Fundusz Eurogeddon – 8 lekcji dla inwestorów

W zeszłym tygodniu zakończył działalność Eurogeddon. Autorski fundusz profesora Krzysztofa Rybińskiego powstał w 2012 i miał zarobić na krachu strefy EURO.

po 5 latach, w 2017 roku, strefa EURO ma się dobrze, a fundusz jest likwidowany.

Przez ponad 5 latach funkcjonowania (od lutego 2012) jednostki Eurogeddonu straciły na wartości ponad 60% i OPERA TFI podjęła decyzję o zamknięciu produktu i zmianie polityki inwestycyjnej.

Zamknięcie tego funduszu to dobra okazja na przypomnienie kilku prawidłowości dotyczących inwestowania. W końcu najlepiej uczyć się na błędach. Wiadomo, że najskuteczniejsza jest nauka na własnych błędach, ale najtaniej jest się jednak uczyć na cudzych


Eurogeddon –  jak i dlaczego powstał?

Na początek kilka słów o historii funduszu. Eurogeddon to autorski fundusz Krzysztofa Rybińskiego, ekonomisty o imponującym CV. Profesor „Ryba”, bo tak był nazywany w światku finansowym, był głównym ekonomistą jednego z największych polskich banków, wiceprezesem NBP, profesorem ekonomii oraz właścicielem i rektorem uczelni wyższej. Do tego trzeba dodać dużą aktywność publicystyczną, niezłe pióro i spore obycie w mediach.

Profesor utworzył fundusz Eurogeddon oraz postawił własne pieniądze na skrajnie negatywny scenariusz makroekonomiczny, który intensywnie propagował w latach 2010-2012. Miało wówczas miejsce apogeum kryzysu krajów Europy Południowej oraz Irlandii, zwanych pieszczotliwie PIIGS. Ideą funduszu było zarobienie na krachu systemu finansowego strefy EURO  i uchronienie inwestorów przed utratą majątku zgromadzonego w innych aktywach finansowych.

Sam fundusz odniósł spory sukces medialny i dość umiarkowany sukces biznesowy. Liczba wpłaconych przez inwestorów aktywów to łącznie 26 mln zł. Mimo początkowych sukcesów inwestycyjnych Eurogeddonu wkrótce sytuacja na rynkach się uspokoiła i wyniki były coraz gorsze. Aktywa funduszu stopniały do kwoty 0,5-0,6 mln zł, która w kontekście funduszy inwestycyjnych jest kwotą śmiesznie małą.

Jest to jednak okazja, żeby wyciągnąć dla inwestorów kilka lekcji na przyszłość.

Lekcja 1 – Profesorowie rzadko wygrywają na rynku

Po 5 latach funkcjonowania funduszu okazało się, że profesor Rybiński nie okazał się zwycięzcą w starciu z rynkiem. Oczywiście nie należy z tego wyciągać wniosków, że nauka i edukacja nie są potrzebne aby skutecznie inwestować. Jak najbardziej – zawsze należy się rozwijać swoje umiejętności i pogłębiać wiedzę związaną z inwestowaniem. Drugą, nawet ważniejszą od książkowej wiedzy, cechą skutecznego inwestora jest jednak doświadczenie i pokora wobec rynku. Tych cech można nabrać dopiero z czasem i zwłaszcza profesorom skaczącym na głęboką wodę może ich brakować.

Lekcja 2 – rzeczywistość to nie modele finansowe

W kontekście poprzedniej „lekcji” warto przypomnieć to historię funduszu LTCM, założonego w 1993 przez dwójkę noblistów z ekonomii (Robert C. Merton i Myron Scholes). Byli to twórcy wiodącego do dziś modelu wyceny opcji (model Blacka-Scholesa-Mertona), którzy postanowili wykorzystać swoje osiągnięcia teoretyczne w praktyce. Założony prze nich fundusz Long Term Capital Managament (LTCM) do pewnego momentu był ogromnym sukcesem (w odróżnieniu od Eurogeddonu). Wszystko popsuło się w 1998 roku, kiedy krach na rynkach azjatyckich spowodował upadek funduszu. LTCM prowadził intensywną działalność na rynku instrumentów pochodnych wykorzystując dużą dźwignię finansową. Jego upadek o mało nie spowodował krachu całego systemu finansowego.

Płynie z tego nauka, że nawet najlepsze modele finansowe opierają się na założeniach, które w pewnym momencie mogą przestać być prawdziwe.

Lekcja 3 – na rynku koniec jest zawsze blisko

Czytając opinie profesora Rybińskiego w czasach startu jego funduszu można było odnieść wrażenie, że świat stoi na skraju katastrofy gospodarczej, a właściwie to już spada w przepaść. Warto pamiętać, że zawsze można znaleźć ekonomistów i publicystów głoszących podobne prognozy.

Scenariusze katastrofalne są mocno eksponowane. Zawsze znajdą się osoby propagujące takie poglądy, często w połączeniu z rozmaitymi teoriami spiskowymi. Często utrzymują oni taką narrację przez wiele lat i znajdują swoje grono wyznawców. Drugą przyczyną są media, z natury rzeczy bardziej ceniące skandale i ostre, kategoryczne sądy. Tymczasem rzeczywistość rynkowa często okazuje banalna. Nie dochodzi do zapowiadanej katastrofy czy wielkiego resetu  – globalny krach trzeba przesunąć na kolejny termin.

Lekcja 4 – rynki mogą pozostać irracjonalne dłużej, niż ty będziesz wypłacalny

Jedno z rynkowym powiedzeń, mówi że „rynki mogą pozostać irracjonalne dłużej, niż ty będziesz wypłacalny”. Wcale nie jest powiedziane, że strategia inwestycyjna Eurogeddonu nie okaże się skuteczna w przyszłości. Całkiem możliwe również, że zmiana strategii na inwestycje w akcje rynków rozwiniętych wprowadzona po kilkuletniej hossie okaże się równie chybionym pomysłem co Eurogeddon. Warto o tym pamiętać i zachowywać elastyczność w podejmowaniu decyzji, jeśli scenariusz wydarzeń jaki zakładaliśmy się nie potwierdza.

Lekcja 5 – słowa niepoparte czynami to tylko słowa

Jest też kilka rzeczy, za które należy docenić fundusz Eurogeddon i jego twórcę, Krzysztofa Rybińskiego. Pierwsza z nich to fakt, że profesor zainwestował w fundusz własne środki, co jest znaczącym sygnałem dla inwestorów. Jest to niewątpliwie dobry sposób na uwiarygodnienie autorskiej strategii inwestycyjnej.

Lekcja 6 – inwestowanie w fundusze kosztuje

Eurogeddon miał bardzo korzystną dla inwestora strukturę opłat:

  • opłata za wyniki („success fee”) na poziomie 25% wypracowanych zysków
  • opłata stała na poziomie 0,00%.

Było to niewątpliwie ewenement na polskim rynku, gdzie fundusze o agresywnej strategii inwestycyjnej pobierają opłaty na poziomie 3-4% rocznie, niezależnie od wyników inwestycji.  Twórca Eurogeddonu zarobiłby na swoim funduszu tylko jeśli faktycznie przyniósłby on inwestorom spore zyski. Choć tak się nie stało, to warto docenić tak uczciwe podejście do inwestorów.

Lekcja 7 – ukryte koszty inwestowania mogą być bardzo wysokie

Mimo korzystnej struktury opłat za zarządzanie warto zwrócić uwagę, że po spadku aktywów poniżej 1 mln zł certyfikaty funduszu były obciążone wręcz horrendalnymi kosztami. W 2016 wskaźnik kosztów całkowitych wyniósł 10,63%. Przykładowo w 2016 koszty funduszu wyniosły 51 tys. zł – w ciągu roku taka kwota obciążyła aktywa, które wynosiły około 500 tys. zł. Żeby uczestnik wyszedł na zero, fundusz musiałby uzyskać stopę zwrotu brutto na poziomie co najmniej 10%. Przy funduszach o tak niskich kwotach aktywów i tak wysokich kosztach zarabianie na dłuższą metę jest praktycznie niemożliwe.

Lekcja 8 – dywersyfikacja to klucz do uniknięcia strat

Mam nadzieję, że profesor i inni inwestorzy nie postawili wszystkich swoich oszczędności na globalną katastrofę i sukces Eurogeddonu. Teoretycznie na biednego nie trafiło – minimalna wpłata do funduszu wynosiła równowartość 40 tys. EUR. Warto pamiętać o unikaniu nadmiernej koncentracji inwestycji. Dywersyfikacja ogranicza potencjalne zyski, ale jeszcze bardziej ogranicza ryzyka dużych strat. Postawienie na kilka koni zdecydowanie zmniejsza szanse poniesienia drastycznych strat, stanowiących kilkadziesiąt procent całego portfela inwestycyjnego.

BGK – oryginalna recepta na koniec świata

Na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Strategia inwestycyjna Euogeddonu zawierała logiczną sprzeczność. Jeśli zawala się cały świat finansowy, to kto wypłaci zyski wynikające z zawartych transakcji? Nawet pytanie o to, gdzie te środki mają być ulokowane jest uzasadnione. Jest to fajnie pokazane w filmie „Big Short”, gdzie po zawaleniu się rynku hipotecznego w USA w 2008 bohaterowie mają spory problemy z wyegzekwowaniem zarobionych pieniędzy.  Problemem była wypłacalność banków inwestycyjnych, które wcześniej sprzedały im instrumenty finansowe, na których bohaterowie filmu zarobili.

Otóż profesor Rybiński znalazł na to oryginalne rozwiązanie – środki funduszu powinny być trzymane w polskim Banku Gospodarstwa Krajowego, który zdaniem twórcy Eurogeddonu był najsolidniejszą instytucja finansową na naszej planecie. Musze przyznać, że zawsze mnie to bawiło.

Eurogeddon jak wskaźnik nastrojów rynkowych

Drugą ciekawostką jest fakt, że krótkoterminowo Eurogeddon potrafił mieć niezłe wyniki. Tak było na przykład w czerwcu 2016, kiedy miało miejsce referendum dotyczące wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Dla mnie był to taki prywatny wskaźnik nastrojów na rynku. Jeśli Eurogeddon miał najlepsze wyniki ze wszystkich funduszy inwestycyjnych oznaczało to, że nastroje na rynku są już bardzo złe.

Mam nadzieję, że te kilka „lekcji inwestowania” spisanych przy okazji likwidacji Eurogeddonu okaże się przydatne i być może pozwoli komuś na uniknięcie inwestycyjnego, prywatnego Armageddonu. Jeśli masz jakąś ciekawę opinię w kwestii funduszu Eurogeddon lub innego scenariusza finansowej zagłady – zapraszam do podzielenia się w komentarzach.


Zapraszam do utrzymywania kontaktu z blogiem „Z pamiętnika analityka” na bieżąco.

Można to zrobić poprzez:
  • zapisane się do newsletter (zero spamu, adresy nie będą nikomu udostępniane) – formularz zapisu jest w bocznej belce
  • polubienie na Facebooku fanpage bloga
  • obserwowanie na Twitterze mojego profilu

Ile można zarobić na giełdzie?

To  pytanie zadaje sobie każdy początkujący inwestor.  Większość inwestorów zaczyna przygodę z inwestowaniem mając bardzo rozbudzone oczekiwania. Zachętą do zainwestowania własnych pieniędzy na giełdzie są informacje o osiąganych przez innych krociowych zyskach.

To, że zyski na giełdzie są wysokie i łatwe do osiągnięcia można również zobaczyć, patrząc na reklamy funduszy inwestycyjnych. Często pokazują one dochody rzędu kilkudziesięciu procent rocznie.  Czy to możliwe? Ile w tym prawdy?

 


To wszystko niestety jest złudzeniem – realia inwestowania są niestety skromniejsze. Reklamy są wybiórcze – zazwyczaj eksponują wyniki inwestycyjne najlepszych chwilowo produktów, które nie utrzymują się w dłuższym terminie. Jeśli chodzi o osiągnięcia znajomych „rekinów giełdowych” – przyjaciele nagle milkną albo zmieniają temat rozmów, kiedy koniunktura na giełdzie się pogarsza.
Przy długoterminowym inwestowaniu, które jednocześnie nie będzie zajęciem któremu oddajemy się bez reszty, ambitnym wynikiem będzie przebicie stopy zwrotu z indeksu giełdowego, który wskazuje koniunkturę na całym rynku giełdowym.

Indeks WIG – od początku giełdy

Zerknijmy jak w ciągu ostatnich 26 lat rosła i spadała warszawska giełda.
Ogólnie od początku notowań na GPW (16 kwietnia 1991) do końca maja 2017 WIG wzrósł o ponad 6000% – czyli zainwestowany na rozpoczęciu notowań w Warszawie kapitał powiększył się 60 razy. Największe wzrosty miały miejsce w następujących latach:
  • 1993 – WIG wzrost o 1095,4% (ponad tysiąc procent – to nie pomyłka)
  • 1996 – WIG zyskała 86,1%
  • 2009 – indeks WIG wzrósł o 46,9%
Dla całej historii polskiej giełdy (lata 1991-2016) średnia roczna stopa zwrotu to 51,9% liczona jako średnia arytmetyczna rocznych stóp zwrotu i 16,4% jako średnia w ujęciu geometrycznym. Ta drugie podejście (średnia geometryczna) jest bardziej właściwa dla obliczania stopy zwrotu z inwestycji, co pokazuje poniższy przykład.

Jak działa średnia arytmetyczna i geometryczna

Przykład
Inwestor inwestuje (kupuje akcje) 1000 złotych i na koniec 1 roku jego portfel jest wart 500 złotych. Na koniec 2 roku portfel akcji jest wart znowu 1000. 
Osiągnięte stopy zwroty:
  • za 1 rok – strata -50% (spadek wartości z 1000 do 500)
  • za 2 rok – zysk +100% (wzrost wartości z 500 do 1000)
Średnia arytmetyczna dla lat 1 i 2 to +25%, a średnia geometryczna to 0%. Ta druga odpowiada faktycznym zmianom zainwestowanego kapitału (zainwestowaliśmy 1000 złotych i po 2 latach mieliśmy taką samą kwotę).

WIG vs inflacja w latach 1991-2017

Opieranie się na danych z lat 1991-2000 jest to jednak dość złudne. Są 3 główne powody:
– w pierwszych latach istnienia  giełdzie było notowane jedynie kilka, a potem kilkadziesiąt spółek
– bardzo duża część tego wzrostu to hossa z roku 1993 i 1994, kiedy WIG urósł w ciągu 12 miesięcy o ponad 1700%
– do 2000 roku inflacja w Polsce regularnie przekraczała 10%, co w pewnym stopniu powodowało automatyczny wzrost cen akcji jak papierów wartościowych mających pokrycie w realnych dobrach (w ogólnym ujęciu – akcje notowane na giełdzie jako zabezpieczenie przed hiperinflacją – to ciekawy i złożony temat do rozwinięcia przyszłości)
W mojej opinii sensownym zakresem analizy są lata począwszy od 2001 roku, kiedy Polska przestała być krajem nękanym przez mocną inflację. Jednocześnie już od 1999 roku na giełdzie było notowanych ponad 200 spółek, co zapewnia odpowiednie rozproszenie kapitału  .

WIG w latach 2001-2017

Jak widać, po hossie w latach 2003-2007 i krachu giełdowym w 2008 roku powoli zbliżamy się do maksymalnego poziomu indeksu WIG osiągniętego w 2008.
W tym okresie (od początku 2001 do końca 2016) WIG wzrósł łącznie o 290%, a skumulowana inflacja dla tych lat wyniosła 43%.
Roczne stopy zwrotu w poszczególnych latach przedstawiają się następująco.
Patrząc na zyski w poszczególnych latach (w ujęciu kalendarzowym) widać, że:
  • największa roczna stopa zwrotu to +46,9%
  • najniższa roczna stopa zwrotu to -51,1%
  • średnia stopa zwrotu to +10,8% (w ujęciu arytmetycznym)
  • średnia w ujęciu geometrycznym to +6,9% (takie ujęcie lepiej odpowiada specyfice inwestowania – co pokazywałem we wcześniejszym przykładzie)

Czy indeks WIG bije inflację?

Warto również zweryfikować jaka jest realna stopa zwrotu, czyli taka, która uwzględnia zysk osiągnięty ponad inflację. Średnia stopa inflacji dla lat 2001-2016 wyniosła 2,3%. WIG zarobił dla inwestorów:
  • 8,1% powyżej stopy inflacji (średnia arytmetyczna)
  • 4,5% powyżej stopy inflacji (średnia geometryczna)

WIG na tle innych indeksów

Powyższe wyniki są zasadniczo zgodne z badaniami dla rynków rozwiniętych, gdzie przyjmuje się premię za ryzyko związane z inwestowaniem w akcje na poziomie 5-5,5% powyżej długoterminowej stopy zwrotu wolnej od ryzyka (zazwyczaj jest to stopa zwrotu z długoterminowych obligacji).
Najważniejszy wniosek z dotychczasowej analizy jest taki, że licząc na zysk na poziomie 10% możemy zarówno zyskać 50%, ale również stracić nawet 50% inwestycji w ciągu 1 roku. Dobrą informacją jest to, że w długim terminie stopa zwrotu z giełdy bije zdecydowanie stopę inflacji. Zła wiadomość jest taka, że aby ta prawidłowość zadziałała, musi jednak minąć sporo czasu. Przy inwestycji kilkuletniej bardzo dużo zależy od momentu rozpoczęcia inwestycji.

Czy WIG jest dobrym punktem odniesienia dla inwestora?

Moim zdaniem przebicie stopy zwrotu z indeksu jest ambitnym, ale realnym i możliwym do osiągnięcia celem dla inwestora indywidualnego. Tego rodzaju indeksy grupują wszystkie bądź zdecydowaną większość notowanych spółek i powinny obejmować wszystkie dochody jakie generują akcje (wzrost cen i dywidendy).
Teoretycznie można zainwestować środki w akcje zgodnie ze składem indeksu i osiągnąć stopę zwrotu na wskazanym wyżej poziomie. Realizacja takiej strategii jest jednak trudna do zrealizowania praktycznie.
Wielkość portfela drobnego inwestora zazwyczaj nie pozwala nam na dokładne odwzorowanie składu indeksu. Dodatkową przeszkodą są koszty transakcyjne, które powodują, że nawet jeśli kupilibyśmy portfel akcji będących podstawą obliczenia indeksu, to zapłacimy prowizję maklerską i poniesiemy koszty spreadu (różnica pomiędzy ceną kupna/sprzedaży.

Ile czasu trzeba, żeby inwestycja była wolna od ryzyka strat?

Poniżej zostały przedstawione wyniki testu przeprowadzonego dla stóp zwrot z indeksu WIG na określoną liczbę lat dla danych z lat 2001-2017.
Podstawowe założenia:
  • zakres czasowy – od 1 stycznia 2001 do 31 marca 2017
  • dla każdego miesiąca jest obliczana stopa zwrotu z WIG za wskazaną liczbę lat wstecz
  • w sumie pod uwagę jest branych 197 pełnych miesięcy, więc np. dla inwestycji na 12 miesięcy mamy 186 wyników
  • badane okresy inwestycji to 1, 3, 5 i 10 lat
  • liczba badanych okresów dla każdego okresu inwestycji jest podana w tabelce – zakres badania nie wychodzi poza 31 grudnia 2000 jako początek inwestycji
Im dłuższy okres inwestycji tym mocniej zaznaczają się następujące trendy:
  • średni zysk z inwestycji rośnie wraz z upływem czasu
  • maleje (procentowo) liczba okresów, w których została poniesiona strata
Dla rocznej inwestycji najwyższa stopa zwrotu to +78,5%, a najniższa stopa zwrotu to -55%. Średnia to 12,2%
Największa zmienność wyników jest widoczna dla inwestycji na 5 lat:
  • najwyższa stopa zwrotu to +393,3%
  • najniższa stopa zwrotu to -40,5%
Wynika ona z bardzo wysokich stóp zwrotu osiąganych w latach hossy 2003-2007.
Dla inwestycji na 10 lat praktycznie nie ma ujemnych stóp zwrotu – tylko 2,6% badanych okresów zakończyło się stratą. Warto jednak zwrócić uwagę, że dla 10 letniej stopy zwrotu dane obejmują tylko 7 lat i szczyt wartości WIG z 2007 dopiero wchodzi w zakres badania. Powoduje to, że

Stopa zwrotu i odchylenia standardowe dla WIG

Warto też zapamiętać parametry statystyczne obliczone na podstawie miesięcznych danych na temat stóp zwrotu:
  • roczna stopa zwrotu to +9,7%
  • roczne odchylenie standardowe stopy zwrotu to 21,2% – z tej statystyki wynika, że dla 2/3 przypadków roczna stopa zwrotu powinna być zawarta  w przedziale +/- odchylenie standardowe od średniej (9,7% – +/-21,2% – czyli od -11,5% do +30,9%)
  • Wróćmy do pytania czy osiągnięcie stopy zwrotu lepszej niż WIG jest ambitnym celem dla inwestora.

Czy łatwo osiągnąć wyniki lepsze niż WIG?

Wyniki osiągane przez fundusze inwestycyjne inwestujące w akcje, które niedawna analizowałem na blogu pokazują, że nie jest to trywialne. W ujęciu rocznym tylko 30% jest w stanie osiągnąć wynik lepszy niż WIG.
Wyniki analizy pokazują, że aby zminimalizować ryzyko strat konieczny jest również odpowiednio długi okres inwestycji.

Dyskusja

A jakie jest twoje zdanie?
Jeśli jesteś inwestorem giełdowym, to czy porównujesz swoje wyniki inwestycyjne do indeksu WIG?
Czy udaje Ci się osiągać lepsze wyniki niż indeks?
Czy WIG jest najlepszym punktem odniesienia dla inwestora indywidualnego do oceny swoich wyników inwestycyjnych?
Zapraszam do wyrażenia swojego zdania w komentarzach poniżej.

Jeśli uważasz, że informacje zawarte we wpisie są wartościowe – podziel się nimi ze znajomymi wysyłając mailem  link lub w mediach społecznościowych (Like/Udostępnienie na Facebooku lub Like/Retweet na Twitterze). Z góry dziękuję – pomoże mi to w dotarciu z tym wpisem do większej liczby osób.