„Niezwykłe złudzenia i szaleństwa tłumów” Charlesa Mackaya – recenzja

Trafiła w moje ręce kolejna książka wydawnictwa Maklerska.pl. Tym razem była to pozycja pod tytułem „Niezwykłe złudzenia i szaleństwa tłumów” Charlesa Mackaya. Co ciekawe – jest to książka napisana w 1842 roku! Oczywiście w tym momencie nasuwają się 2 pytania:

  • czy warto ją dzisiaj w ogóle czytać?
  • na ile książka jest trudna w odbiorze dla współczesnego czytelnika?

Charles Mackay i jego książka

Książka, wydana po raz pierwszy w Polsce przez wydawnictwo Maklerska.pl, została napisana w 1841 roku i jest poświęcona zjawisku powstawania baniek spekulacyjnych. Oryginalny tytuł to „Memoirs of Extraordinary Popular Delusions and the Madness of Crowds„. Autor barwnym językiem opisuje 3 bańki spekulacyjne, które miały miejsce w mocno odległych czasach:

  • Kompania Mississippi (Francja 1719-1720) – opisująca postać Johna Law oraz powstanie i updaek spółki, która miała eksplorować niezmierzone bogactwa Nowego Świata w imieniu Francji.
  • Kompania Mórz Południowych (Anglia 1711-1720) – opisująca powstanie i późniejszy upadek spółki, która miała w imieniu Anglii prowadzić bardzo lukratywny handel z zamorskimi koloniami.
  • cebulki tulipanów, czyli tzw. Tulipanomania (Holandia 1635-1637) – opisująca szaleństwo, jakie opanowało Holendrów na punkcie tulipanów, które wtedy zostały sprowadzone z krajów Orientu do Europy.
obraz „Satyra na Tulipomanię” – Jan Brueghel Młodszy

To co jest mocną stroną książki, to rysowanie przez autora schematów zachowania się ludzi w czasach powstawania, rozkwitu i pęknięcia bańki spekulacyjnej. Te opisy zachowują swoją aktualność do tej pory. Na rynkaych wybuchały setki baniek spekulacyjnych na rynkach całego świata, ciągle powtarzając opisywane przez Mackaya prawidłowości.

Książka wprowadziła do obiegu pojęcie „baniek spekulacyjnych” i jest pozycją, która wywołała spore poruszenie i zachowuje swoją popularność do dzisiaj. Według okładkowego „blurba” Financial Times uznał „Niezwykłe złudzenia i szaleństwa tłumów” za jedną z dziesięciu najlepszych książek wszechczasów poświęconych tematyce inwestycyjnej.

Wracając do tematu „czytalności” dziś książki sprzed prawie 200 lat. Czytając polskie tłumaczenie nie ma problemu z odbiorem, jak często to bywa z pozycjami z innej epoki, kiedy styl pisarski i język były zdecydowanie inne. Trudno mi ocenić na ile w tym zasługi autora, a ile tłumacza.

3 ciekawostki z książki „Niezwykłe złudzenia i szaleństwa tłumów”

Ciekawostka nr 1 – co jeszcze było opisywane w „Niezwykłych złudzeniach i szaleństwach tłumów”

Omawiane wydanie jest tylko fragmentem oryginalnej książki Mackaya, w której bańki ekonomiczne były tylko jednym z tematów. Inne tematy to m.in. krucjaty, polowania na czarownice, relikwie, alchemia czy wróżbiarstwo. Oryginał był długi, liczył 3 tomy, i inne części nie zdobyły jednak takiej popularności jak część poświęcona bańkom spekulacyjnym. Zapewne można jednak do nich dotrzeć, aczkolwiek nie ma polskiego tłumaczenia.

Ciekawostka nr 2 – „Kompania przynosząca niezwykłe korzyści, o której działalności nic nie wiadomo”

W trakcie bańki „Kompanii Mórz Południowych” dochodziło do powstawania setek najróżniejszych spółek, które obiecywały inwestorom złote góry, a zwykle znikały po zebraniu kapitału. Mi najbardziej zapadła w pamięć spółka o mówiącej wiele nazwie „Kompania przynosząca niezwykłe korzyści, o której działalności nic nie wiadomo„. Oczywiście emisja jej papierów zakończyła się sukcesem, a koniec był taki jako można się spodziewać, czyli zniknięcie założycieli spółki z pozyskanym kapitałem.

Nazwę tego rodzaju można by zastosować i dzisiaj, tworząc np. spółkę o nazwie „Spółka obiecująca produkować jakieś gry komputerowe” . Pewnie taka spółka znalazłaby swoich amatorów w czasach boomu na producentów gier komputerowych na GPW i NewConnect😀.

Ciekawostka nr 3 – jak było naprawdę z „Tulipmanią”?

Co można było kupić za równowartość 1 cebulki tulipana (2500 florenów)?

Mackay swoim barwnym opisem „Tulipanomanii” (po angielski Tulipmania) wprowadził w 1842 roku (a więc ponad 200 lat później) te wydarzenia do masowej wyobraźni jako archetypową bańkę spekulacyjną. Chociaż sama Tulipanomania jest opisana w „Niezwykłych złudzeniach i szaleństwach tłumów” dość skrótowo, to jednak pozostaje najczęściej wspominanym historycznie przykładem bańki spekulacyjnej. Co ciekawe, badania historyczne przeprowadzone już w naszych czasach (Anne Goldgar 2007) pokazały, że to co opisywał Mackay, miało w dużej mierze charakter fikcyjny. Ceny cebulek tulipanów faktycznie dochodziły do ekstremalnie wysokich poziomów, ale obrót nimi miał charakter mocno ograniczony. W rzeczywistości jednak j Holandii nie dochodziło do aż tak masowych i spektakularnych bankructw i wzbogaceń jak to opisywał Mackay.

Dla kogo jest ta książka?

Z uwagi na jej popularność, każdy, kto interesuje się funkcjonowaniem rynków finansowych, powinien po nią sięgnąć. Popularność książki jest fenomenem i choćby dlatego warto ją znać. Jest wiele styli inwestowania czy spekulacji, ale każdy inwestor prędzej czy później zetknie się z bańką inwestycyjną – warto w takiej sytuacji znać prawidłowości według jakich działają wtedy inwestorzy i spekulanci.

Dla kogo nie jest ta książka?

Książka ma charakter fabularny i nie jest poradnikiem inwestycyjnym. Nie jest też biografią czy opisem metody inwestycyjnej jakiegoś znanego inwestora – zwykle taki charakter mają książki dotyczące inwestycji. Jeśli ktoś szuka tego rodzaju treści, to „Niezwykłych złudzeń i szaleństw tłumów” Charlesa Mackaya nie należy mu polecać.

Podsumowanie recenzji

Podsumowując – „Niezwykłe złudzenia i szaleństwa tłumów” to książka niewątpliwie ciekawa. Chociaż trudno ją traktować jako źródło historyczne, to jednak jest bardzo uznaną pozycją w literaturze dotyczącej inwestycji. Nie jest to jednak typowy poradnik inwestycyjny, ale inwestor z pewnym doświadczeniem na pewno rozpozna w opisach zdarzeń sprzed ponad 300 lat prawidłowości, z którymi spotykamy się również dziś.

Jeśli ten artykuł Ci się podobał – pozostań w kontakcie z blogiem:
– zapisz się na newsletter (zero SPAM-u)
– polub na Facebooku fanpage bloga
obserwuj moje konto na Twitterze

Dodatkowe wyjaśnienie:

Żeby zachować pełną transparentność kilka słów odnośnie tego, na jakich zasadach powstała niniejsza recenzja:

  • książkę, której recenzję przeczytałeś, otrzymałem bezpłatnie od wydawcy z prośbą o przeczytanie i recenzję.
  • pojawiające się w tekście linki do księgarni Maklerska.pl są linkami partnerskimi. Oznacza to, że jeśli za ich pomocą przejdziesz na stronę księgarni i kupisz tą lub inne książki, otrzymam za to drobne wynagrodzenie w programie partnerskim.

Linki partnerskie:

Link do książki „Niezwykłe złudzenia i szaleństwa tłumów”

link do księgarni maklerska.pl

Inne recenzje książek:

„Zawód inwestor giełdowy. Nowe ujęcie” Alexander Elder

„Trader Vic” Victor Sperandeo

Allegro – czy warto kupić akcje w ofercie publicznej?

Allegro to firma, która nikomu nie trzeba przedstawiać. Największy potentat polskiego rynku e-commerce przeprowadza właśnie ofertę publiczną – w dniach 23-28 września inwestorzy indywidualni mogą składać zapisy na akcje. Allegro w szybkim tempie zmierza na warszawski parkiet i celuje w miejsce największej polskiej spółki giełdowej. Dla GPW to oczywiście świetna informacji, ale jak to wygląda z punktu widzenia inwestora indywidualnego? Czy warto zapisywać się na akcje Allegro.eu?

Dlaczego Allegro wchodzi na giełdę?

Znane polskim konsumentom Allegro.pl od 2017 roku należy do konsorcjum 3 funduszy private-equity (Cinven, Permira oraz Mid Europa Partners), które są właścicielami 100% akcji zarejestrowanej w Luksemburgu spółki Allegro.eu, które jest właścicielem 100% akcji spółek zarządzających serwisami Allegro.pl, Ceneo.pl, Allegro Pay oraz eBilet. Struktura własnościowa jest dość złożona, prawdopodobnie ze względu na strukturę zadłużenia:

Najważniejsze w tym jest, że emitent oferowanych akcji posiada 100% akcji Allegro.pl, prowadzącej kluczowy dla spółki biznes

Kto i dlaczego sprzedaje akcje Allegro?

W przypadku Allegro.eu zdecydowana oferowanych akcji (86,7% po zwiększeniu puli oferowanych akcji o 14% 24 września 2020) będzie wyjściem z inwestycji wspomnianych 3 funduszy private-equity. Zaledwie drobna część wpływów (około 1,2 mld zł) trafi do spółki Allegro.eu z przeznaczeniem na pokrycie kosztów oferty publicznej oraz spłatę części jej zadłużenia, a więc też nie bezpośrednio do polskich spółek prowadzących właściwy biznes. Wygląda na to, że emisja nowych akcji i pozyskanie kapitału przez spółkę jest swego rodzaju „listkiem figowym” (oferty publiczne z celem dokapitalizowania spółek są lepiej postrzegane) a głównym celem IPO jest wyjście z inwestycji przez aktualnych właścicieli.

„Allegro” oznacza „szybkie tempo”

Słowo „allegro” w muzyce oznacza szybkie tempo. Ma to również zastosowanie do tempa przeprowadzania oferty publicznej Allegro.eu, bo jest ona realizowana błyskawiczna. Oferującym akcje ewidentnie się śpieszy. Terminy są bardzo krótkie i np. zapisy na akcje ruszyły już następnego dnia po zatwierdzeniu prospektu emisyjnego przez luksemburskiego regulatora (22 września). Do tego dochodzi brak polskiej wersji prospektu emisyjnego. Inwestorom znad Wisły udostępniono jedynie 9-stronicowy skrót oryginalnego prospektu w w języku angielskim, który liczy sobie prawie 400 stron. Na same zapisy jest tylko kilka dni (23-28 września).

Entuzjastyczne przyjęcie IPO Allegro

Oferta publiczna Allegro spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem inwestorów instytucjonalnych, którzy w procesie tzw. book-buildingu złożyli zapisy na ilość akcji przewyższającą 10-krotnie ilość oferowanych akcji. W tej sytuacji pula oferowanych akcji została zwiększona o 15%. Cena emisyjna osiągnęła maksymalny założony poziom 43 zł (początkowo przedział cenowy został ustawiony na poziomie 35-43 zł).

W tej sytuacji wiadomo już, że oferta publiczna Allegro.eu będzie największą historii polskiego rynki kapitałowego i osiągnie wartość 9.28 mld zł przewyższając rekordową do tej pory ofertę PZU (8.1 mld zł w 2010 roku). Najprawdopodobniej Allegro wejdzie od razu do indeksu WIG20.

Co skłoniło inwestorów instytucjonalnych (głównie z zagranicy) do tak entuzjastycznego podejścia? Główne powody to wielkość spółki, jej potencjalna waga w indeksach, wysokie tempo wzrostu biznesu, mocna pozycja na polskim rynku. Na pewno pomógł również panujący na rynku sentyment do spółek nowej technologii, które w warunkach pandemii COVID-19 mocno zwiększyły skalę swojego biznesu. Zaowocowało to np. rekordowymi poziomami indeksów NASDAQ100, S&P500 oraz wieloma rekordami cen spółek technologicznych (np. Amazon, Microsoft, Apple czy Alphabet).

Allegro.eu wpasowało się w ten trend i w tej sytuacji na dalszy plan zeszły czynniki takie jak wysoka cena emisyjna oraz wskaźniki określające ceny akcji (np. cena/zysk na poziomie powyżej 100).

Allegro – pozycja strategiczna spółki

Jak wygląda biznes Allegro.eu? Składa się on głównie z serwisu Allegro.pl zwanego z przyzwyczajenia „serwisem aukcyjnym”. W rzeczywistości aukcje są już marginesem i Allegro.pl z upływem czasu przekształciło się w tzw. „marketplace”, na którym zdecydowaną większość sprzedawców to profesjonalni sprzedawcy. Allegro sprzedaje również towary na własny rachunek na własnej platformie, ale jest to margines całości obrotów.

Poza tym Allegro.eu kontroluje porównywarkę cenową Ceneo.pl oraz serwis eBilet, których udział w całości przychodów jest niewielki.

Pozycja rynkowa Allegro.pl

Allegro.pl jest absolutnym numerem 1 na polskim rynku e-commerce. Mimo, że spółka jest jedynie pośrednikiem między kupującymi i sprzedającymi, to wartość przechodzącej przez serwis sprzedaży plasuje Allegro.pl na pozycji absolutnego lidera polskiej branży e-commerce. W 2019 sprzedaż Allegro.pl wyniosła 22,8 mld zł, co dało spółce 36% udziału w polskim rynku e-commerce (52 mld zł w 2019).

Wykresy: polski rynek detaliczny i penetracja e-commerce.
Źródło prospekt Allegro.pl/oferta publiczna
Źródło: Prospekt emisyjny Allegro.eu

Z drugiej strony polski rynek e-commerce to 8% całego rynku sprzedaży detalicznej (621 mld zł w 2019). Są to wartości wyraźnie niższe niż w rozwiniętych gospodarkach. Dodając do tego dobre perspektywy dla naszej gospodarki polski rynek e-commerce jeszcze długo ma potencjał aby rosnąć o 10-15% rocznie.

Tempo wzrostu biznesu Allegro to około 15% rocznie od 2013 do 2019 roku. w 2013 roku wartość sprzedaży w serwisie przekroczyła 10 mld zł. Wzrostom nie przeszkadzały mocno rosnące w ostatnich latach prowizje dla sprzedawców. W 2019 roku (przed pandemią COVID-19) wartość sprzedanych produktów wzrosła o 25% w porównaniu do 2018 roku.

Wpływ COVID-19 na biznes Allegro

Pandemia COVID-19 ma dwojaki charakter dla rynku, na którym działa Allegro. Z jednej strony ujemny wzrost gospodarczy to niższe wydatki konsumentów, ale z drugiej strony izolacja społeczna i „lockdown” skokowo zwiększyły skalę biznesu e-commerce. Udział sprzedaży on-line w ciągu pół roku wzrósł z 8,4 do 11,7% ogółu sprzedaży, co w zwykłych warunkach zajęłoby kilka lat. W kwietniu i maju Allegro zwiększyło sprzedaż o 85 i 73% w porównaniu do tych miesięcy rok wcześniej. W kolejnych miesiącach, już po poluzowaniu „lockdownu”, wzrost sprzedaży wyniósł +57% w czerwcu, +48% w lipcu i+51% w sierpniu (dane z prospektu).

Wykresy: prognozy wzrostu polskiego rynku e-commerce.
Źródło prospekt Allegro/oferta publiczna
Źródło: prospekt emisyjny Allegro

Zdążyć przed Amazonem…

Choć Allegro jest absolutnym hegemonem w Polsce, to w skali światowej jest relatywnie niewielkim podmiotem. Najpoważniejszym zagrożeniem dla Allegro jest wejście na polski rynek globalnego potentata, którym jest amerykański Amazon. Amazon resztą już u nas jest – ma 7 centrów dystrybucyjnych, zatrudnia ponad 16 tysięcy osób i ma stronę po polsku Amazon.pl, która jednak sprzedaje produkty sprzedawców z Niemiec.

Amazonowi brakuje polskich sprzedawców (z Allegro współpracuje ponad 100 tys. firm) oraz wydajnych metod logistycznych. Amazon działa w innym modelu biznesowym – główny biznes w obszarze e-commerce to sprzedaż na własny rachunek połączona ze sprzedażą towarów sprzedawców zewnętrznych, ale z magazynów Amazon i za pośrednictwem sieci logistycznej Amazon.

W lutym 2020 plotki mówiły o współpracy Amazona z Pocztą Polską. W tej chwili można usłyszeć plotki o wejściu Amazona na Black Friday (27 listopada 2020), co może tłumaczyć pośpiech w przeprowadzeniu oferty publicznej oferty Allegro.eu.

Tak czy inaczej zapewne kiedyś do tego tego dojdzie, bo polski rynek e-commerce systematycznie rośnie i jest zbyt duży aby globalny gracz się nim nie zainteresował.

Wejście na polski rynek dla Amazona jednak łatwe nie będzie. eBay próbował tego dwukrotnie i w końcu wycofał się z Polski. Allegro ma w Polsce pozycję quasi-monopolistyczną, której nie jest w stanie naruszyć żaden polski konkurent. Nawet przy zasobach Amazona (w zasadzie nieograniczonych) zdobycie liczącego się udziału w polskim rynku może się okazać kosztowne.

Ekspansja za granicą

Niestety trudno liczyć na ekspansję zagraniczną Allegro.pl, podobnie jak na tworzenie nowych produktów/projektów biznesowych. Grupa Allegro pod rządami poprzedniego właściciela (południowoafrykański koncern Naspers) próbowała rozwijać wiele różnych biznesów w Polsce. Grupa Allegro próbowała tworzyć serwisy podobne do Allegro.pl na innych rynkach Środkowej i Wschodniej Europy. Część z tych projektów działa do dziś poza strukturami grupy Allegro (np. PayU, OLX, Otomoto).

Pewną nadzieją na rozwój nowego biznesu może być projekt/usługa AllegroPay. Po wygaśnięciu porozumienia z PayU (2022) daje Allegro szansę na wejście do branży płatności oraz ekspozycję na projekty z sektora „fintech”.

Allegro – co wiemy o finansach spółki

Tabela: raxchunek wyników Allegro za lata 2017-2019 i pierwszą połowę 2020.
Źródło prospekt Allegro. l/oferta publiczna
Źródło: prospekt Allegro

Patrząc na sprawozdanie finansowe za lata 2017-2019 oraz za pierwszą połowę 2019 i 2020 roku widać kilka ciekawych rzeczy. Najbardziej miarodajne będą wyniki za 1 połowę 2020, bo w większości uwzględniają one już realia działania w nowych warunkach:

  • przychody Allegro wzrosły o 52%, podczas gdy wartość sprzedaży wzrosła o 54% (tutaj i poniżej procenty dotyczą 1 połowy 2020 w porównaniu do 1 połowy 2019)
  • spółka „wyciska” ze sprzedawców 9,1% wartości sprzedanych towarów (Take rate), a jej koszty operacyjne to 5,5% wartości sprzedanych towarów
  • koszt sprzedanych towarów na własny rachunek wzrósł z 36 do 82 mln zł. Ten segment rozwija się szybko, ale stanowi mniej niż 1% całej sprzedaży w serwisie.
  • Mocno rosną koszty operacyjne – aż o 81% w stosunku do okresu sprzed roku i wyraźnie więcej niż przychody
  • najbardziej rosną koszty dostaw – +136% co jest związane z rosnącą popularnością programu SMART, w którym Allegro pokrywa koszty przesyłek
  • koszty marketingu wzrosły o 115%. 65% z tych 115% to był koszt darmowych przesyłek SMART dla wszystkich klientów w okresie kwiecień- czerwiec w związku z pandemią. Ten program już się zakończył, ale i bez niego wydatki ma marketing wzrosły o 50%.
  • zysk operacyjny w 2020 wzrósł o +37%, ale zysk netto rósł już mniej – o +18%
  • Allegro sporo wydaje na obsługę zadłużenia – w pierwszej połowie 2020 odsetki wynosiły około 35% zysku operacyjnego. Poziom pokrycia odsetek zyskiem na poziomie EBITDA wyniósł około 4.
  • marża na poziomie EBITDA, choć wysoka, to jednak spadała w pierwszej połowie 2020 do 45,6%. Za te spadki odpowiadało jednak subsydiowane wydatków na usługę SMART dla wszystkich klientów w okresie „lockdownu

Warto też wspomnieć o zadłużeniu Allegro.eu. Fundusze, które kupiły w 2017 Allogro.pl za ponad 12 mld zł, część ceny zakupu odzyskały pożyczając pieniądze na rynku finansowym. Zadłużenie jest więc wysokie i na połowę 2020 wynosiło około 6 500 mln zł. Z czego 6 100 mln zł to zadłużenia finansowe długoterminowe a 400 mln zł to zadłuże krótkoterminowe. W tej sytuacji nie dziwi suma zapłaconych przez Allegro.eu odsetek na poziomie ponad 400 mln zł za poprzednie 12 miesięcy.

Cena akcji Allegro – czy jest „alledrogo”?

Wskaźnik cena/zysk wynosi około 104 przy cenie emisyjnej na poziomie 43 zł. Jest to wartość wysoka i wydaje się zakładać duże wzrosty zysku w przyszłości. Ten wskaźnik dla indeksu WIG wynosi aktualnie około 11,6, ale dla spółek technologicznych lub szybko się rozwijających można spotkać się z dużo wyższymi wartościami (np. CDPROJEKT 146, DINO 45).

Wskaźnik EV/EBITDA (wartość przedsiębiorstwa podzielona przez zysk nie uwzględniający odsetek i amortyzacji) wynosi ponad 30, co jest również wartością bardzo wysoką.

Co piszą inni blogerzy o ofercie publicznej Allegro?

Linki do wpisów innych blogerów na temat oferty publicznej Allegro:

I na koniec „prasówkę” można zakończyć quizem poświęconym Allegro u Przemka Barankiewicza.

Na portalu Stockwatch.pl można przejrzeć parametry techniczne oferty publicznej Allegro.pl

Jeżeli pominąłem jakiś wpis – proszę o informację w komentarzu.

Plusy i minusy oferty publicznej Allegro

Plusy oferty publicznej Allegro

  • spółka o quasi-monopolistycznej pozycji na rynku
  • wysokie tempo wzrostu sprzedaży na polskim rynku e-commerce
  • jeszcze wyższe tempo wzrostu przychodów Allegro (wyciskanie sprzedawców)
  • spółka korzysta ze zmian zachowań społecznych wywołanych pandemią COVID-19
  • spółka z branży technologicznej
  • dobre wyniki finansowe i relatywnie wysokie marże
  • duża waga w indeksach gwarantuje stabilny popyt ze strony instytucji

Minusy oferty publicznej Allegro

  • wskaźnikowo spółka jest droga (C/Z ponad 100)
  • szybkie tempo IPO budzi podejrzenia o chęć wykorzystanie dobrych warunków rynkowych
  • zagrożenie wejściem Amazona oraz innych globalnych potentatów e-commerce (eBay, AliExpress)
  • ryzyka prawne związane np. z prawami autorskimi i prawami własności przemysłowej (sprzedaż podróbek)
  • spora wartość potencjalnej podaży akcji ze strony pracowników (akcje z programów motywacyjnych to aż 6,76% całości)
  • trwają postepowania przed UOKiK związane z nierównym traktowaniem sprzedawców
  • Allegro nie działa za granicami Polski i raczej nie będzie próbowało ekspansji zagranicznej
  • marże w 2020 spadają z uwagi na rosnące koszty (program SMART)

Podsumowanie

Niezależenie od tego, czy ktoś chce, czy nie chce wziąć udział w IPO Allegro, sama emisja publiczna cieszy. Na GPW wchodzi ogromna spółka o prywatnym rodowodzie, w dodatku działająca w branży nowych technologii. Na pewno zmieni ona postrzeganie polskiego rynku jako opartego o banki, sektory tradycyjne (energetyka, paliwa) oraz własność państwową.

Jeśli ten artykuł Ci się podobał – pozostań w kontakcie z blogiem:
– zapisz się na newsletter (zero SPAM-u)
– polub na Facebooku fanpage bloga
obserwuj moje konto na Twitterze

Przewaga popytu nad podażą akcji zwiastuje debiut na GPW powyżej ceny emisyjnej, więc krótkoterminowo wejście w IPO powinno być korzystne. Co do długoterminowych perspektyw ocena jest trudniejsza, bo cena jest wygórowana a dalsze wzrosty sprzedaży i zysków wcale nie takie pewne.

„Trader Vic” Victora Sperandeo – recenzja

„Trader Vic” to wznowienie kultowej pozycji, wydanej wcześniej w latach 90-ych ubiegłego stulecia (jak to brzmi;). Księgarnia i wydawnictwo Maklerska.pl wznowiła tą książkę w tym roku. Jak ta pozycja broni się po latach i czy warto teraz po nią sięgnąć?

Kim jest Victor Sperandeo – autor książki?

Victor Sperandeo to amerykański trader, obecny na rynku od około 50 lat (zaczynał w latach 70-ych XX wieku). Autor inwestował z dużymi sukcesami na rachunek swój oraz na rachunek klientów. „Trader Vic”, bo pod takim pseudonimem jest najbardziej rozpoznawalny, jest najbardziej znany z wygłoszonej publicznie prognozy krachu w październiku 1987 oraz właśnie z książki „Trader Vic. Metody mistrza z Wall Street”.

Warto również wspomnieć, że Sperandeo był jednym z bohaterów drugiej części książki „New Market Wizards” (w Polsce wydana pod tytułem „Mistrzowie rynków finansowych”) Jacka Schwagera, która jest popularna w Polsce.

Generalnie autor z pewnością zna się na tym o czym pisze, miał już w momencie pisania książki ponad 20-letnie doświadczenie i przejawia w książce podejście zdecydowanie praktyczne. Więcej na jego temat można się dowiedzieć na jego stronie internetowej.

Zdjęcie: Okładka ksiażki "Trader Vic" Victora Sperandeo

Link do książki „Trader Vic. Metody mistrza Wall Street” w księgarni Maklerska.pl

O czym jest książka „Trader Vic?”

Książka składa się z 2 części. Pierwsza to opisanie zasad działania rynków finansowych oraz metod inwestowania. Druga część (około 40% objętości) dotyczy psychologii inwestowania. Trader Vic jako trader posługuje się głównie metodami z arsenału analizy technicznej, wspartymi jednak analizą makroekonomiczną. Do najważniejszych elementów metody spekulacyjnej autora należą teoria Dowa i analiza trendu.

Za główny klucz do sukcesu na rynku według Tradera Vica trzeba jednak uznać nie umiejętności i wiedzę, a dyscypliną psychiczną tradera. Temu aspektowi jest poświęcona druga część książki. Jest ona oparta na lekturze przez autora wielu książek na temat psychologii i przedstawia jego autorską teorię na temat podejścia koniecznego do osiągnięcia sukcesu w tradingu i również w życiu.

Za wartościowy można uznać również barwny rozdział, w którym autor przedstawia swoje sposoby dotyczące unikania strat na giełdzie („Jest co najmniej 50 sposobów na stracenie pieniędzy”).

Trader Vic – na ile książka jest wartościowa po 38 latach od jej napisania?

Nowe wydanie jest w dalszym ciągu tłumaczeniem pierwszego wydania książki z 1992 roku, która została uznana wtedy za giełdową książkę roku. Od tego czasu książka nie była aktualizowana, przez co momentami może brzmieć dość archaicznie (np. pisanie o kasetach magnetofonowych z wykładami motywacyjnymi Tony’ego Robbinsa albo ręcznym rysowaniu wykresów). Czy to jest jednak jakąś istotną wadą książki?

Moim zdaniem niekoniecznie, bo zasady dotyczące inwestowania są raczej stałe. Zmienia się otoczka technologiczna, dostęp do danych i sposoby kontaktu z innymi inwestorami. Istota najważniejszych metod inwestycyjnych Victora Sperandeo (teoria Dowa, analiza trendu) nie zmieniła się od tego czasu.

Psychologia inwestowania, która zdaniem autora książki jest ważniejsza od umiejętności „technicznych”, zasadniczo adresuje problem pogodzenia zasad funkcjonowania ludzkiego mózgu z realiami inwestowania. Ludzki mózg został ukształtowany przez setki tysięcy lat ewolucji i życia na sawannach w niewielkiej grupie osób. Inwestowanie, a tym bardziej trading, stawia przed człowiekiem zupełnie inne wyzwania. Kwestia zdobycia odpowiedniej wiedzy i umiejętności jest zdecydowanie łatwiejsza (zwłaszcza dzisiaj) niż kontrola nad emocjami związanymi z inwestowaniem. Rozdziały książki poświęcone psychologii inwestowania są tak samo aktualne teraz jak w 1992 roku.

Jest w książce kilka rozdziałów poświęconych funkcjonowaniu gospodarki i makroekonomii. W mojej ocenie słabo się one bronią z perspektywy czasu. Główną ideą tych rozdziałów jest krytyka amerykańskiego Systemu Rezerwy Federalnej (popularnie zwanej FED-em) i jej działań w latach 80-ych. Od tego czasu w kwestii polityki monetarnej, zmieniło się tak wiele, że opisywane działania nijak się mają do aktualnych realiów rynkowych. Samo podejście autora do tematu polityki monetarnej i działań banków centralnych, mocno libertariańskie w mojej ocenie, jest dziś mocno odbiegające od głównego nurtu ekonomii.

3 ciekawostki z książki „Trader Vic”

Poniżej wynotowałem sobie 3 ciekawostki z książki, którymi mogę się podzielić po przeczytaniu „Trader Vic”.

Ciekawostka nr 1 – wzmianka o Donaldzie Trumpie

Na stronie 185 pojawia się wzmianka na temat Donalda Trumpa (przypominam, książka jest z 1992 roku), w której autor dość niepochlebnie wyraża się na temat aktualnego prezydenta Stanów Zjednoczonych, jako o osobie która prowadzi biznes oparty o ogromną dźwignię finansową:

„Często osiąga to stadium, w którym ludzie – tacy jak Donald Trump – pożyczają tyle, ile się da, by posiąść rzeczy, o których sądzą, że w najbliższej przyszłości będą droższe lub będą posiadać większą wartość w dolarach.”

Ciekawostka nr 2 – łysina jako problem psychologiczny

Na stronie 297 autor podaje przykładową listę na „antywartości” . Na pozycji nr 8, po np. odrzucenie czy depresja, pojawia się „bycie łysym” jak przykład „antywartości”:

Zdjęcie: "Trader Vic" fragment książki

Przyznam się, że byłem tym mocno zaskoczony. Zwłaszcza jako osoba bezpośrednio dotknięta tym problemem😉.

Ciekawostka nr 3 – upadek systemu AD 1992

Jak już wspominałem wcześniej, w części dotyczącej funkcjonowania rynków finansowych pojawia się wiele krytyki pod adresem Fedu. Pojawia się wręcz stwierdzenie, że tak skonstruowany system musi się prędzej czy później zawalić (strona 207).

No cóż – mimo upływu 38 lat USA trzymają się całkiem nieźle, aczkolwiek przewidywania krachu całego systemu monetarnego są cały czas całkiem popularne.

Dla kogo jest ta książka?

„Trader Vic” jest pozycją raczej dla trochę bardziej doświadczonych inwestorów, którzy są w stanie odnieść metody i doświadczenia do swoich własnych. Na pewno więcej skorzystają z niej inwestorzy posługujący się analizą techniczną lub tacy, którzy pracują nad poprawą psychologicznych aspektów inwestowania.

Dla kogo nie jest ta książka?

Niewiele w książce znajdziemy informacji przydatnych wprost inwestorom fundamentalnym, koncentrujących się na rynkach akcyjnych i selekcji spółek. Nawet dla inwestora fundamentalnego warto jednak mieć świadomość metod i prawidłowości, którymi kieruje się zdecydowana większość graczy giełdowych.

Książka może też być trudna w odbiorze dla osób, które nie mają bezpośredniego doświadczenia z inwestowaniem. Autor często posługuje się dość specjalistycznym słownictwem.

Podsumowanie recenzji

Czy warto sięgnąć po książkę? Zdecydowanie tak – autor pisze w sposób ciekawy i skupiający uwagę, a skoro czytasz tego bloga i dotarłeś do tego miejsca w recenzji to tematyka książki powinna być bliska Twoim zainteresowaniom. Zawsze wychodzę z założenia, że czytać książki po prostu warto. Jeśli po lekturze tej książki wzbogacisz swój warsztat inwestycyjny chociaż o jeden element, to wydatek na książkę z pewnością się zwróci. Miłej lektury!👍

Jeśli ten artykuł Ci się podobał – pozostań w kontakcie z blogiem:
– zapisz się na newsletter (zero SPAM-u)
– polub na Facebooku fanpage bloga
obserwuj moje konto na Twitterze

Dodatkowe wyjaśnienie:

Żeby zachować pełną transparentność kilka słów odnośnie tego, na jakich zasadach powstała niniejsza recenzja:

  • książkę, której recenzję przeczytałeś, otrzymałem bezpłatnie od wydawcy z prośbą o przeczytanie i recenzję.
  • pojawiające się w tekście linki do księgarni Maklerska.pl są linkami partnerskimi. Oznacza to, że jeśli za ich pomocą przejdziesz na stronę księgarni i kupisz tą lub inne książki, otrzymam za to drobne wynagrodzenie w programie partnerskim.

Linki partnerskie:

Link do książki „Trader Vic”

link do księgarni maklerska.pl

Inne recenzje książek:

„Zawód inwestor giełdowy. Nowe ujęcie” Alexander Elder

Krach koronawirusa – co dalej z giełdą (maj 2020)?

Początek 2020 roku zostanie przez inwestorów zapamiętany na długo. Niezależnie od tego jak się rozwinie sytuacja wiemy, że takich spadków na giełdach większość z nas jeszcze nie widziała. W marcu światowe gospodarki stanęły na krawędzi kryzysu płynnościowego, który groził lawiną niewypłacalności i bankructw. Pomogły (i pomagają dalej) banki centralne, które na różne sposoby podtrzymują płynność obrotu i ceny na rynkach obligacji skarbowych i korporacyjnych.

GPW – krajobraz po bitwie

Jak wygląda po okresie paniki rynkowej nasza giełda? Spadki rozpoczęły się w lutym i swoje apogeum osiągnęły w marcu. Od tego czasu widzimy solidne odreagowanie właściwie na wszystkich indeksach (choć nie na wszystkich spółkach).

Jak widać na wykresie, po osiągnięciu „dołka” 12 marca 2020, polskie indeksy systematycznie odrabiają straty:

  • WIG spadł od 20 lutego do 12 marca 2020 o 35,3% i do 14 maja odrobił 13,6% z tego spadku (38% poniesionych strat)
  • WIG20 w tym okresie spadł o 37,5% i odrobił ( w okresie od 12 marca do 14 maja) 13,6%, czyli 37% poniesionych strat
  • MWIG40 spadł o 30,6% i odrobił 10,1% (33% poniesionych strat)
  • SWIG80 spadł o 28,7% i odrobił 19,5% (68% poniesionych strat)
  • indeks cenowy spadł o 25,9% i odrobił 19,5% (75% poniesionych strat)

Najgorzej z odrabianiem strat po „krachu koronawirusa” radzą sobie indeksy WIG oraz WIG20. Wprawdzie 2 spółki z indeksu WIG20 odrobiły już całość poniesionych strat, ale widać, że WIG20 radzi sobie zdecydowanie najsłabiej ze wszystkich indeksów.

WIG 20 – kto ciągnie indeks w górę?

Na plus wyszły w porównaniu do stanu sprzed „krachu koronawirusa” wyszedł CDPROJEKT oraz, co dość zaskakujące PGNiG. Dobrze z odrabianiem strat radzą sobie również DINO, ORANGE, PKN ORLEN, JSW, KGHM czy TAURON. W części wynika to z siły tych spółek (np. DINO czy CDPROJEKT), a w części z trendu spadkowego widocznego już przed pojawieniem się koronawirusa. Patrząc na stopę zwrotu od początku roku na plusie są jedynie CDPROJEKT (+33,2%) oraz DINO (+6,4%)

WIG20 – kto jest hamulcowym?

Zdecydowanymi maruderami na GPW są banki – 4 z 5 banków z indeksu WIG20 ciągle pogłębiały straty w sytuacji gdy zaczęło się rynkowe odbicie. W okresie krachu (21 lutego do 12 marca) indeks WIG-BANKI stracił 37%. Potem dalej pogłębił spadki o kolejne 8% i w sumie stracił 45% od początku roku.

Słabość banków, które dominują pod względem wagi w WIG i WIG20 tłumaczy w dużej mierze dlaczego lepiej sobie radzą indeksy mniejszych spółek (MWIG40, SWIG80 i indeks cenowy) – tam udział banków jest po prostu o wiele mniejszy niż w indeksach WIG i WIG20.

Co się dzieje na świecie?

Główne światowe indeksy spadały podobnie jak polskie, ale dużo lepiej radzą sobie z odrabianiem strat. Zwraca uwagę NASDAQ 100, grupujący głównie spółki technologiczne. Ten indeks wyszedł na plus w tym roku i odrobił zdecydowaną większość strat po „krachu koronawirusa”. Wiele z tych spółek jest beneficjentem zmian stylu życia wywołanego izolacją i przestawieniem życia na tryb online.

Główny amerykański indeks, S&P 500 traci już tylko około 10-15% do stanu ze stycznia i lutego 2020, kiedy bił swoje historyczne rekordy.

Po pierwszej fali paniki na przełomie lutego i marca właściwie żadne negatywne informacje nie szkodzą amerykańskiemu rynkowi.

Co się dzieje w realnej gospodarce?

Patrząc na zachowanie się rynków akcyjnych można odnieść wrażenie, że właściwie nie powinno być większych problemów gospodarczych. Jest niestety dokładnie odwrotnie. Światowa gospodarka znalazła się w kryzysie, jakiego w XXI wieku jeszcze nie widzieliśmy.

Poniżej kilka informacji jakie pojawiały się w ostatnich tygodniach i pokazują skalę problemów, które już pukają do naszych drzwi:

  • 35 mln nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA w ciągu 7 tygodni (Jobless Claims)
  • spadek o 20,5 mln nowych miejsc pracy w USA (Non-Farm-Payrolls) i wzrost bezrobocia z 4 do 14% w ciągu miesiąca
  • prognozy spadku PKB w 2020 w Unii Europejskiej – szacunki mówią o spadkach rzędu 5-10% w zależności od państwa
  • bezprecedensowy spadek cen ropy naftowej do poziomu nawet kilkunastu dolarów. Kontrakty terminowe na ropę WTI były notowane nawet z ujemnymi cenami, co się nigdy nie zdarzyło.

Wszystkie państwa rozwinięte wdrażają różne programy stymulacji fiskalnej nakierowane labo na utrzymanie konsumpcji i zapewnienie ludziom środków do życia albo na utrzymaniu miejsc pracy przez pracodawców. Polskie „Tarcze Antykryzysowe” idą tą druga drogą. Na razie przedsiębiorcy chętnie biorą dopłaty, ale trudno powiedzieć jakie będą długofalowe skutki tych działań. Czy konsumenci wrócą do takiego poziomu konsumpcji jak przed kryzysem?

Wydatki rządowe na taką skalę były prowadzone do tej pory jedynie w czasach wojennych. Walka z koronawirusem jest czymś zbliżonym do takiego stanu, chociaż my jako konsumenci straty ponosimy nie przez zmianę struktury wydatków i skierowanie ich na zbrojenia a poprzez ograniczanie aktywności gospodarczej i związany z tym spadek dochodów. Jednocześnie w jakiś sposób trzeba sfinansować gigantyczne wydatki rządowe – mogą to być np. nowe podatki nałożone po poprawieniu się sytuacji gospodarczej. Inną drogą redukcji zadłużenia jest tzw. „podatek inflacyjny”, czyli obniżenie wartości pieniądza.

Podsumowanie – kiedy skończy się impas na rynkach?

Indeks WIG20 od kilku tygodni jest w okolicach 1600 punktów i nie może opuścić kanału 1550-1650 ani w górę ani w dół. Podobnie jest z amerykańskim S&P500, który krąży w okolicach 2800-2900 punktów. Patrząc z punktu widzenia analizy technicznej po zarzuceniu tak mocnej kotwicy można oczekiwać dynamicznego ruchu – zarówno w górę lub w dół. Ruch w górę byłby pogłębieniem rozjazdu pomiędzy optymizmem widocznym teraz na rynkach. Ruch w dół z kolei byłby naturalną kontynuacją wcześniejszych spadków po okresie konsolidacji.

Warto też zwrócić uwagę na informacje dotyczące masowego napływu nowych inwestorów na rynek. Z jednej strony to nie dziwi, biorąc pod uwagę ilość pieniędzy w bankach i nędzne odsetki na jakie można w nich liczyć. Z drugiej strony Ci inwestorzy szybko mogą się przekonać, że giełda to nie są jednak łatwe pieniądze. W sytuacjach kryzysowych duży udział nowicjuszy zwiększa prawdopodobieństwo paniki, która może pogłębiać spadki na rynkach.

Jeśli ten artykuł Ci się podobał – pozostań w kontakcie z blogiem:
– zapisz się na newsletter (zero SPAM-u)
– polub na Facebooku fanpage bloga
obserwuj moje konto na Twitterze

Podsumowując wpis przedstawię jeszcze swoje nastawienie. W perspektywie kilku miesięcy jestem pesymistą. Moim zdaniem prędzej czy później nastroje na rynkach finansowych się załamią, bo przed nami jeszcze kilka długich miesięcy, w czasie których na rynek będzie napływać wiele negatywnych wiadomości. Ceny na giełdzie mogą się wydawać atrakcyjne, pamiętając gdzie były jeszcze 3 miesiące temu, ale śmiało mogą spaść jeszcze niżej. Moim zdaniem nie ma pośpiechu we wchodzeniu na rynek i wyszukiwaniu atrakcyjnych spółek. Najważniejsza pozostaje ochrona kapitału.

Inwestowanie w czasach zarazy – koronawirus i giełdy

Zdjęcie: łabędź na czarnym tle [koronawirus]

Epidemia koronawirusa pojawiła się w mediach nieco ponad miesiąc temu. Temat tajemniczego wirusa, znanego też pod nazwą COVID-19, od tego czasu nie schodzi z nagłówków. Kilkadziesiąt milionów Chińczyków zostało poddanych kwarantannie, liczba chorych zbliża się do 100 tys. osób, liczba ofiar przekroczyła 2 tys, osób. Koronawirus pojawia się w kolejnych częściach świata (Iran, Korea, Włochy…).

Reakcja rynków finansowych jest zaskakująco spokojna. Pojawia się pytanie, czy koronawirus może się okazać „Czarnym łabędziem„, który uderzy w światową gospodarkę i rynki finansowe.

Jak reagują rynki finansowe na koronawirusa?

Wykres: reakcja indeksów S&P500 i WIG na pojawienie się koronawirusa

Po krótkim spadku notowań indeks S&P500 bije kolejne historyczne rekordy notowań. Po niewielkim spadku w ostatniej dekadzie stycznia światowe giełdy szybko przeszły do ofensywy i rekord wszechczasów (ATH – All-Time-High) dla S&P500 został w lutym poprawiony siedmiokrotnie (!).

O samym wirusie wiadomo niewiele. Nieznane są również rzeczywiste rozmiary epidemii w Chinach, gdzie skala zastosowanych środków nie pasuje do podawanych efektów epidemii (liczba chorych i ofiar). Wydaje się być prawdopodobne, że władze chińskie chcą uniknąć paniki i podają zaniżone liczby dotyczące zachorowań. Wirus pojawia się jednak w kolejnych częściach świata, choć na razie większość zachorowań miała miejsce w Chinach.

Wykres: popularność hasła koronawirus w Google Trends

Wydaje mi się jednak, że rynek finansowy zdecydowanie nie docenia efektów koronawirusa. Na razie potraktował je jak jeden ze elementów szumu informacyjnego, czyli wydarzeń którymi rynki emocjonują się przez kilka dni, a po kilku tygodniach nikt o nich już nie pamięta.

Skutki gospodarcze koronawirusa mogą być jednak odczuwalne w wielu obszarach i mieć długofalowy charakter.

Koronawirus – uderzenie w globalny popyt

Współczesna gospodarka opiera się na popycie indywidualnych konsumentów. Ten z kolei opiera się na ich optymizmie i na wierze w pomyślną przyszłość. Sytuacja, kiedy konsumenci ograniczają swoją aktywność życiową i zostają z powodu epidemii wirusa w domach może się okazać bardzo niebezpieczna dla gospodarki. Efektem będzie dużo mniejsza konsumpcja, spadek obrotów i zysków firm. Prawdopodobne będą problemy z obsługą zadłużenia, od którego w świecie ultra-niskich stóp procentowych przedsiębiorstwa nie stroniły.

Ci, którzy na tym stracą bezpośrednio są łatwi do wskazania – kina, galerie handlowe i handel detaliczny z pewnością zanotują spadek obrotów. Mocno ucierpi branża lotnicza i turystyczna. Kolejne elementy tego domina to już właściwie cała reszta gospodarki – czyli producenci dóbr, zarówno konsumenckich jak i inwestycyjnych, oraz dostawcy różnego rodzaju usług.

Koronawirus – uderzenie w globalną podaż

Serwisy ekonomiczne odmieniają przez wszystkie przypadki hasło „global supply chain„, czyli globalny łańcuch dostaw. Dzisiejsza gospodarka to bardo złożona sieć relacji. Chiny to „fabryka świata”, więc zamknięcie na długie tygodnie wielkiej prowincji Hubei (prawie 60 mln mieszkańców), w której znajduje się miasto Wuhan, już powoduje problemy. Fabryki wstrzymały produkcję, na czym cierpią ich odbiorcy. Są to zarówno przedsiębiorstwa produkujące w Chinach swoje produkty jak i te, które nabywają tam różnego rodzaju podzespoły i półprodukty. Problemy z kontynuacją produkcji w dobie logistyki „Just-In-Time” szybko przenoszą się w inne części świata

Patrząc na to wszystko można dojść do wniosku, że skutkiem gospodarczym epidemii koronawirusa będą również globalne zaburzenia w dostawach wielu produktów i towarów. Dotyczy to zarówno wyrobów firm chińskich, jak i takich, które mają fabryki w Chinach lub mają chińskich dostawców. Czyli w praktyce – dotyczy to zdecydowanej większości światowych firm. Pojawiają się już informacje o przewidywanych przestojach fabryk (nie tylko w samych Chinach) oraz problemach w dostawach produktów (np. Apple).

Koronawirus – kto może zyskać?

Nawet w najgorszych okolicznościach są na giełdzie firmy, które mogą w takich okolicznościach zyskać. Tak było też i tym razem. Rynki finansowe ekscytowały się np. wzrostem cen akcji japońskiego producenta masek ochronnych. Lista potencjalnych wygranych jest jednak dłuższa.

Korzyści mogą odnosić takie firmy, które będą zarabiać w sytuacji, kiedy ludzie będą spędzać więcej czasu w domach. Mogą to być np. producenci gier komputerowych lub np. firmy mediowe. Patrząc na notowania CDPROJEKT-u lub spółek z tzw. „gamedevu” widać, że ten scenariusz się potwierdza.

W dłuższym terminie ewentualne spowolnienie gospodarcze może jednak uderzyć również w popyt na tego rodzaju produkty. Dodatkowym efektem może być spadek cen surowców, co nie pomoże gospodarkom krajów mniej rozwiniętych.

Epidemia koronawirusa i rynki finansowe

Patrząc na potencjalny wpływ na realną gospodarkę, reakcja rynków finansowych jest naprawdę zaskakująca. U mnie dominuje zdziwienie, że reakcja rynku finansowego była tak bardzo powierzchowna. Odczytuję to jednak jako zachowanie typowe dla końcowej fazy hossy rynkowej, kiedy negatywne informacje są często ignorowane. Pozytywne informacje wywołują z kolei euforię dużo większą niż wynika z ich realnego znaczenia. Problemem w ocenie sytuacji jest fakt, że hossa na globalnych rynkach finansowych trwa już 10 lat. Powodów, dla których hossa w USA miałaby się już zakończyć było w poprzednich latach dziesiątki.

WPIS >>> Inwestowanie w 2020 – lekcje z 2019 roku – jak inwestować w 2020 roku…

Podsumowanie

Nie pisałem o najważniejszym skutku koronawirusa, czyli o samych zachorowaniach. Mam nadzieję, że epidemia jednak zostanie powstrzymana i wirus do Polski nie dotrze. Tego życzę sobie i wszystkim czytelnikom.

Patrząc na efekty gospodarcze, zarówno te już widoczne jak i te potencjalne, sytuacja wygląda poważnie. Moje nastawienie w odniesieniu do rynków finansowych i gospodarczych jest pesymistyczne.

Jeśli epidemia koronawirusa będzie się rozwijać w takim tempie, trudno wskazać co może przyjść gospodarce z odsieczą. Banki centralne sprowadziły stopy procentowe do rekordowo niskich poziomów, ale ten mechanizm stymulowania popytu nie okazał się zbyt efektywny (szczególnie w Europie). Osłabienie gospodarcze Chin czy spadek cen ropy i innych surowców otwiera również drogę do wielu scenariuszy geopolitycznych.

Jeśli ten artykuł Ci się podobał – pozostań w kontakcie z blogiem:
– zapisz się na newsletter (zero SPAM-u)
– polub na Facebooku fanpage bloga
obserwuj moje konto na Twitterze

Jeśli chciałbyś się podzielić swoja opinią na temat efektów koronawirusa i jego wpływu na świat inwestycji – zapraszam do skomentowania wpisu.

Inwestowanie w 2020 – lekcje z 2019 roku

2020 rok już się mocno rozkręca, ale warto zerknąć wstecz i zobaczyć, jakie wnioski możemy wyciągnąć z tego, co się działo w poprzednim roku. Warto zastanowić się nad wyzwaniami jakie dla inwestorów niesie 2020. Czy będzie to kolejny już rok hossy na rynkach akcji, która jednak do tej pory konsekwentnie omija polską giełdę.

Jaki był 2019 na polskiej giełdzie?


Dobrze to widać na powyższym wykresie. WIG zakończył rok na minimalnym plusie (+0.25%), odwróciły się jednak tendencje widoczne we wcześniejszych latach. W 2019 hamulcowym polskiej giełdy były spółki z WIG-20, który stracił 5,56% (z nielicznymi wyjątkami), średnio radziły sobie spółki z MWIG-40 (-0,03%). Najlepiej wyglądały spółki z SWIG-80, który zyskał prawie 14% w ujęciu rocznym. Warto pamiętać, że indeksy WIG-20, MWIG-40, SWIG-80 nie uwzględniają dywidend, więc ich rzeczywiste stopy zwrotu były trochę wyższe. Na minusie był również indeks cenowy GPW (równy udział każdej z około 400 spółek).

WigWars s19e12 – jak sobie radziły fundusze inwestujące w polskie akcje?

Przy dryfującym rynku (WIG +0.25% w 2019) fundusze specjalizujące się w inwestycjach na polskim rynku radziły sobie całkiem przyzwoicie – średni wynik za 2019 to +1,4% (już po uwzględnieniu opłat). Tradycyjnie widać duże zróżnicowanie wyników:

  • najlepszy fundusz zyskał 23,7%
  • najgorszy stracił 11,3%
  • 1 kwartyl (25% najlepszych funduszy) zarobiło ponad 4,3%
  • 4 kwartyl (25% najgorszych funduszy) straciło 2,5% lub więcej

Porównując wyniki funduszy akcji polskich uniwersalnych do WIG widzimy, że 28 na 53 fundusze uzyskały lepszy wyniki niż indeks giełdowy, co jest wynikiem zdecydowanie lepszym niż przez kilka ostatnich lat.

Ostatni raz więcej niż połowa funduszy przebiła WIG w 2015 roku, kiedy jednak ten indeks stracił prawie 10% wartości. Zarządzającym pomogła zapewne tendencja do koncentracji inwestycji na mniejszych spółkach (co widać np. po wynikach SWIG80 i funduszy wyspecjalizowanych w tzw. MiŚiach) i mniejszy udział spółek z WIG20 w portfelach funduszy niż WIG. Innym sposobem, niestety trochę mylącym dla inwestorów wybierających „fundusze akcji polskich„, były inwestycje funduszy z tej kategorii na zagranicznych rynkach. Tak np. czyniły wygrywające w tej klasyfikacji fundusze Investors TFI.

Rynki finansowe 2019 – obraz ogólny

Nieocenione analizy.pl pokazały zestawienie stóp zwrotu osiąganych przez poszczególne grupy funduszy. Warto się temu przyjrzeć:

Od razu widać, że 2019 był bardzo dobrym rokiem dla wszystkich klas aktywów. Każda z podstawowych klas funduszy wyszła na plus. Fundusze polskich akcji zanotowały jednak najsłabsze wyniki ze wszystkich kategorii.

2019 był kolejnym rokiem, kiedy amerykański indeks S&P500 bił kolejne rekordy. Dotrzymywały mu kroku, niezbyt podręcznikowo, fundusze dłużne. Właściwie każda kategoria długu (państwowy czy korporacyjny, rynki rozwinięte czy wschodzące) biła rekordy cenowe. Było tak również w przypadku polskich obligacji rządowych, które zyskały w 2019 na wartości nawet ponad 10%.

2020 będzie kolejnym rokiem, kiedy wielu analityków będzie jak co roku wieściło koniec wieloletniej hossy. Ci, którzy ich posłuchali w poprzednich latach wyszyli na tym zdecydowanie źle. Faktem jednak jest, że hossa na rynkach akcyjnych kiedyś się musi skończyć…

Powrót inflacji w wielkim stylu

Po kilku latach umiarkowanego wzrostu cen konsumpcyjnych, lub nawet ich okresowego spadku, inflacja wraca niczym heroina w filmie „Pulp Fiction” – czyli w wielkim stylu. Odczyt inflacji za grudzień 2019 pokazał wzrost cen konsumpcyjnych na poziomie aż 3,4% rocznie. Ostatni raz taką wartość widzieliśmy 8 lat temu – w 2012 roku.

Stawia to duże wyzwanie przed inwestorami a przede wszystkim przed oszczędzającymi. Przy takim tempie wzrostu cen oszczędności przechowywane w bankach będą traciły na wartości. Tak będzie nawet jeśli będziemy trzymali środki na oprocentowanych lokatach. Przypomnijmy, że spora część depozytów w polskich bankach leży na rachunkach nieoprocentowanych.

Przy uwzględnieniu podatku Belki (19% od nominalnego zysku), lokata bankowa musiałaby być oprocentowana na 4,2%, aby zachować realną wartość oszczędności przy wskaźniku inflacji na poziom 3,2%.

Niestety – takich lokat na rynku już od dawna nie ma. Pytanie w jaki sposób zachować realną wartość oszczędności przy zachowaniu ich bezpieczeństwa powinno być jednym z najważniejszych dla polskiego inwestora.

Tanie inwestowanie po polsku

2019 zdecydowanie poprawił sytuację polskich inwestorów, jeśli chodzi o inwestowanie na rynkach akcyjnych w tani sposób. Od 2019 maksymalna stawka opłaty za zarządzanie w funduszach inwestycyjnych została administracyjnie obniżona do 3,5%. W 2020 spadnie ona do 3%, zgodnie z obowiązującym od początku zeszłego roku rozporządzeniem.

Kolejną nowością na polskim rynku były fundusze typu ETF, wprowadzone przez polskie TFI (Agio TFI). Od stycznia 2019 działa fundusz oparty o indeks WIG20. We wrześniu 2019 wystartował kolejny – oparty o indeks MWIG40 (tzw. średnich spółek). Z racji składu głównych indeksów polskiej giełdy, dopiero ten drugi dał inwestorom to na co czekali, czyli możliwość zainwestowania pasywnego w indeks giełdowy, jednocześnie unikając wad związanych z inwestycją w WIG20 (duży udział banków oraz spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa). Mimo krótkiej historii BETA ETF mWIG40TR właściwie od razu przebił aktywami swojego starszego brata ETF WIG20TR

Myśląc o tanim inwestowaniu trzeba również pamiętać innych opcjach – np. o funduszach inPZU, które mają opłaty za zarządzanie na poziomie kilkukrotnie niższym niż standardowe fundusze dostępne w ofercie polskich TFI.

Nieruchomości – czy to już bańka?

2019 rok były również rokiem boomu na rynku nieruchomości. Ceny nieruchomości mieszkaniowych osiągnęły historyczne rekordy, przebijając wartości z rekordowego 2007 roku. Dobrze pokazują to poniższe wykresy, przygotowane przez blog analityczny TFI Quercus.

Trwa również boom na rynku nieruchomości inwestycyjnych. Polacy masowo kupują mieszkania na wynajem. Dużą popularnością cieszą się również condo- i aparthotele. Tu od razu trzeba zalecić dużą ostrożność przy tym rodzaju inwestycji. Kwestia bezpieczeństwa, z którym kojarzą się inwestycje w nieruchomości wygląda tu zupełnie inaczej. Temat takich inwestycji został bardzo dobrze opisany przez Radka z bloga Humanista na Giełdzie, który korzystając ze swego prawniczego wykształcenia fachowo prześwietlił i wypunktował ryzyka związane z tego rodzaju inwestycjami:

Humanista na Giełdzie: Inwestowanie w aparthotele – gdzie czają się ryzyka

Podsumowanie i wyzwania na 2020

Inwestowanie nigdy nie jest nudne i 2020 rok zapowiada się również bardzo ciekawie. Kluczowa dla rynków finansowych będzie kwestia kontynuacji hossy na rynkach akcyjnych. Jak w kilku ostatnich latach również w 2020 będzie się toczyć klasyczna, rynkowa gra między strachem i chciwością. Strachem przed krachem na giełdach a chciwością rozpalaną biciem kolejnych rekordów przez giełdowe indeksy.

Na moim prywatnym podwórku kluczowe zagadnienie to strategia i taktyka związana z selekcją akcji na GPW. Do wyzwań na 2020 zapisuję także kwestię związaną z rosnącą inflacją i zmierzenia się przeniesieniem środków z lokat bankowych na instrumenty zapewniające podobny poziom bezpieczeństwa.Kolejnym wyzwaniem jest wybór produktu pozwalającego na długoterminowe lokowanie niewielkich kwot na giełdzie. Po rozwiązaniu tych problemów planuję opisanie moich doświadczeń w formie w wpisów na blogu.

Jeśli ten artykuł Ci się podobał – pozostań w kontakcie z blogiem:
– zapisz się na newsletter (zero SPAM-u)
– polub na Facebooku fanpage bloga
obserwuj moje konto na Twitterze

Jeśli chcesz się podzielić swoim przemyśleniami odnośnie tego, z czym przyjdzie nam się zmierzyć w 2020 – zapraszam do komentarzy.

Zapisz się naNewsletter

Witam. Mam nadzieję, że artykuł Ci się podoba.

Jeśli tak - to pozostańmy ze sobą w kontakcie.

Zapraszam do zapisania się na newsletter.

Udało się!