjaśni.
Jeśli masz ochotę  możesz podzielić się opinią na temat spółki w komentarzach pod wpisem. Zapraszam i z góry dziękuję.

GETBACK – czy warto kupić akcje w ofercie publicznej?

Na warszawską giełdę z ogromnym rozmachem zmierza GETBACK, spółka windykacyjna wywodząca się z grupy kapitałowej GETIN-u.

Spółka rozwija się w bardzo szybkim tempie – w ciągu 5 lat jej wartość z 10 mln zł wzrosła do ponad 2 mld.

Zainteresowanie ofertą jest ogromne – w zasadzie strach otworzyć lodówkę, bo i tam pewnie można znaleźć coś na temat akcji GETBACK. Czy akcje GETBACK to dobra inwestycją i czy warto wziąć udział w IPO?


Aktualizacja po  ogłoszeniu wyników zapisów (2017-07-07) – przejdź bezpośrednio

Zainteresowanie akcjami GETBACK

Oferta publiczna cieszy się ogromną popularnością. Na pewno spółka odniosła sukces wizerunkowy. O spółce napisali już praktycznie wszyscy, a prospekt emisyjny został prześwietlony na wiele różnych sposobów.

Analizy prospektu informacyjnego przeprowadziły praktycznie wszystkie portale branżowe i finansowe.
Poniżej kilka linków do takich opracowań.

Szczegółowe omówienie kwestii związanych z ofertą publiczną GETBACK można znaleźć na portalu Stockwatch.pl:
artykuł na temat oferty publicznej spółki
analiza prospektu informacyjnego spółki (analiza dostępna dla płatnych abonentów serwisu)
parametry techniczne oferty publicznej

Ponadto autorskie analizy spółki są dostępne w następujących serwisach:

Warto odnotować analizę przeprowadzoną przez Związek Maklerów i Doradców, bo ta organizacja zwykle nie publikuje tego rodzaju materiałów analitycznych.

Można również zerknąć na wpisy innych blogerów specjalizujących się w tematyce inwestycji. Informacje na temat oferty publicznej GETBACK można znaleźć np. na na blogach finansowych:

Jeśli ktoś jest zainteresowany omówieniem prospektu emisyjnego spółki zapraszam do powyższych opracowań.

Wartość GETBACK rośnie jak na drożdżach

GETBACK imponuje tempem wzrostu. Kapitał założycielski spółki to 10 mln zł w 2012, jej wartość sięga teraz ponad 2 mld zł. W ciągu 5 lat daje to tempo wzrostu wartości na poziomie 206% (to znaczy, że przez 5 lat co roku wartość była potrajana).

Z mojej strony poniżej kilka uwagi na temat modelu biznesowego GETBACK oraz podsumowanie plusów i minusów oferty.

Jak działa GETBACK?

Model biznesowy jest w zasadzie prosty. Początkiem biznesu jest powstanie nieściągalnych należności w bankach, firmach pożyczkowych lub usługowych. W przypadku nieregulowania zobowiązań przez klientów są one spisywane w straty tych instytucji.

Niespłacane zobowiązania są grupowane w pakiety i sprzedawane firmom windykacyjnym.  Czasem pozwala to nawet bankom wykazać zysk ze sprzedaży takiego pakietu, jeśli jego wartość księgowa jest niższa niż cena sprzedaży na aukcji.

Firma windykacyjna podejmuje działania mające na celu odzyskanie jak największej kwoty z nabytych wierzytelności. Oczywiście nie jest możliwe odzyskanie całej wartości długu, ale ceny nabycia pakietów to kilka-kilkanaście procent nominalnej wartości, co pozwala na osiąganie całkiem atrakcyjnych stóp zwrotu.


Przykład
Spółka windykacyjna nabywa pakiet wierzytelności o nominalnej wartości 100 złotych, płacąc za niego 20 złotych. Spółka w 4 kolejnych latach odzyskuje po od dłużników po 10 złotych (łącznie 40), rezygnując po 4 latach z dalszej windykacji

Bez żadnych wątpliwości działalność byłą zyskowna  – wydanie 20 zł dało łączne przychody 40 zł w kolejnych latach. Wewnętrzna stopa zwrotu (IRR) to 34,9% – każdej firmie należy życzyć takich zwrotów.

Problemem jest kwota zysku jaka zostanie pokazana w poszczególnych okresach. Poza bezpośrednim kosztem nabycia musi ona uwzględniać jeszcze koszt finansowania pakietu – w tej kwestii są duże różnice pomiędzy poszczególnymi spółkami z branży windykacyjnej.


Niestety nie ma standardów mówiących o księgowaniu działalności windykacyjnej (w odróżnieniu od np. banków). Przedmiotem obrotu firm windykacyjnych jest pieniądz i przedmiot  działalności miesza się z jej miernikiem, co powoduje spore trudności w analizie rentowności i majątku spółki.

Nie ma szczegółowego MSR (Międzynarodowego Standardu Rachunkowości), który by regulował w jaki sposób powinny być ewidencjonowane nabywane wierzytelności, przychody z tzw. „odzysku” i koszty finansowania pakietów wierzytelności. Z uwagi na to spółki z branży windykacyjnej wymagają podczas analizy szczegółowego sprawdzenia polityki rachunkowości spółki.

Czy można skopiować model biznesowy GETBACK?

W mojej opinii inne banki mogą spróbować powtórzyć sukces biznesowy GETBACK. Trudno nie zauważyć, że przy grupie Leszka Czarneckiego (GETIN BANK, IDEA BANK) udało się „wyhodować” w kilka lat firmę wartą kilkaset milionów zł (825 mln złotych w momencie wyjścia z tej grupy kapitałowej po 4 latach działalności).

Pytanie, czy coś stoi na przeszkodzie, żeby podobny ruch zrobiły inne banki? Każdy z nich ma jakąś pulę niespłacanych kredytów i zamiast sprzedawać je podmiotom zewnętrznym mogłyby pozyskać niezbędne know-how i zasilić własne spółki windykacyjne swoimi pakietami niespłacanych wierzytelności. Byłby to klasyczny przykład przejęcia części łańcucha wartości należącego pierwotnie do podmiotów zewnętrznych.

Wystarczą 2-3 takie inicjatywy i wysoka rentowność sektora windykacyjnego w Polsce odejdzie w zapomnienie. Zresztą dalszy wzrost biznesu windykacyjnego w Polsce jest już mocno ograniczony, na co liderzy (KRUK i GETBACK) znaleźli receptę w postaci ekspansji za granicę.
Trudno w tym momencie nie pochwalić Leszka Czarneckiego, który wpadł na pomysł aby problem swoich banków w postaci złych długów zamienić na dobrze prosperujący biznes. Dodatkowo udało się zgarnąć premię za pierwszeństwo i ten biznes bardzo korzystnie sprzedać.

Windykacja polską specjalnością w Europie?

GETBACK idzie w ślady Kruka i również planuje intensywną ekspansję za granicą. To może być recepta na wskazywane powyżej zagrożenia związane z wysyceniem polskiego rynku. Swoją drogą to całkiem ciekawy pomysł aby branża windykacyjna stała się polską wizytówką. W latach 90-ych z windykacją w naszym kraju kojarzyli się barczyści panowie mówiący ze wschodnim akcentem. Dziś to Polacy coraz śmielej wkraczają na rynki krajów europejskich, choć oczywiście metody windykacji są zupełnie inne.

GETBACK a spółki Leszka Czarneckiego

Sporo do myślenia daje porównanie wartości GETBACK z wartością spółek z grupy kapitałowej Leszka Czarneckiego.

Wartość GETBACK, obliczona jako iloczyn ilości istniejących akcji i ceny maksymalnej, to 2,16 mld zł, czyli wyraźnie więcej niż każdego z 3 banków z grupy GETIN-u notowanych na GPW. W pewnym sensie to dość zaskakujące, że wartość firmy windykacyjnej przekracza wartość banków, których zadłużenie obsługuje GETBACK. Oczywiście spółka kupuje również pakiety z innych banków, ale powyższe porównanie daje do myślenia. Z drugiej strony KRUK, lider branży windykacyjnej, jest wart 5,77 mld zł, co również może być pewnym punktem odniesienia dla wyceny GETBACK.

Warto również mieć w pamięci historię spółek z grupy Leszka Czarneckiego debiutujących na giełdzie. W większości przypadków dzisiaj ich wartość jest dziś sporo niższa a inwestorzy nie są zbyt zadowoleni. GETBACK wprawdzie w zeszłym roku został sprzedany przez IDEA BANK funduszom private-equity, ale trudno uniknąć skojarzeń z wcześniejszymi ofertami GETIN NOBLE, LC CORP, OPEN FINANACE czy IDEA BANK-u.

Czy podobnie będzie z GETBACK? Trudno powiedzieć, ale warto wiedzieć że rozstanie spółki z grupą Leszka Czarneckiego jest dość burzliwe – między GETIN NOBLE a GETBACK trwa otwarty konflikt, a na stole leży ponad 100 mln zł.

Naturalnym punktem odniesienia dla GETBACK jest KRUK, którego akcje

Plusy i minusy oferty publicznej GETBACK

Plusy oferty publicznej GETBACK:

  • spółka pokazała, że potrafi rozwijać się w bardzo szybkim tempie
  • mocna pozycja na rynku (nr 2 Polsce)
  • know-how wypracowane na polskim rynku powinno pozwolić na rozwój za granicą
  • połowa środków z oferty publicznej ma trafić do spółki, co pozwoli na dalszy rozwój
  • wielkość oferty powoduje duże zainteresowanie inwestorów zagranicznych i oraz inwestorów instytucjonalnych, a spółka prawdopodobnie szybko trafi w skład indeksu MWIG40.
  • wysokie wyceny domów maklerskich (4 rekomendacje powyżej ceny maksymalnej) powinny wspierać kurs, przynajmniej w krótkim terminie
  • spółka ma bardzo wysokie wskaźniki sprawności działania
  • wskaźnik cena/zysk na poziomie 9,7 (bez uwzględniania nowej emisji akcji) jest stosunkowo niski
  • atrakcyjne parametry wyceny w porównaniu do KRUKA, lidera branży windykacyjnej

Minusy oferty publicznej GETBACK:

  • konflikt z bankiem GETIN NOBLE może utrudnić dostęp do nowych pakietów wierzytelności
  • wyniki za 2016 zostały „podpompowane” za pomocą inżynierii finansowej (przeszacowanie pakietów) o około 50 mln zł (około 25% zysku za ostatnie 12 miesięcy)
  • wysokie tempo rozwoju może być trudne do utrzymania
  • rentowność biznesu w długim okresie może spaść
  • spółka ma wysokie wskaźniki zadłużenia
  • historia giełdowa spółek spod znaku grupy GETIN jest mocno negatywna
  • bardzo prawdopodobna jest duża redukcja w transzy dla inwestorów indywidualnych
  • model biznesowy jest wrażliwy na niuanse w księgowości
  • w najbliższych latach trudno będzie liczyć na dywidendy

Oferta skazana na sukces?

Zapisy dla inwestorów indywidualnych trwają od 26 czerwca do 3 lipca, więc czasu na decyzję zostało niewiele. Ogólne aspekty uczestnictwa w ofertach publicznych zostały przedstawione we wpisie dotyczącym IPO Maxcom.

Oferta publiczna GETBACK z pewnością zakończy się sukcesem. Pytanie, czy będzie to sukces sprzedających akcje czy inwestorów? Strategia sprzedaży na debiucie może napotkać problem z uwagi na prawdopodobną redukcję zapisów dla inwestorów indywidualnych. W długim terminie spółka będzie musiała sprostać wymaganiom związanym z wysoką wyceną spółki, co może okazać się niełatwe.

Wyniki oferty publicznej

Aktualizacja wpisu – 2017-07-07

Krótkie podsumowanie wyników oferty publicznej (transza dla inwestorów indywidualnych i instytucji) z komunikatu spółki:

„W dniu 4 lipca 2017 r. Zarząd (w odniesieniu do Akcji Nowej Emisji) i Akcjonariusz Sprzedający (w odniesieniu do Akcji Sprzedawanych), w uzgodnieniu z Globalnym Koordynatorem oraz w porozumieniu ze Współprowadzącymi Księgę Popytu, ustalili Cenę Ostateczną Akcji Oferowanych na 18,5 PLN (słownie: osiemnaście złotych pięćdziesiąt groszy) za jedną Akcję Oferowaną”
„…ustalili ostateczną liczbę Akcji Oferowanych dla poszczególnych kategorii inwestorów na:
– 3.000.000 (słownie: trzy miliony) Akcji Oferowanych dla Inwestorów Indywidualnych; oraz
– 37.000.000 (słownie: trzydzieści siedem milionów) Akcji Oferowanych dla Inwestorów Instytucjonalnych.”

Plotki mówią o redukcji w transzy dla inwestorów indywidualnych, ale na razie spółka nie przekazała takiej informacji w oficjalnym komunikacie o przydziale akcji.

Ankieta dotycząca oferty publicznej na Twitterze

Jak widać z ankiety przeprowadzonej w ostatni dzień oferty – GETBACK przekonał do siebie inwestorów indywidualnych. Patrząc na dotychczasową historię ankiet widać to dość wyraźnie:

  • wyraźna przewaga ocen pozytywnych nad negatywnym (34% do 23%)
  • najwyższy odsetek ocen pozytywnych (34%)
  • największa ilość oddanych głosów

Historia wcześniejszych ankiet dotyczących nastawienia inwestorów do poszczególnych ofert publicznych jest dostępna we wpisie dotyczących oferty publicznej Maxcom.

Jak się okazuje – wzbudzenie zainteresowania inwestorów indywidualnych nie wystarczyło. Cena sprzedaży została zredukowana o ponad 30% w porównaniu do ceny maksymalnej (z 27 do 18,5 złotego). GETBACK nie znalazł uznania w oczach inwestorów instytucjonalnych, którzy zapisując się na akcje spółki określają cenę jaką są skłonni zapłacić za akcję. W zależności od zgłoszonego popytu zostaje ustalona cena i ilość sprzedanych akcji.

Komentarz do wyników oferty publicznej GETBACK

Akcje GETBACK przy cenie 18,50 złotego mają zaskakująco dobre parametry, bazując na sprawozdaniach finansowych zawartych w prospekcie informacyjnym. Wskaźnik cena/zysk (P/E_ wynosi jedynie 8,4 co jest atrakcyjnym mnożnikiem w stosunku do WIG (13,8). Oznacza to jednak, że przy tej cenie akcji „rynek” nie wierzy w trwałość wyników za ostatnie 12 miesięcy, a wręcz oczekuje ich pogorszenia. Nie ma absolutnie mowy po premii do wyceny dyskontującej oczekiwania wzrostu w przyszłości (P/E powyżej średniej rynkowej).
Równie dobre wrażenie robi zwrot z kapitału własnego (ROE) GETBACK – do tej pory wynosił prawie 50%, po emisji dalej będzie na wysokim poziomie zbliżonym do 30%.

Wróbelki ćwierkały, że fundusz private-equity Abris oferujący 20 mln zł własnych akcji mocno zastanawiał się nad sprzedażą swojej transzy 20 mln istniejących akcji po cenie 18,50, ale ostatecznie zdecydował się wyjść z z inwestycji (częściowo – to 1/4 akcji należących do funduszu). Przy sprzedaży wyłącznie 20 mln nowych akcji (czyli 2 razy mniej niż ostatecznie sprzedano) możliwa do osiągnięcia cena wynosiła podobno około 20 złotych.

Ogólne wrażenie po ogłoszeniu wyników oferty jest takie, że rynek nie uwierzył w wyniki GETBACK, traktując je jako mocno „podpompowane” na czas debiutu. Można się było spotkać z opinią, że ze spółką jest coś nie tak, skoro fundusz private-equtiy oddaje tak szybko (12 miesięcy po kupnie akcji GETBACK od IDEA BANK-u) i tak tanio spółkę z  tak dobrymi wynikami w papierach.
Warto obserwować spółkę po debiucie, bo jeśli będzie osiągać dobre wyniki finansowe w najbliższych kwartałach cena akcji. Bardziej prawdopodobny jest jednak scenariusz pogorszenia się wyników, co w zasadzie cena w ofercie publicznej już zdyskontowała.

Ile można zarobić na giełdzie?

To  pytanie zadaje sobie każdy początkujący inwestor.  Większość inwestorów zaczyna przygodę z inwestowaniem mając bardzo rozbudzone oczekiwania. Zachętą do zainwestowania własnych pieniędzy na giełdzie są informacje o osiąganych przez innych krociowych zyskach.

To, że zyski na giełdzie są wysokie i łatwe do osiągnięcia można również zobaczyć, patrząc na reklamy funduszy inwestycyjnych. Często pokazują one dochody rzędu kilkudziesięciu procent rocznie.  Czy to możliwe? Ile w tym prawdy?

 


To wszystko niestety jest złudzeniem – realia inwestowania są niestety skromniejsze. Reklamy są wybiórcze – zazwyczaj eksponują wyniki inwestycyjne najlepszych chwilowo produktów, które nie utrzymują się w dłuższym terminie. Jeśli chodzi o osiągnięcia znajomych „rekinów giełdowych” – przyjaciele nagle milkną albo zmieniają temat rozmów, kiedy koniunktura na giełdzie się pogarsza.
Przy długoterminowym inwestowaniu, które jednocześnie nie będzie zajęciem któremu oddajemy się bez reszty, ambitnym wynikiem będzie przebicie stopy zwrotu z indeksu giełdowego, który wskazuje koniunkturę na całym rynku giełdowym.

Indeks WIG – od początku giełdy

Zerknijmy jak w ciągu ostatnich 26 lat rosła i spadała warszawska giełda.
Ogólnie od początku notowań na GPW (16 kwietnia 1991) do końca maja 2017 WIG wzrósł o ponad 6000% – czyli zainwestowany na rozpoczęciu notowań w Warszawie kapitał powiększył się 60 razy. Największe wzrosty miały miejsce w następujących latach:
  • 1993 – WIG wzrost o 1095,4% (ponad tysiąc procent – to nie pomyłka)
  • 1996 – WIG zyskała 86,1%
  • 2009 – indeks WIG wzrósł o 46,9%
Dla całej historii polskiej giełdy (lata 1991-2016) średnia roczna stopa zwrotu to 51,9% liczona jako średnia arytmetyczna rocznych stóp zwrotu i 16,4% jako średnia w ujęciu geometrycznym. Ta drugie podejście (średnia geometryczna) jest bardziej właściwa dla obliczania stopy zwrotu z inwestycji, co pokazuje poniższy przykład.

Jak działa średnia arytmetyczna i geometryczna

Przykład
Inwestor inwestuje (kupuje akcje) 1000 złotych i na koniec 1 roku jego portfel jest wart 500 złotych. Na koniec 2 roku portfel akcji jest wart znowu 1000. 
Osiągnięte stopy zwroty:
  • za 1 rok – strata -50% (spadek wartości z 1000 do 500)
  • za 2 rok – zysk +100% (wzrost wartości z 500 do 1000)
Średnia arytmetyczna dla lat 1 i 2 to +25%, a średnia geometryczna to 0%. Ta druga odpowiada faktycznym zmianom zainwestowanego kapitału (zainwestowaliśmy 1000 złotych i po 2 latach mieliśmy taką samą kwotę).

WIG vs inflacja w latach 1991-2017

Opieranie się na danych z lat 1991-2000 jest to jednak dość złudne. Są 3 główne powody:
– w pierwszych latach istnienia  giełdzie było notowane jedynie kilka, a potem kilkadziesiąt spółek
– bardzo duża część tego wzrostu to hossa z roku 1993 i 1994, kiedy WIG urósł w ciągu 12 miesięcy o ponad 1700%
– do 2000 roku inflacja w Polsce regularnie przekraczała 10%, co w pewnym stopniu powodowało automatyczny wzrost cen akcji jak papierów wartościowych mających pokrycie w realnych dobrach (w ogólnym ujęciu – akcje notowane na giełdzie jako zabezpieczenie przed hiperinflacją – to ciekawy i złożony temat do rozwinięcia przyszłości)
W mojej opinii sensownym zakresem analizy są lata począwszy od 2001 roku, kiedy Polska przestała być krajem nękanym przez mocną inflację. Jednocześnie już od 1999 roku na giełdzie było notowanych ponad 200 spółek, co zapewnia odpowiednie rozproszenie kapitału  .

WIG w latach 2001-2017

Jak widać, po hossie w latach 2003-2007 i krachu giełdowym w 2008 roku powoli zbliżamy się do maksymalnego poziomu indeksu WIG osiągniętego w 2008.
W tym okresie (od początku 2001 do końca 2016) WIG wzrósł łącznie o 290%, a skumulowana inflacja dla tych lat wyniosła 43%.
Roczne stopy zwrotu w poszczególnych latach przedstawiają się następująco.
Patrząc na zyski w poszczególnych latach (w ujęciu kalendarzowym) widać, że:
  • największa roczna stopa zwrotu to +46,9%
  • najniższa roczna stopa zwrotu to -51,1%
  • średnia stopa zwrotu to +10,8% (w ujęciu arytmetycznym)
  • średnia w ujęciu geometrycznym to +6,9% (takie ujęcie lepiej odpowiada specyfice inwestowania – co pokazywałem we wcześniejszym przykładzie)

Czy indeks WIG bije inflację?

Warto również zweryfikować jaka jest realna stopa zwrotu, czyli taka, która uwzględnia zysk osiągnięty ponad inflację. Średnia stopa inflacji dla lat 2001-2016 wyniosła 2,3%. WIG zarobił dla inwestorów:
  • 8,1% powyżej stopy inflacji (średnia arytmetyczna)
  • 4,5% powyżej stopy inflacji (średnia geometryczna)

WIG na tle innych indeksów

Powyższe wyniki są zasadniczo zgodne z badaniami dla rynków rozwiniętych, gdzie przyjmuje się premię za ryzyko związane z inwestowaniem w akcje na poziomie 5-5,5% powyżej długoterminowej stopy zwrotu wolnej od ryzyka (zazwyczaj jest to stopa zwrotu z długoterminowych obligacji).
Najważniejszy wniosek z dotychczasowej analizy jest taki, że licząc na zysk na poziomie 10% możemy zarówno zyskać 50%, ale również stracić nawet 50% inwestycji w ciągu 1 roku. Dobrą informacją jest to, że w długim terminie stopa zwrotu z giełdy bije zdecydowanie stopę inflacji. Zła wiadomość jest taka, że aby ta prawidłowość zadziałała, musi jednak minąć sporo czasu. Przy inwestycji kilkuletniej bardzo dużo zależy od momentu rozpoczęcia inwestycji.

Czy WIG jest dobrym punktem odniesienia dla inwestora?

Moim zdaniem przebicie stopy zwrotu z indeksu jest ambitnym, ale realnym i możliwym do osiągnięcia celem dla inwestora indywidualnego. Tego rodzaju indeksy grupują wszystkie bądź zdecydowaną większość notowanych spółek i powinny obejmować wszystkie dochody jakie generują akcje (wzrost cen i dywidendy).
Teoretycznie można zainwestować środki w akcje zgodnie ze składem indeksu i osiągnąć stopę zwrotu na wskazanym wyżej poziomie. Realizacja takiej strategii jest jednak trudna do zrealizowania praktycznie.
Wielkość portfela drobnego inwestora zazwyczaj nie pozwala nam na dokładne odwzorowanie składu indeksu. Dodatkową przeszkodą są koszty transakcyjne, które powodują, że nawet jeśli kupilibyśmy portfel akcji będących podstawą obliczenia indeksu, to zapłacimy prowizję maklerską i poniesiemy koszty spreadu (różnica pomiędzy ceną kupna/sprzedaży.

Ile czasu trzeba, żeby inwestycja była wolna od ryzyka strat?

Poniżej zostały przedstawione wyniki testu przeprowadzonego dla stóp zwrot z indeksu WIG na określoną liczbę lat dla danych z lat 2001-2017.
Podstawowe założenia:
  • zakres czasowy – od 1 stycznia 2001 do 31 marca 2017
  • dla każdego miesiąca jest obliczana stopa zwrotu z WIG za wskazaną liczbę lat wstecz
  • w sumie pod uwagę jest branych 197 pełnych miesięcy, więc np. dla inwestycji na 12 miesięcy mamy 186 wyników
  • badane okresy inwestycji to 1, 3, 5 i 10 lat
  • liczba badanych okresów dla każdego okresu inwestycji jest podana w tabelce – zakres badania nie wychodzi poza 31 grudnia 2000 jako początek inwestycji
Im dłuższy okres inwestycji tym mocniej zaznaczają się następujące trendy:
  • średni zysk z inwestycji rośnie wraz z upływem czasu
  • maleje (procentowo) liczba okresów, w których została poniesiona strata
Dla rocznej inwestycji najwyższa stopa zwrotu to +78,5%, a najniższa stopa zwrotu to -55%. Średnia to 12,2%
Największa zmienność wyników jest widoczna dla inwestycji na 5 lat:
  • najwyższa stopa zwrotu to +393,3%
  • najniższa stopa zwrotu to -40,5%
Wynika ona z bardzo wysokich stóp zwrotu osiąganych w latach hossy 2003-2007.
Dla inwestycji na 10 lat praktycznie nie ma ujemnych stóp zwrotu – tylko 2,6% badanych okresów zakończyło się stratą. Warto jednak zwrócić uwagę, że dla 10 letniej stopy zwrotu dane obejmują tylko 7 lat i szczyt wartości WIG z 2007 dopiero wchodzi w zakres badania. Powoduje to, że

Stopa zwrotu i odchylenia standardowe dla WIG

Warto też zapamiętać parametry statystyczne obliczone na podstawie miesięcznych danych na temat stóp zwrotu:
  • roczna stopa zwrotu to +9,7%
  • roczne odchylenie standardowe stopy zwrotu to 21,2% – z tej statystyki wynika, że dla 2/3 przypadków roczna stopa zwrotu powinna być zawarta  w przedziale +/- odchylenie standardowe od średniej (9,7% – +/-21,2% – czyli od -11,5% do +30,9%)
  • Wróćmy do pytania czy osiągnięcie stopy zwrotu lepszej niż WIG jest ambitnym celem dla inwestora.

Czy łatwo osiągnąć wyniki lepsze niż WIG?

Wyniki osiągane przez fundusze inwestycyjne inwestujące w akcje, które niedawna analizowałem na blogu pokazują, że nie jest to trywialne. W ujęciu rocznym tylko 30% jest w stanie osiągnąć wynik lepszy niż WIG.
Wyniki analizy pokazują, że aby zminimalizować ryzyko strat konieczny jest również odpowiednio długi okres inwestycji.

Dyskusja

A jakie jest twoje zdanie?
Jeśli jesteś inwestorem giełdowym, to czy porównujesz swoje wyniki inwestycyjne do indeksu WIG?
Czy udaje Ci się osiągać lepsze wyniki niż indeks?
Czy WIG jest najlepszym punktem odniesienia dla inwestora indywidualnego do oceny swoich wyników inwestycyjnych?
Zapraszam do wyrażenia swojego zdania w komentarzach poniżej.

Jeśli uważasz, że informacje zawarte we wpisie są wartościowe – podziel się nimi ze znajomymi wysyłając mailem  link lub w mediach społecznościowych (Like/Udostępnienie na Facebooku lub Like/Retweet na Twitterze). Z góry dziękuję – pomoże mi to w dotarciu z tym wpisem do większej liczby osób.

Maxcom – czy warto kupić akcje w ofercie publicznej?

Na warszawską giełdę wybiera się spółka Maxcom, znana z produkcji telefonów komórkowych dla seniorów. Z prospektu emisyjnego wynika, że Maxcom potrafi całkiem dobrze zarabiać na tych produktach i prognozuje mocny wzrost sprzedaży i zysków. Dzięki emisji publicznej inwestorzy mają możliwość  nabycia akcji tej spółki.

 


Aktualizacja po  ogłoszeniu wyników zapisów (2017-06-18) – przejdź bezpośrednio

Czym się zajmuje Maxcom?

Spółka wyspecjalizowała się w produkcji telefonów komórkowych kierowanych do użytkownika preferującego mniej nowoczesne technologie. Maxcom produkuje 38 różnych rodzajów telefonów komórkowych w 4 liniach produktowych.  Dodatkowo spółka jest producentem innego rodzaju produktów elektronicznych (telefony stacjonarne, krótkofalówki, nawigacje satelitarne, urządzenia do monitoringu dzieci i pomieszczeń oraz akcesoria do telefonów komórkowych), które jednak stanowią tylko około 10% przychodów.

Głównym klientem spółki są operatorzy telekomunikacyjni (51%) i sieci handlowe (30%). 19% sprzedaży trafia do sprzedawców detalicznych.

79% sprzedaży to rynek krajowy, 16% sprzedaży to rynki krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Inne rynki (Europa Zachodnia) to niecałe 5%. Spółka planuje mocniejsze wyjście na rozwinięte rynki krajów Unii Europejskiej po sukcesie oferty publicznej.

Maxcom – jak wyglądają wyniki spółki?

Spółka bardzo mocno zwiększała sprzedaż w 2015 (+61,3%) i 2016 (+116,5%). Na lata 2017 i 2018 spółka przedstawia równo ambitną prognozę. Jeśli udałoby się ją zrealizować to w ciągu 4 lat sprzedaż wzrośnie 5,7 razy. Podobnie będzie z zyskami – od kwoty 1,8 mln zł w 2014, poprzez kwotę 12,2 mln zł w 2016,  a w 2018 spółka prognozuje wzrost zysku netto do 22,0 mln zł (+80% w porównaniu do 2016).

Spółka w 2016 roku osiągnęło rekordową rentowność – jest ryzyko, że może być ona trudna do powtórzenia w kolejnych latach. Prognoza tego nie zakłada, ale wycena akcji spółki w IPO zakłada mocny wzrost sprzedaży i zysków i rentowność wyższą niż w latach 2014 i 2015

Patrząc jedynie na najbliższe 2 lata będące przedmiotem prognozy – sprzedaż ma wzrosnąć o 92% a zysk ma wzrosnąć o 80%. Jest to bardzo ambitna prognoza i pozostaje spółce życzyć jej zrealizowania. Ale jest to również największy czynnik ryzyka związany z zakupem akcji.

Niepokojący może się wydawać duży wzrost zapasów i ujemne przepływy finansowe z działalności operacyjnej za 2016 rok. Mimo, że spółka handluje elektroniką jest w mniejszym stopniu narażona na straty związane ze starzeniem się zapasów – jej produkty z niejako z definicji nie pretendują do bycia nowością rynkową.

Warto również zwrócić uwagę, że spółka nie posiada majątku produkcyjnego. Cała produkcja jest prowadzona przez podwykonawców w Chinach. Majątek spółki to w 96% majątek obrotowy (zapasy produktów, należności od klientów i środki finansowe).

Bardziej szczegółowe omówienie kwestii związanych z ofertą publiczną Maxcom można znaleźć na portalu Stockwatch.pl:

artykuł na temat oferty publicznej spółki 

analiza prospektu informacyjnego spółki (analiza dostępna dla płatnych abonentów serwisu)

parametry techniczne oferty publicznej

Spółka sprzedaje 32% nowych akcji i jednocześnie dotychczasowi akcjonariusze (rodzina Wiluszów – założyciele spółki) sprzedają 10% posiadanych akcji. Po ofercie spółka dalej będzie pod kontrolą dotychczasowych właścicieli. Maxcom chce pozyskać do 47,5 mln zł i przeznaczyć je na rozwój nowych produktów i kanałów sprzedaży.

IPO jako inwestycja długoterminowa

Czy warto nabyć akcje Maxcom pod kątem inwestycji długoterminowej? Oczywiście zależy to od indywidualnej oceny inwestora i tego na ile wierzy, ze cena i wartość będą rosły po wejściu na giełdę. Praktyka pokazuje, że bywa z tym bardzo różnie. Warto wiedzieć, że Benjamin Graham w książce „Inteligentny inwestor” wprost zalecał trzymanie się z daleka od ofert publicznych.  Benjamin Graham jest guru inwestowania w wartość i był mentorem Warrena Buffeta, więc warto rozważyć to co pisał w swojej słynnej książce.

Przyczyny sprzedaży akcji, zwłaszcza jeśli sprzedającym jest główny akcjonariusz, mogą być najróżniejsze. Zawsze należy zastanowić się czy inwestor nie chce sprzedać „na górce” przewidując pogorszenie się wyników lub chcąc „skonsumować” wyjątkowo dobre wyniki spółki w ostatnich kilku latach. Nie ukrywam, że takie podejście do tematu ofert publicznych jest mi bliskie.

Na GPW jest notowanych koło 400 spółek i nie widać racjonalnego powodu, dla którego mielibyśmy w jakiś szczególny sposób analizować zakup spółki przeprowadzającej ofertę publiczną.  Alternatywa, kupić czy nie, akcje debiutującej na giełdzie spółki jest w pewnym sensie fałszywa – tak naprawdę mamy do wyboru dużo szersze spektrum inwestycji.

W przypadku oferty publicznej pojawiają się dodatkowo ryzyka, związane z faktem, że mamy do czynienia ze spółką o której wiemy niewiele.

Strategia Kup i Sprzedaj

Popularna jest strategia kupna akcji w ofercie publicznej i sprzedaży od razu po rozpoczęciu notowań. Taka taktyka często pozwala na zarobienie kilku czy kilkunastu procent w ciągu krótkiego okresu czasu. Równie łatwo można jednak ponieść podobne straty, jeśli na pierwszej sesji cena debiutu będzie niższa niż cena w ofercie publicznej. Warto pamiętać, że spora grupa inwestorów indywidualnych postępuje według tej strategii i obroty na pierwszych sesjach są wysokie a zmienność cen może być duża.

Statystyki potwierdzają, że taktyka Kup i sprzedaj przynosi zyski, choć oczywiście są też emisje które przynosiły straty inwestorom na pierwszych sesjach notowań.

Nieudane poszukiwania inwestora w 2016

Warto wskazać, że Maxcom prowadził poszukiwania inwestora już w zeszłym roku. Od stycznia do września 2016 spółka prowadziła rozmowy na temat emisji 20% akcji na rzecz  spółki TOYA. Jest to producent popularnych narzędzi i elekotronarzędzi, notowany na GPW, który informował w raportach bieżących o rozpoczęciu rozmów, ich przedłużeniu i rezygnacji z transakcji.

Jako ciekawostkę można wskazać fakt, że od tych, prowadzonych kilka miesięcy temu, rozmów (styczeń-wrzesień 2016) mocno wzrosła wycena spółki:

  • TOYA negocjowało emisię 20% nowych akcji spółki za 12 mln zł – daje to wycenę spółki (bez uwzględniania wpływów z emisji) na poziomie 48 mln zł
  • przedmiotem oferty publicznej jest 32% akcji spółki za kwotę 47,5 mln zł. Daje to wycenę (bez uwzględniania wpływów z emisji) na poziomie 147 mln zł.

Plusy i minusy oferty publicznej Maxcom

Plusy oferty publicznej MAXCOM:

  • biznes spółki się rozwija, a spółka jest zyskowna
  • spółka ma ambitną prognozę wzrostu w 2017 i 2018 – wyniki w 1 kwartale 2017 na razie ją potwierdzają
  • większość środków z oferty publicznej ma trafić do spółki
  • spółka działa w ciekawej niszy rynkowej, w której wypracowała sobie mocną pozycję
  • spółka obiecuje wypłatę dywidendy w wysokości min. 25% przyszłych zysków.
  •  jeśli spółka zrealizuje prognozy to wskaźnikowo będzie tania. Wskaźnik cena/zysk dla prognozy wyników i ceny akcji 72 złote na 2017 to 11,0, dla 2018 to 8,8.

Minusy oferty publicznej MAXCOM:

  • spółka ma charakter wybitnie rodzinny, co często na GPW powoduje problemy z respektowaniem praw akcjonariuszy mniejszościowych. 2 na 2 członków zarządu i 2 z 5 członków rady nadzorczej jest ze sobą powiązanych rodzinnie. Dodatkowo jeden z członków rady nadzorczej jest pracownikiem spółki.
  • płynność po debiucie może być niewielka – tylko około 10% oferty ma trafić do inwestorów indywidualnych, a sama spółka nie jest zbyt duża.
  • zauważalna skala transakcji z podmiotami powiązanymi właścicielami spółki (najem nieruchomości, pożyczki)
  • wyniki w 2016 miały rekordową rentowność – pytanie czy będzie to możliwe do powtórzenia w kolejnych latach
  • spółka nie posiada majątku produkcyjnego – cała produkcja jest zlecana podwykonawcom z Chin
  • rynek telefonów dla seniorów, będących głównym produktem spółki, ze względów demograficznym będzie się kurczył
  • wycena jest dość droga patrząc na wyniki historycznie – wskaźnik cena/zysk przy cenie maksymalnej to 15,1
  • jeśli spółka nie zrealizuje ambitnych prognoz wzrostu zysków i sprzedaży to nie widać potencjału wzrostu cen akcji

Maxcom – czy warto kupić akcje?

Spółka ma ciekawą niszę rynkową i potrafi na niej zarabiać. Cena akcji jest dość wysoka i uzasadnia ją dopiero ambitna prognoza wyników na kolejne lata. Jej realizacja jest głównym czynnikiem ryzyka dla inwestora. Czy warto zaryzykować? Na to pytanie inwestor musi sobie odpowiedzieć samodzielnie.

Oferta publiczna – gdzie i jak kupić akcje Maxcom

Aby nabyć akcje należy dokonać zapisu za pośrednictwem jednego z 4 biur maklerskich:

  • Dom Maklerski BZ WBK – Bank Zachodni WBK S.A. (główny oferujący)
  • Biuro Maklerskie Alior Banku S.A.
  • Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A.
  • Dom Maklerski mBanku S.A.

Zapisu można dokonać zarówno w placówkach, jak i za pośrednictwem serwisów internetowych wskazanych domów maklerskich.

Harmonogram oferty wygląda następująco:

Maxcom – czy warto kupić akcje?

Z analizy prospektu emisyjnego wynika, że spółka ma ciekawą niszę rynkową i potrafi na niej zarabiać. Cena akcji jest jednak dość wysoka i uzasadnia ją dopiero realizacja ambitnej prognozy wyników na kolejne lata. Jest to główny czynnik ryzyka dla inwestora.

Czy warto zaryzykować? Na to pytanie inwestor musi sobie odpowiedzieć samodzielnie.

Wyniki oferty publicznej

Aktualizacja wpisu – 2017-06-18.

Wyniki oferty publicznej

Krótkie podsumowanie wyników oferty publicznej (transza dla inwestorów indywidualnych i instytucji) z wiadomości agencyjnej:
Maxcom ustalił ostateczną cenę akcji w pierwszej ofercie publicznej (IPO) na 55 zł, dzięki czemu wartość oferty wyniesie 47,5 mln zł. Debiut na GPW planowany jest około 30 czerwca br.”
Redukcja zapisów w transzy dla inwestorów indywidualnych wyniosła 63,4 proc. Inwestorom indywidualnym zostanie przydzielonych 107 tys. akcji, stanowiących 4 proc. w kapitale po ofercie.”
„Do 20 czerwca przyjmowane będą zapisy od inwestorów instytucjonalnych, a 21 czerwca planowany jest przydział akcji. Zakładany pierwszy dzień notowania akcji i PDA na GPW to 30 czerwca. Do inwestorów instytucjonalnych trafi 757 tys. akcji, stanowiących 28 proc. w podwyższonym kapitale Maxcom.”

Ankieta dotyczące oferty publicznej na Twitterze

Jak widać z przeprowadzonej na Twitterze ankiety zainteresowanie spółką było raczej niewielkie:
  • dużo więcej głosów negatywnych (16%) niż pozytywnych (5%)
  • widać, że było bardzo dużo osób, które ofertą akcji spółki po prostu nie były zainteresowane (65%)
Dodam, że przeprowadzałem podobne ankiety wcześniej dla innych spółek i odsetek osób pozytywnie nastawionych do spółki dla akcji Maxcom był rzeczywiście niewielki.
Wyniki podobnych ankiet dla innych spółek które niedawno debiutowały na GPW:
  • Dino Polska – ocena inwestycji  – 25% dobra, 24% kiepska, pozostałe głosy nie jestem zainteresowany/nie znam
  • Griffin RE – ocena inwestycji  – 32% dobra, 24% kiepska, pozostałe głosy nie jestem zainteresowany/nie znam
  • Stelmet – ocena inwestycji  – 27% dobra, 9% kiepska, pozostałe głosy nie jestem zainteresowany/nie znam
  • Artifex Mundi – ocena inwestycji  – 6% dobra, 38% kiepska, pozostałe głosy nie jestem zainteresowany/nie znam
  • Playway – ocena inwestycji  – 19% dobra, 19% kiepska, pozostałe głosy nie jestem zainteresowany/nie znam

Komentarz do wyników oferty publicznej Maxcom

Ostatecznie oferta zakończyła się sukcesem, choć dla spółki i większościowych akcjonariuszy jest to sukces umiarkowany. Zostały objęte wszystkie oferowane akcje, ale po cenie niższej o 24% niż maksymalna. W transzy dla inwestorów indywidualnych redukcja jest  jednak dość spora – dostaną oni tylko 37% akcji na które się zapisywali.

Wskaźniki finansowe dla ostatecznej ceny emisyjnej 55 zł za 1 akcję Maxcom:

  • bieżący (dla wyników po 1 kwartale 2017) wskaźnik cena/zysk – 12,1
  • Wskaźnik cena zysk dla zysku prognozowanego na 2017 rok – 8,4
  • Wskaźnik cena zysk dla zysku prognozowanego na 2018 rok – 6,7
Przy cenie 55 zł spółka od strony wskaźnikowej wygląda dużo atrakcyjniej przy 72 zł za 1 akcję (cena maksymalna w IPO). Wszystkie ryzyka dotyczące spółki, wskazane wcześniej, pozostają cały czas w mocy. Choć oczywiście zdecydowanie maleje ryzyko związane z wysoką wyceną spółki. Jeśli Maxcom zrealizuje swoją ambitną prognozę na najbliższe 2 lata – cena 55 zł daje spory potencjał wzrostu cen akcji.
Teraz pozostaje jedynie oczekiwanie na rozpoczęcie notowań akcji Maxcom na giełdzie. Wtedy okaże się jakie wyniki da strategia sprzedaży akcji z oferty publicznej na debiucie.

Zapraszam do przedstawienia swojego zdania na temat oferty publicznej Maxcom w komentarzach.

Wyniki funduszy inwestycyjnych w 2017 vs hossa na giełdzie

Jakie wyniki osiągają fundusze inwestycyjne podczas giełdowej hossy, o której możemy mówić od kilku miesięcy? Czy korzystnym otoczeniu w pełni pozwalają one wykorzystać potencjał zarabiania jaki pojawił się na GPW? Czy fundusze osiągają wyniki lepsze niż benchmarki?
Fundusze inwestycyjne to najprostszy i najbardziej dostępny sposób na zarabianie na giełdzie. Zyski na giełdzie pochodzą z wypłacanych przez notowane spółki dywidend oraz wzrostu cen ich akcji. Oczywiście dotyczy to funduszy, które w swojej polityce inwestycyjnej zakładają inwestowanie w akcje giełdowych spółek.
Warto pamiętać, że fundusze inwestycyjne mogą inwestować w instrumenty finansowe o różnym stopniu ryzyka i w ofercie TFI (towarzystw funduszy inwestycyjnych) są dostępne produkty od zbliżonych pod względem bezpieczeństwa i zysków do lokat bankowych do agresywnych funduszy inwestujących na egzotycznych rynkach akcyjnych.
Aby wykorzystać potencjał warszawskiej giełdy trzeba zainwestować w fundusz zaliczany do klasy „akcji polskich uniwersalnych”.
Definicja takiego produktu jest przytoczona poniżej, ale chodzi po prostu o to, aby fundusz był zobowiązany większość aktywów zainwestować na GPW. Są oczywiście fundusze wyspecjalizowane w określonych sektorach albo segmentach rynku (np. fundusze małych spółek), ale poniżej analizujemy wyłącznie fundusze uniwersalne, czyli dopuszczające inwestycje w pełny zakres spółek z GPW.
Fundusze akcji polskich uniwersalne według klasyfikacje Analizy Online, to takie:
„- których udział akcji lub innych udziałowych papierów wartościowych w aktywach wynosi co najmniej 66% lub
– które inwestują większość aktywów na rynku akcji i jednocześnie posiadają benchmark, odwzorowujący portfel lokat, w którym udział instrumentów udziałowych wynosi co najmniej 80%.”
„fundusze akcji polskich – co najmniej 66% aktywów lokują w akcje spółek mających siedzibę na terenie Polski”
Analizy Online to firma wyspecjalizowana w badaniu rynku funduszy, zbierająca wiele opracować i statystyk dotyczących tych produktów.
Definicja funduszu akcji polskich wg IZFIA (Izba Zarządzających Funduszami i Aktywami):
„Fundusz akcji powinien spełniać co najmniej jeden z następujących warunków:
– efektywny udział w aktywach funduszu akcji oraz innych udziałowych papierów wartościowych wynosi co najmniej 66%,
– fundusz inwestuje przede wszystkim w akcje i inne udziałowe papiery wartościowe oraz posiada benchmark będący możliwym do odwzorowania portfelem lokat, w którym udział akcji oraz innych udziałowych papierów wartościowych wynosi co najmniej 90%,”
Zazwyczaj benchmarkiem funduszu akcji polskich jest WIG (Warszawski Indeks Giełdowy), który jest głównym wskaźnikiem koniunktury na warszawskiej giełdzie. W niektórych przypadkach benchmark może być nieco inny (oparty np. na indeksach regionalnych) lub nie zakładać 100% alokacji w WIG (np. 90% WIG + 10% WIBOR 3M).
Traktując fundusze tego typu jako alternatywę do bezpośredniej inwestycji w akcji inwestor porównuje ich wyniki inwestycyjne do WIG. Takie też porównanie jest przeprowadzone poniżej.

Wyniki funduszy akcyjnych w 2017 roku

Wyniki inwestycyjne funduszy po 5 miesiącach tego roku nie wyglądają zbyt optymistycznie.
WIG od początku roku do końca maja 2017 wzrósł o 16,11%. W maju miała miejsce niewielka korekta (-2,5%), ale i tak skala wzrostów od początku roku jest bardzo przyzwoita. Grupa funduszy akcyjnych inwestujących na polskim rynku jest liczna.
Według danych firmy Analizy Online, monitorującej rynek funduszy na koniec maja 2017 działało 61 funduszy zaklasyfikowanych do segmentu „akcji polskich uniwersalne”, z których:
  • 60 funduszy działało od początku roku,
  • 58 funduszy działało przynajmniej rok czasu
  • 52 fundusze działają co najmniej 3 lata
  • 42 fundusze działają dłużej niż 5 lat
Patrząc na wyniki od początku 2017 do końca maja można poczynić następujące spostrzeżenia:
  • wszystkie fundusze z tej kategorii są na plusie. Przy rynku rosnącym w tym czasie o 16% nie jest to jednak jakieś niesamowite osiągnięcie.
  • najlepszy wynik to 26,7%, najgorszy to 2,3% – rozrzut wyników to ponad 24% w ciągu 5 miesięcy
  • średni wynik to 12,11% – o 4% mniej niż WIG (przypomnijmy – 16,11% od początku roku)
  • mediana wyników to 12,6% – to znaczy, że 50% funduszy uzyskało wynik lepszy, a 50% wynik gorszy niż 12,6%. Mediana to wynik „środkowego” funduszu.
  • najlepsze 25% funduszy (3 kwartyl) uzyskało wynik  równy 14,1% (2% poniżej WIG) lub lepszy
  • najgorsze 25% funduszy (1 kwartyl) uzyskało wynik równy 10,3% lub gorszy
  • zaledwie 6 na 60 funduszy uzyskało wynik lepszy niż WIG, z czego 4 fundusze i tak nie przekroczyły wyników inwestycyjnych o więcej niż 2%
Ogólny wniosek jest taki, że dla funduszy inwestujących w akcje benchmark w postaci indeksu odzwierciedlającego zachowanie się całej giełdy (WIG) jest bardzo ambitnym celem.

Najlepsze fundusze akcyjne w 2017 roku – top 10

Zerknijmy jeszcze na najlepsze 10 funduszy z kategorii akcji polskich uniwersalne od początku roku.
Pierwsze 3 miejsca w 2017 (w okresie styczeń -maj) wyglądają następująco:
  • Novo Akcji (subfundusz funduszu Novo Akcji FIO) – +26,7% od początku roku
  • Credit Agricole Akcyjny (subfundusz funduszu Credit Agricole FIO) – +19,1% od początku roku (zarządzany przez BZ WBK TFI)
  • Investor Akcji Spółek Dywidendowych (subfundusz funduszu Investor FIO) – +17,7% od początku roku

Wyniki funduszy akcyjnych w 2016 roku

Warto sprawdzić jak fundusze radziły sobie w poprzednich latach. Podobny wykres z odpowiednimi danymi za 2016 rok jest przedstawiony poniżej. 

Jak widać – ogólna sytuacja w 2016 roku wyglądała dość podobnie jak w pierwszych miesiącach 2017.
Krótkie podsumowanie:
WIG w 2016 roku wzrósł o 11,4%
najlepszy wynik to +19,1%, najgorszy to -7,1% – rozrzut wyników to ponad 26%
średni wynik to 8,2% – o 3,2% mniej niż WIG
– mediana wyników inwestycyjnych to 8,7% – to znaczy, że 50% funduszy uzyskało wynik lepszy, a 50% wynik gorszy niż 8,7%. Mediana to wynik „środkowego” funduszu.
– najlepsze 25% funduszy (3 kwartyl) uzyskało wynik  równy 10,6% (0,8% poniżej WIG) lub lepszy
– najgorsze 25% funduszy (1 kwartyl) uzyskało wynik równy 5,9% lub gorszy
3 fundusze na 50 przyniosły stratę mimo wzrostów na giełdzie
9 na 50 funduszy uzyskało wynik lepszy niż WIG, z czego 2 fundusze przebiły WIG o 5% lub więcej

Wyniki funduszy i WIG w latach 2010-2017

Poniżej została przedstawiona tabelka z analogicznymi informacjami za poprzednie 5 lat (2012-2016) i 5 miesięcy tego roku.
Wyniki są mocno niejednoznaczne i stoją w pewnej sprzeczności z przedstawionymi wcześniej danymi dla 2017 i 2016 roku.
Generalnie wniosek, że WIG jest trudnym do pobicia benchmarkiem pozostaje cały czas w mocy. Tylko około 30% funduszy w tym okresie poradziło sobie z benchmarkiem w postaci WIG. Są to wyniki zbieżne z badaniami dotyczącymi innych rynków w innych krajach.  Mimo to lata 2013 i 2015 pokazują, że jest możliwa sytuacja, kiedy ponad połowa funduszy osiągnie lepsze wyniki niż indeks. Dotychczasowe wyniki z 2017 i 2012 mogą sugerować, że podczas hossy bicie benchmarku staje się trudniejsze.

Dlaczego fundusze mają problem z biciem benchmarków?

Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele i będą one rozwinięte w osobnym wpisie. Dziś zostanie zasygnalizowany jeden – najistotniejszy z matematycznego punktu widzenia. Jest to opłata za zarządzanie i jej wysokość. Zwłaszcza na polskim rynku jest to duży problem w osiągnięciu satysfakcjonujących wyników inwestycyjnych. W kategorii funduszy akcyjnych poziom rocznej opłaty za zarządzanie często sięga nawet 4% rocznie od wartości zarządzanych aktywów. Opłata za zarządzanie w wysokości 4% rocznie oznacza, że aby fundusz dla klienta osiągnął wynik lepszy niż WIG wynik inwestycyjny przed naliczeniem opłat musi być lepszy o 4% niż benchmark, co jest dużym wyzwaniem.
Przykład:
WIG w ciągu roku urósł o 10%. Wartość inwestycji funduszu w ciągu roku wzrosła o 12%, opłata za zarządzanie wyniosła 4%. Klient zobaczy wzrost wartości jednostki uczestnictwa o 8% (12% – 4% = 8%). Będzie to 2% mniej niż WIG.

Kluczowy jest wybór funduszu

Z całą pewnością kwestia wyboru właściwego funduszu jest kluczowa – różnica pomiędzy najlepszym i najgorszym w danym roku to kilkadziesiąt procent. Jako ciekawostkę podam fakt, że dla wskazanych 8 lat (z niepełnym 2017) tylko 2 fundusze pojawiły się 2 razy w pierwszej trójce najlepszych funduszy w danym roku. Dla pozostałych 20 funduszy było to tylko jednorazowe pojawienie się w ciągu 8 lat na „podium”. Tak więc na rynku funduszy nie ma jednoznacznych liderów, którzy regularnie potrafią osiągać najlepsze wyniki. Proces wyboru właściwego funduszu również będzie rozwinięta w osobnym wpisie.
Jeśli masz jakieś doświadczenie w inwestowaniu w fundusze akcyjne – zapraszam do podzielenia się nim w komentarzach pod wpisem.
Jeśli uważasz, że bezpośrednie inwestowanie na giełdzie jest alternatywą dla funduszy inwestycyjnych – również zapraszam do dyskusji.

Jeśli uważasz, że informacje zawarte we wpisie są wartościowe – podziel się nimi ze znajomymi wysyłając link lub w mediach społecznościowych (Like/Udostępnienie na Facebooku lub Like/Retweet na Twitterze).
Z góry dziękuję.